poniedziałek, 16 września 2019

Rozdział 35

       Jak i poniedziałek, tak i praca. Po takim wspaniałym weekendzie, to chce się pracować. W końcu odpoczęła, spędziła czas z ukochanym. Nie było aż tak bardzo dużo pracy, więc z przyjemnością wypełniało się swoje obowiązki. Nawet nie wie kiedy wybiła 15.30 i mogła wrócić do domu. Co ona będzie jednak tam robiła? Dzisiaj zmiana Michała, więc jej ulubiona. Lubi z nimi posiedzieć, zawsze poprawią jej humor. Nogi zaprowadziły ją do drugiego budynku. Wspięła się po schodach i zaraz była w "salonie".
- Cześć. - przywitała się wesoło i zajęła miejsce na kanapie
Wchodzi tu już jak do siebie. Oni raczej też się przyzwyczaili do jej obecności i nie sprawiają żadnego kłopotu.
Chórkiem jej odpowiedzieli, a ona ukradkiem popatrzyła na chłopaka. Siedział tam gdzie zawsze. Wpatrywał się w obraz na telewizorze. Nagle odwrócił się do niej. Ona zszokowana wpatrywała się w jego niebieskie oczy. Po chwili się szeroko uśmiechnęła i puściła mu oczko. Na jego twarzy pojawił się ten wspaniały uśmiech i powrócił do wcześniejszej czynności. Czasami żałuje, że nie może go tak po prostu przytulić przy reszcie, normalnie rozmawiać. Z drugiej strony, ta tajemnica dodaje jakąś rozrywkę w ich związku.
- Ty Misiek. - mruknął Łukasz - A ty na ślub idziesz sam, czy z dziewczyną?
- Nie wiem. - burknął - Nie pytałem jeszcze. Ale pewnie z dziewczyną.
- A ty w ogóle ją masz? - śmiali się - Jakimś cudem nikt jeszcze jej nie widział, nic o niej nie wiadomo.
On siedział cicho, nie zwracając na nich uwagi.
- Misiek, jak to jest? - droczyli się z nim
- Dajcie mu spokój. - powiedziała Emilka - Może nie ma czym się chwalić. Albo ukrywa taką petardę, że wam szczena opadnie.
Zapadła cisza. Ona przeglądała facebooka, inni tak samo, niektórzy oglądali telewizor, a pozostali odpoczywali.
- Ja chyba będę szła. - poderwała się - Obijajcie się dalej, nie będę wam przeszkadzała.
- No żartujesz sobie. - pisnął Grzesiek - W niczym nam nie przeszkadzasz.
- Lecę, obiecałam że będę na obiedzie. Cześć chłopcy.
Nie ma szans, żeby spotkała się na osobności z chłopakiem. Zamyślona zbiegła po schodach i usłyszała ciche nawoływanie jej imienia z garażu. Zdziwiona podeszła do drzwi, gdy poczuła na swojej ręce czyjeś dłonie i została wciągnięta do środka. Przed nią stał Wojtek z Tomkiem.
- Sprawa jest. - zaczął Wojtek - Tylko to ma zostać między nami.
- Okej. - powiedziała niepewnie
- Dziewczyny są dobre w stalkowaniu, nie?
- Może. - zaśmiała się
- Dobra. Chodzi o dziewczynę Michała.
- O nie, nie, nie, nie. - podniosła ręce - Mnie w to nie mieszajcie.
Musi jakoś się maskować i nie zdradzić się.
- No to chociaż daj jakieś rady, pokieruj nas. - patrzyli błagalnym wzrokiem
To może być dobra zabawa. Będzie ich kierowała w poszukiwaniach, chociaż wie kogo szukają.
- Dobra. - westchnęła
Klasnęli w dłonie i podeszli do stolika, na którym stał laptop
Zaśmiała się i poszła za nimi.
- Dobra, to co o niej macie? - zapytała
- Nic.
Podniosła brwi i patrzyła wielkimi oczami.
- Imię, wiek, jak wygląda, nic?
Pokręcili głowami.
- No to jest jedna opcja. - usiadła - Musicie wejść w jego znajomych i tam przeglądać profile dziewczyn. Zwracać uwagę na jej zdjęcia, to czy jest w związku. Musicie też ocenić, czy pasuje do Michała. Wszelkie niepewności możecie też zweryfikować szukając jej na instagramie. Tam zazwyczaj dodaje się zdjęcia, których na Facebooku byś nie zamieścił. Wszystko jasne?
- Tak, dzięki.
- Powodzenia. - wstała - Dajcie znać jak coś znajdziecie.
Zadowolona z siebie opuściła jednostkę i w blaskach słońca podążała do samochodu. To chyba znaczy, że darzą ją sporym zaufaniem i traktują jak swoją. Poprosili ją o taką sekretną sprawę. Źle trafili, ale ma nadzieję, że jak wszystko wyjdzie na jaw, nie będą mieli jej tego za złe. Rzuciła torbę na fotel pasażera i usadowiła się wygodnie w fotelu. Odpaliła silnik, a tu rozbrzmiał się jej dzwonek. Michał. Odebrała, dała na głośnik i zamontowała smartphona w trzymadle.
- No hej kochanie. - zaczęła
- Hej. - usłyszała jego ciepłe mruknięcie
- Co tam?
- Tak szybko poszłaś.
- No tak, nic ciekawego się nie działo. Szansy też nie było, żebym się do Ciebie przytuliła. - to przeciągnęła słodko - Ty katar masz?
- Jakieś przeziębienie mnie łapie. - jęknął - Chyba położę się na chwilkę.
- Jasne Misiu. - rozejrzała się czy może wyjechać na ulicę - Mam podjechać do apteki i coś Ci kupić?
- Nie, kochanie. To zwykły katar.
- Zdzwonisz później?
- Jasne. - ułożył się wygodnie na łóżku
- Uważaj na siebie. - szepnęła - Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Pa.
- Pa.
Czekała aż się rozłączy, bo ona oczywiście prowadzi i woli się nie rozpraszać. Zobaczyła, że jego zdjęcie zniknęło i pojawiła się jej tapeta.

      W pracy nie było najlepiej. Pogoda brzydka, bo słońca nie ma, szaro, ponuro. Nie najlepiej rozmawiało jej się z Karoliną, nie miała na nic ochoty. Kochanie, łapie mnie jakaś choroba... Czuję się okropnie :( a jeszcze trening z dzieciakami. Przepraszam, jeśli nie będę pisał, padam na twarz. Przyszła jej wiadomość. Czyli ten wczorajszy katar, to początek choroby. A mogła kupić i zawieźć mu lekarstwa. Miała dzisiaj do niego nie jechać, ale w takich okolicznościach...
Najpierw odwiedziła aptekę i wykupiła kilka rzeczy. Potem pojechała prosto do jego mieszkania. Nie będę go jeszcze przez ponad godzinę, więc ma chwilę dla siebie. Dawno nie sprzątał, bo nie miał kiedy, a teraz kiedy go rozbiera, też się za to nie weźmie. Często tu przebywa, korzysta ze wszystkiego, to ona tym się zajmie. Poszła do kuchni i przygotowała wszystko na rosół i postawiła na gaz. Później posprzątała salon, sypialnię, kuchnię i na koniec łazienka. Wygrzebała jakieś słuchawki, przez które mogła spokojnie słuchać muzyki. Czyściła wannę kołysząc się przy tym w rytm muzyki. Lubi sobie potańczyć, kiedy nikt na nią nie patrzy, pośpiewać. Lubi czuć się wolna. Poczuła na swoich biodrach dłonie. Uśmiechnęła się i wyprostowała. Jego silne ramiona, jego ciało.
- A co ty tu robisz? - zsunął słuchawkę i szepnął rozkosznie
- Ja tu tylko sprzątam. - zaśmiała się i odwróciła do niego przodem
Ujrzała jego bladą, zmęczoną twarz, na której gościł uśmiech.
- Hej. - szepnęła i pocałowała go delikatnie
Przyłożyła dłoń do jego czoła.
- Masz gorączkę. - popatrzyła na niego z troską - Jak się czujesz?
- Okropnie. Wszystko mnie boli.
- To chodź, zjesz zupę, rozgrzejesz się i do łóżka.
- Jak bezpośrednio! Ale ja nie mam siły...
- Głupek. - dała mu kuksańca w ramię
- Umyję się i zaraz przychodzę. - pocałował jej skroń
- Tylko szybko. Zaraz nalewam rosołu.
- A właśnie. -wyszedł z łazienki, a ona poszła za nim - Proszę.
Wyciągnął w jej stronę bukiet kwiatów polnych. W oczach stanęły jej łzy.
- Dziękuję. - powiedziała wzruszona i przytuliła się do niego - Cały drżysz Misiu. - pogładziła go po plecach - Idź szybko się myj i do łóżka.
Posłusznie wykonał jej polecenie. Ona szukała jakiegoś flakonu, jednak chyba nic takiego nie wchodzi w wyposażenie tego mieszkania. Wzięła długą szklankę i nalała do niej wody. Wsadziła bukiet, żeby mieć go jak najdłużej. To chyba najbardziej urocza rzecz, jaka ją spotkała. Zwykłe, kilka kwiatków zebranych na łące, a tak łapie za serce. Takie małe rzeczy cieszą najbardziej. Wydawało jej się, że szybko to załatwiła, a tu już chłopak stał koło niej w dresach. Ledwo trzymał się na nogach.
- Zrobiłaś rosół specjalnie dla mnie? - oparł się o szafkę
- Nie no, ja też zjem. - zaśmiała się
- Jesteś najwspanialszą kobietą na świecie.
Uśmiechnęła się i zaczęła nalewać zupy do talerzy.
- Idź się połóż, ja Ci zaraz przyniosę. Musisz się wygrzewać. A. - podała mu termometr - Zmierz temperaturę.
Kiwnął głową i szurając nogami zniknął w sypialni. Pełne talerze postawiła na tacy i powoli udała się do chorego. Leżał owinięty kołdrą. Na jej widok usiadł i wyciągnął pipczący termometr.
- 39,2. - mruknął
- Wysoka. - stwierdziła - Zjesz szybko i podam Ci lekarstwa.
- Nie powinnaś przy mnie siedzieć. Zarazisz się.
- Smacznego. - uśmiechnęła się - Co to za wesele, o którym wczoraj mówili?
- Patryka.
- Mhm.
- Pójdziesz ze mną? - przeniósł na nią wzrok - Proszę.
- Dobrze. Kiedy?
- Za dwa tygodnie. Pyszna zupka.
- Cieszy mnie to. - wzięła od niego talerz - Zaraz przyniosę Ci lekarstwa.
Wstała i zaniosła naczynia do kuchni. Tam rozrobiła saszetkę w ciepłej wodzie i zaniosła ukochanemu. Wypił z niechęcią i położył się.
- Śpij Misiulku. - pogłaskała go
- Zostaniesz? - nawet nie otwierał oczu
Nie miała serca zostawiać go w takim stanie. Podniosła kołdrę i zaraz leżała koło niego. Pocałowała go delikatnie i pozwoliła mu się wtulić w siebie. Czuła jak jego ciało drży. Straszne jest oglądanie swojej ukochanej osoby w tak masakrycznym stanie. On ledwo stał na nogach, kompletnie nie miał sił. Prowadził treningi, poświęcał innym czas, chociaż nie był w dobrej formie. To się nazywa trener. Jutro też ma jakieś. Powinien je odwołać. Nie dość, że sam naraża się na jakieś powikłania, to jeszcze innych może zarazić. Poczuła jak jego ciało się rozluźniło, czyli zasnął. Spokojnie, żeby go nie zbudzić wyswobodziła się kołdry. Póki śpi, pojedzie do domu i weźmie jakieś rzeczy na jutro. Trzeba też zrobić zakupy, bo lodówka świeci pustkami. Wzięła torebkę, założyła buty i wyszła. Aż dziwnie, chłopak taki chory, a na dworze gorąco. Choroby zazwyczaj kojarzą się z zimą, a tu proszę.
Szybko wpadła do domu i od razu udała się do swojego pokoju. Z szafy brała pierwsze lepsze ciuchy, także takie, które zostawi u chłopaka na przyszłość. Spakowała swoje kosmetyki, wrzuciła ładowarkę i była gotowa.
- A ty gdzie? - zapytała mama
- Do Michała. Chory jest, leży z gorączką. - oznajmiła
- O masz... - westchnęła - Brał jakieś lekarstwa?
- Tak, tak. Zasnął niedawno, więc korzystam z okazji.
- To może chociaż obiad zjesz?
- Nie, dzięki. Już jadłam. Lecę, bo jeszcze zakupy muszę zrobić. Paa.
- Pa.
Będąc w sklepie czuła się tak jakoś dziwnie. Ona decydowała jakie rzeczy bierze, jednocześnie musiała myśleć o tym, czy się to przyda i co jest najważniejsze. Dorosłe życie.
Zapakowana siatkami stanęła przed drzwiami. Wygrzebała klucze i wsadziła je do zamka. Przekręciła i otwarte. Po cichu wślizgnęła się i zaniosła siatki do kuchni. Na palcach przeszła do przedpokoju, żeby nie nabrudzić i ściągnęła buty. Zaciekawiona zajrzała do sypialni. Spał. Czyli jeszcze może rozpakować to co kupiła. U niego w mieszkaniu czuje się swobodnie, jak u siebie. Zna położenie większości rzeczy i bez problemu coś odnajduje. Jedna reklamówka opróżniona, druga już w połowie. Rozległ się dzwonek domofonu. Zdezorientowana podeszła, ale spojrzała w stronę sypialni, czy chłopak czasem nie idzie i on tego nie załatwi. Niestety. Nacisnęła guzik.
- Tak? - zapytała niepewnie
- Hej. - usłyszała radosny głos Moniki - Mogę na chwilę.
- Hej. Tak,  pewnie. - nacisnęła guzik, który otwiera bramę.
Po chwili przed nią stała siostra chłopaka.
- Jest Michał? - zapytała
- Tak, ale śpi. Ma wysoką gorączkę. - mruknęła
- Ojej. - zmartwiła się - Fajnie, że się nim zajęłaś.
- Wejdziesz? - zapytała
- Nie, nie będę Ci przeszkadzała.
- Daj spokój. - zaśmiała się - Ja tu już nic nie mam do roboty.
- Chciałam tylko z nim porozmawiać, o co chodzi z Dorotą, no ale innym razem.
Ona dobrze wiedziała o co chodzi. To przez nią rodzeństwo nie ma ze sobą najlepszych kontaktów. Michał nie ma zamiaru popuścić, bardzo go to zabolało. Ona nie ma zamiaru się w to mieszać.
- Ucałuj go jak się obudzi. - uśmiechnęła się - Trzymaj się.
- Okej. Pa.
No i znowu skazana na siebie. Na szczęście wzięła książkę ze sobą i teraz może przenieść się do innego świata. Ułożyła się wygodnie koło ukochanego i oddała się lekturze. Po jednym rozdziale czuła się zmęczona. Dalsze czytanie nie miałoby sensu, bo nie skupiałaby się na tym co czyta i ominie ją fabuła. Odłożyła książkę i położyła się zamykając oczy. Jest bardzo zmęczona. Poczuła jak on się lekko podnosi. Złapała jego rękę.
- Gdzie idziesz? - zapytała
- Do kibelka. - mruknął
Zaspany, zmarnowany ze szklistymi oczami. Nie wiedziała co powiedzieć i puściła jego dłoń. Nie chce go męczyć. Ale poczuła się dziwnie. Jakby pozwoliła mu odejść na dobre. Leżała tak wpatrując się w ścianę. Najchętniej teraz by zasnęła. Ale nie wypada. Słyszała jak właściciel krząta się po kuchni. Po chwili był już przy niej.
- Jesteś moim aniołem. - namiętnie wpił się w jej wargi
Wplotła palce w jego już dłuższe włosy i odwzajemniała delikatne pocałunki.
- Dziękuję Ci. - wpatrywał się w jej oczy - Że jesteś przy mnie teraz, za posprzątanie mieszkania i zrobienie zakupów. Jestem cholernym szczęściarzem. Nie wiem jak Ci się odwdzięczę.
- Dasz buziaka i będzie po sprawie. - puściła mu oczko
- Oh, to zdecydowanie za mało. - pocałował ją
- Zmierz temperaturę.
- Daj mi się trochę Tobą nacieszyć. - przytulił ją
- Przecież nigdzie się nie wybieram. - zaśmiała się i przyłożyła dłoń do jego czoła - I co może Cię zszokować, możesz zmierzyć przy mnie. Nadal jesteś rozpalony.
- Dobrze, dobrze.
Usiadł opierając się plecami o ścianę i włożył termometr pod koszulkę. Położyła głowę na jego torsie obejmując go.
- Monika tu była. - oznajmiła po chwili ciszy
- Tak? Co chciała?
- Porozmawiać z Tobą o Dorocie.
Pipip pipip, termometr przypomniał o swojej obecności. Odsunęła się, żeby swobodnie mógł go wyciągnąć. Popatrzył na wyświetlacz, po czym głośno westchnął. Przyciągnęła jego dłoń spoglądając na wynik pomiaru. 39.
- Nadal wysoka. - popatrzyła zmartwiona w jego oczy - Za pół godziny będziesz mógł wziąć lekarstwo.
- Z taką opieką szybko wyzdrowieję. - uśmiechnął się
- Mam nadzieję, że nie przyszedł Ci taki wspaniały pomysł, że jutro poprowadzisz treningi.
- Jak to? Trener nie zostawia swoich podopiecznych. - powiedział
Podniosła brwi ze zdziwieniem.
- Żartuję. - pchnął jej ramię i zaczął się śmiać - Która godzina?
-19.52
- Dobra, muszę napisać do kilku osób, że odwołuję. - sięgnął po telefon - A ty kładź się i śpij. Wyglądasz na bardzo wyczerpaną, a rano do pracy.
- Chcę się Tobą cieszyć jak najdłużej. - mruknęła i ze spuszczoną głową usiadła obok niego
Faktycznie jest wykończona, ale fakt, że jest przy chłopaku, nie pozwala jej spać, bo chce wykorzystać każdą ich wspólną sekundę. Po chwili skończył stukać w ekran telefonu i odłożył go.
- Ojej, kochanie. - przytulił ją - Ja nie chcę, Cię zranić czy coś. Ale jedyne o czym marzę, to sen. Przepraszam kochanie.
- Rozumiem. - dała mu buziaka

niedziela, 25 sierpnia 2019

Rozdział 34

      Kiedy chłopak ma wolny dzień od służby, to praktycznie cały czas jest w stadninie. To treningi, bo przecież w kadrze już musi prezentować najwyższy poziom, to zajęcia z dzieciakami, czy nawet dorosłymi. Rzadko kiedy mają czas dla siebie, już nie pamięta kiedy tak naprawdę ją przytulił, a o czymś więcej to już nie wspomni. Najczęściej to ona jedzie na treningi i tam podczas przerw wymienią kilka słów. Dzisiaj postanowiła to zmienić. Wstała wcześniej i szybko się ogarnęła. Po kilkunastu minutach siedziała już w samochodzie i jechała do swojego ukochanego. Spędzą wspólnie czas przed jego wyjazdem do koni, a może razem pojadą.
Wysiadła przed jego blokiem i szybko wpisała kod do bramy. Wbiegła po schodach i zadzwoniła dzwonkiem. Zadowolona czekała na swojego chłopaka. Nie może się doczekać aż wpadnie w jego ramiona i w końcu poczuje miłość. Strzelanie zamka i drzwi szeroko otwarte. Jej szeroki uśmiech natychmiast zszedł jej z twarzy. Stała przed nią długowłosa blondynka. W samym szlafroku. Stała przed nią z gracją i dodatkowo wysunęła swoją długą, chudą nogę.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się z dumą - Słucham.
Nadal nie może uwierzyć, że przed nią stoi Dominika. W samym szlafroku, w jego mieszkaniu.
- Ja do Michała.- mruknęła ledwo co
Tamta pej się uważnie.
- Ah, no tak. - zachichotała - Emilka. Michał opowiadał mi o tobie.
Zza jej pleców wyłonił się właściciel mieszkania. Popatrzyła na niego ze łzami w oczach. Jak on mógł jej to zrobić? I to jeszcze jego była, gdzie tak się zapierał, że nic do niej czuje i chce o niej zapomnieć.
- To to są te twoje treningi? - powiedziała z żalem
- Naprawdę myślałaś, że taki facet, będzie chciał taką gówniarę? - podeszła do niego i objęła go w pasie - Żal mi ciebie dziecko.
Podszedł do niej i namiętnie pocałował. Odsunęła się od niego jak oparzona.
- Zostaw mnie! - krzyknęła, ale on dalej próbował ją przytulić - Zostaw mnie! - krzyczała

Przebudziła się gwałtownie i szybko oddychała. Poczuła jak chłopak mocniej ją obejmuje i szepcze ciiiii. To było tak potworne i realistyczne, że zaczęła płakać. Najgorszy koszmar jaki kiedykolwiek miała.
- Emilka. - podniósł się - Ej, co się dzieje? - mimo, że był zaspany jego głos był przepełniony strachem
Znowu przed oczami stanął jej obraz Dominiki u boku ukochanego. Wyciągnęła do niego ręce, żeby przytulić się jak najszybciej. Objął ją i położył się z powrotem. Schowała twarz w jego torsie i się uspokajała. Gładził jej plecy oparł podbródek o jej głowę.
- Powiesz mi o co chodzi? - mruknął i pocałował ją w czubek głowy
Podniosła głowę i czekała chwilę, aż jej wzrok przyzwyczai się do ciemności. Jedyne czego teraz pragnie, to potwierdzenia, że naprawdę ją kocha i wymazać z pamięci ten sen. Wpiła się w jego wargi składając czułe pocałunki. Odwzajemniał to samo. Usiadła na nim i kontynuowali dalej.
- Michał. - szepnęła prostując się - Czy ty mnie kochasz?
Miał ochotę powiedzieć coś sarkastycznego, ale wyczuł, że coś jest na rzeczy i to tylko pogorszy sprawę.
- Tak i to bardzo.
Powiedział pewnie, bez żadnego zawahania. Wiedziała, że mówi prawdę. Dała mu buziaka i położyła się koło niego. On od razu ją przytulił.
- To powiesz o co chodzi?
- Już wiesz jak ja się czuję, gdy muszę z ciebie wszystko wyciągać? - zachichotała
- I tak wiem, ze mi wszystko powiesz. - stwierdził
- Niby skąd?
- Bo cię znam. - szepnął jej to do ucha tak czarująco, że na całym ciele miała ciarki
Pogładziła jego rękę, która ją obejmuje i przymknęła oczy.
- Przyszłam do ciebie i otworzyła mi Dominika... - zaczęła

On obudził się pierwszy. Zza okna dochodziło do niego ćwierkanie ptaków i szum przejeżdżających samochodów. Westchnął delikatnie i przetarł oczy. Przy jego boku leżała dziewczyna odwrócona plecami do niego. Podłożył rękę pod głowę i wpatrywał się w sufit. Ten epizod w nocy ciągle go męczy. Czy za mało okazuje miłości dziewczynie? Czy ona ciągle uważa, że tamta jest zagrożeniem, mimo iż wszystko sobie wyjaśnili i niby wszystko było dobrze? Czy może po prostu to przez przypadek... Przecież mózg potrafi wytworzyć takie sny, że czapki z głów. Reakcja Emilki, mówi wiele o ich związku. Kocha go bardzo i bardzo by cierpiała po jego stracie. Na początku myślał, że z ich związku nic nie będzie. Ona jest młodą, energiczną i wesołą dziewczyną, w dodatku piękną, naturalną. On cichym, nieśmiałym facetem, który już zaraz będzie miał 30 lat. Ale szybko zobaczył, że ona obdarza go ogromem miłości, którego jeszcze nigdy nie doświadczył. Kocha jej młodość i to że często się nie hamuje. Może nie potrafi jeszcze do końca pokazać, że ją kocha najmocniej na świecie, ale bardzo się stara. Co ma zrobić? Ukochana zaczęła się wiercić i po chwili leżała już twarzą do niego. Przez sen objęła go ręką i położyła głowę przy jego boku. Jej spokojna twarz pogrążona w śnie sprawia go szczęśliwym. Chciałby tak budzić się codziennie. Jednak nie chce się spieszyć, wie że taka propozycja może tylko pogorszyć ich relacje. Ona nie jest jeszcze gotowa na taki krok. Nie przeszkadza mu to. Będzie na nią czekał tak długo, jak będzie trzeba. Głowa była pełna rozważań. Jej palce zacisnęły się na jego skórze, nogi powoli się rozprostowały, a głowę przycisnęła do niego. Zaraz podniosła powieki i wlepiła w niego wzrok. Uśmiechnął się, a ona odpowiedziała mu tym samym.
- Już nie śpisz? - mruknęła
- Nie. - objął ją i leżeli twarzą w twarz - Cześć kochanie.
- Cześć Misiu. - pocałowała go delikatnie
- Pospałaś?
- Tak. - była radosna - A ty? Bo nowe łóżko i otoczenie.
- Nawet, nawet. - zabrał kosmyk włosów opadający jej na twarz - Wiesz, że bardzo cię kocham?
- Wiem.
- Tak najmocniej na świecie. - przytulił ją mocno
Leżeli wtuleni w siebie. Nie potrzebowali nic innego.
- Będziesz częściej do mnie przyjeżdżał? - cały jej głos został stłumiony przez jego tors - Proszę.
- Zobaczymy. - pocałował ją w głowę
- Ponoć mnie kochasz. - burknęła, jednak na jej twarzy pojawił się uśmiech, którego nie widział
- No tak, ale... - przerwał i podniósł się - Emilka, no. To jest niesprawiedliwe.
- Ty jesteś niesprawiedliwy. - zachichotała i objęła jego szyję.
Wpatrywała się w niego śmiejącymi się oczami. Chciałaby tak budzić się codziennie, ale ze świadomością, że to jest jej mąż. Marzy jej się takie życie rodzinne, dorosłe. Przejechała palcami po jego włosach z największą czułością.
- Naprawdę się cieszę, że tu jesteś. - przytuliła się do niego - W ogóle cieszę się, że jesteś.
- Może pojedziemy gdzieś dzisiaj? Pochodzić, pozwiedzać. - obejmował ją
- Cały dzień dla mnie? - oczy jej się zaświeciły i popatrzyła na niego z radością
- Pewnie. - uśmiechnął się szeroko na widok jej radości i pogładził jej plecy
- Już nie mogę się doczekać. - pocałowała go
Odnalazła wzrokiem zegarek i zobaczyła, że jest przed 9.
- Trzeba się zbierać Misiek, bo o 10 msza. - usiadła na skraju łóżka i ciągnęła go za sobą
Niechętnie opuszczał cieplutkie łóżko.
- Idę do łazienki. - puściła mu oczko i łapiąc włosy w koński ogon wyszła z pokoju
Mama stała w kuchni i rozkładała różne rzeczy na talerz.
- Śniadanie zaraz. - oznajmiła
- Okej. - mruknęła i prześlizgnęła się do łazienki
Nie wyspała się do końca i teraz jest trochę przymulona. Na zewnątrz było słonecznie, niebo zachwycało swoim błękitem. Wydawało się, że jest ciepło. Jak zwykle nie wie, co ma na siebie włożyć. Zaczęła oczami wyobraźni przeglądać swoją szafę. Chyba weźmie zwiewną, granatową sukienkę w kwiaty. Umyła ręce, potem twarz mając nadzieję, że się rozbudzi. Szybko prześlizgnęła się do pokoju, gdzie panował jeszcze półmrok, bo rolety zasłaniały okno. Podeszła bliżej i pociągając za sznurek podciągnęła je i nastała jasność.
- Mogę tak pójść? - popatrzył na swój ubiór
Miał na sobą koszulkę i spodenki, czyli to co robiło za jego piżamę.
- No a niby czemu nie? - prychnęła otwierając szafę w celu znalezienia sukienki
- No nie wiem, może nie wypada czy coś. - mruknął
- Jakbyś wyleciał z wariatem na wierzchu, to by nie wypadało. - zaśmiała się
- Oooo, ktoś tu się rozmarzył. - objął ją w pasie i pocałował w szyję
- Michał, a od kiedy ty się taki rozbrykany zrobiłeś, co ? - oparła się o niego - Kiedyś taki kochany, nieśmiały mężczyzna. A teraz ciągle jakieś podteksty, nocne wyzwania i napalenia.
- Ty to ze mnie wyzwalasz. - westchnął - Ale jak masz z tym jakiś problem, to mów.
Puścił ją i zostawił samą w pokoju. Wkurzył się, chociaż nie wie za co. Przecież ona mówiła to w żartach, bez żadnego oburzenia. Nawet nie dał jej czasu na reakcję, tylko od razu wyszedł. Zrezygnowana usiadła na krześle patrząc na ich wspólne zdjęcie zrobione we Włoszech. Są uśmiechnięci, zadowoleni ze swojej obecności, mimo wcześniejszych kłótni. Wzięła je do ręki i palcem przejechała po twarzy ukochanego, jakby chciała go pogłaskać, poczuć jego obecność. Nawet nie wie, kiedy wrócił. Poczuła dłonie na barkach i jak opiera brodę o jej głowę.
- Jesteś zły? - zapytała odkładając zdjęcie
- Nie, dlaczego?
- Tak zabrzmiało. - pocałowała go w żuchwę - Idziemy na śniadanie?
- Emilka. - złapał ją za dłoń - Ja się wstydzę. Czuję się niezręcznie z twoimi rodzicami.
- No dobrze. To zjemy tutaj. - puściła mu oczko - Tylko powiedz co chcesz, to przyniosę.
- Naprawdę? - był zaskoczony
- No tak. Zaraz wracam.
Tylko co ona powie? Zjemy tam, bo chcemy być sami? Bo źle się czuje? Otworzyła lodówkę i wpatrywała się w zawartość, żeby tylko zyskać na czasie i znaleźć jakąś dobrą wymówkę. Nie chce urazić rodziców, wie, że bardzo się starają żyć w zgodzie z Michałem. Nie okazują wrogości, nie widać, żeby go nie lubili. A to, że mama zareagowała na wiadomość, że był żonaty, to chyba normalne. Każdy chce najlepiej dla swoich dzieci. Weszła do pokoju, gdzie cała reszta już zajadała się kanapkami.
- Smacznego. - powiedziała radośnie
- Dziękujemy. - tato nakładał pomidora na kromkę
- A gdzie Michał? - błądziła wzrokiem mama, jakby go szukała
- Bo
- Przepraszam, już jestem. - usłyszała za sobą - Smacznego.
Uśmiechał się delikatnie z nutą niepewności.
- Dziękujemy. Siadajcie. - wskazała na krzesła, ale była rozpromieniona i to nie z czystej uprzejmości, tylko tak czuła się naprawdę
Nigdy w niedzielę tak nie jedli. Zawsze była jedna jajecznica na wszystkich, każdy nakładał sobie na talerz albo na kanapkę ile chciał i było dobrze.
- A ty możesz tak sobie wszystko jeść? - wypalił Robert w stronę chłopaka
Tamten ściągnął brwi i zajął miejsce.
- A co, aż tak źle wyglądam? - uśmiechnął się i wziął pieczywo
- Nie, bardzo dobrze. Ale czy taki światowej klasy jeździec nie musi trzymać jakieś diety?
- Nie wiem. - mruknął i wziął żółty ser
- A tak w ogóle, to chyba musisz mieć mega silne nogi i poślady, nie? Trzymać się w siodle i jeszcze ten ruch. - pokiwał się w przód i tył w charakterystycznym ruchu w jeździe na koniu
- Tak wypada.
- Ale o to chyba powinienem pytać Emilkę.
Siostra zgromiła go wzrokiem, a rodzice zmieszani nie wiedzieli co robić. Udawali, że coś oglądali w telewizji.
- Zajmij się jedzeniem młody. - burknęła - Ale fakt, ma moc.
Widziała po chłopaku, że się rumieni i bez słowa zjada kanapkę. Robert się śmiał, a ona chciała tą sytuację szybko urwać. Chcesz tak pogrywać gówniarzu, to masz.
- A ty jak tam z Wiktorią? - zapytał milutko - Byliście na jakiejś randce? Buziak już był?
Momentalnie zrobił się czaerwony i wpatrywał się w nią z nienawiścią.
- Haa czyli miałem rację, co do nich. - ożywił się chłopak
- Synu masz dziewczynę i się nie chwalisz? - klasnął w dłonie tato
- Nie mam żadnej dziewczyny. - powiedział to powoli - Ona sobie coś wymyśla.
- Taa, jasne. Myślisz, że nie widać tych wszystkich waszych lajeczków, komentarzy i innych? - prychnęła - To na facebooku, to na instagramie. Przegrałeś. - puściła mu buziaka
Reszta śniadania była spokojna. Rodzice od czasu do czasu spytali o coś, nie było napięcia, wszystko w porządku.
- Wyprasować ci koszulę, koszulkę, czy co ty tam masz? - zapytała, kiedy brała swoją sukienkę
- Ooo, jaka kochana. - jęknął słodko i podał jej koszulę w czarno-granatową kratę - Dziękuję.
      Siedzieli w kościele dość blisko ołtarza. Zawsze tam siedzi, więc nie widziała przeszkód, żeby teraz też nie. W dodatku też był tam Robert. Jakoś tak czuła się wyjątkowo wiedząc, że jest przy niej ukochany. Czuła też spojrzenia ludzi na sobie, bo przecież nowa osoba wywołuje poruszenie. W takiej małej wiosce nic nie ujdzie na sucho. Co ją zaskoczyło, chłopak mówił każdą modlitwę i odpowiadał kiedy trzeba, co nie jest dość popularne wśród mężczyzn. Nigdy nie rozmyślała nad jego religijnością. Jakoś nie ma oporów, żeby chodzić do kościoła, ale też nie jakoś zbyt często.
Wychodząc z kościoła złapała chłopaka za rękę i szeroko uśmiechnęła się do niego. Pokręcił tylko głową, ale splótł ich palce. Spotkali kilku strażaków, ale nie zatrzymywali się na dłużej.

- Misieeeek. - przeciągnęła jego ksywkę wpatrując się w swoje odbicie w lustrze
- Tak? - mruknął w poduszkę, w której miał schowaną twarz
- Mogę zadać pytanie?
- Już zadałaś.
Wie, że powiedział to dla żartu, ale jej do śmiechu nie jest. Stresowało ją to pytanie, a on nie traktuje jej na poważnie. Chciała już mu coś odszczekać, ale ugryzła się w język i pozostawiła to bez słowa. Nie chce wszczynać kłótni. Popatrzyła na swoje oczy. Przygaszone, bez żadnego blasku. Nie widziała w sobie żadnego piękna.
- No co jest kochanie? - wyłonił twarz z poduszek, aby na nią spojrzeć
Widział w niej smutek i skrytość. Czy dobrze zareaguje jeśli do niej podejdzie i ją przytuli? Czy woli, żeby dalej leżał, bo chce być "sama". Nie zawsze jeszcze potrafi dokładnie ocenić sytuacji. Dźwignął się powoli i podszedł do niej.
- Chodzisz do kościoła? - zapytała, kiedy stał za nią
- To to pytanie? - zamknął ją w objęciach
- Tak.
- Chodzę. - pocałował ją w skroń - W każdą niedzielę, jeśli oczywiście nie mam służby. Jak są święta, to również. Nie mam z tym problemu. Do spowiedzi też chodzę. Może to dziwne, ale tak, wierzę w Boga i jest dla mnie ważny. Wiem, że dla ciebie również i żyjesz bardzo grzecznie. Ja chyba niestety trochę namieszałem i nie zaczekasz z seksem do ślubu. Przepraszam.
- Daj spokój. - pogładziła jego rękę
W jej odbiciu nic się nie zmieniło. Serce mu się łamało na ten widok. Jej nie chodziło tylko o to pytanie. Nie potrafi tego znieść, jak ogląda różne filmy i tam chłopak jest romantyczny, kupuje jakieś kwiaty, zabiera na randki. A Michał? Może z raz na początku ich znajomości kupił jej kwiatka. Na rankę zaprosił ją może trzy razy. Czy to dziwne, że marzy aby dostać jakiegoś kwiatka? Kocha go bardzo, ale mógłby być trochę bardziej romantyczny.
- To co moja piękna dziewczyno. - wpatrywał się w lusterku w jej oczy - Dasz się zaprosić na randkę?
W oczach pojawił się blask, a kąciki powędrowały do góry. Widział każdy zmieniający się szczegół w jej twarzy. Jak powoli w miejscu smutku pojawia się radość. Ta randka pojawiła się tak naglę, nie wie dokładnie skąd. Jednak wiedział, że to będzie najodpowiedniejsze rozwiązanie, jakie mógł zastosować.
- Tak kochanie! - rozpromieniona spojrzała na niego, ale już nie w lustrze - Bardzo bym chciała z tobą pójść.
- Super. - mruknął z uśmiechem i pocałował ją - To gotowa?
- Wiesz co, bo rodzice zrobili nam już kawę. - powiedziała niepewnie
- No to wypijemy i jedziemy. - klasnął w dłonie
Kiwnęła głową i poszli do salonu. Kawy stały już na stole, a przy nim siedziała mama i oglądała coś w telewizji.
- Gdzie reszta? - zapytała zajmując miejsce
- Robert w pokoju, a tato nie wiem. Michał ty słodzisz? Bo pamiętałam, że z mlekiem, ale co z cukrem kompletnie mi z głowy wyleciało.
- Nie, nie słodzę. - posłał kobiecie piękny uśmiech
Był w szoku, że po jednej kawie, którą mu robiła zapamiętała jego preferencje i się nich trzymała. Chciała dla niego dobrze. Może w końcu przełamią tą jakąś barierę i się polubią? Chociaż on nigdy nie nie lubił mamy dziewczyny, szanował ją i starał żyć się w zgodzie. Początki znajomości nie zawsze są łatwe, a on robi wszystko, żeby tylko było lepiej.
Dopiero teraz gdy tak siedzieli zobaczyła, że on wcale nie jest taki zły. Nie chowa do nich urazy, strasznie troszczy się o Emilkę i jest naprawdę bardzo sympatyczny. Stara się mieć z nimi dobre relacje, chociaż oni nie byli dla niego zbyt mili. Widzi, że się kochają, więc chyba pora zmienić nastawienie i tylko dawać mu poczucie akceptacji i tego że go lubią. Wydaje jej się, że mile go zaskoczyła tą kawą wedle jego gustu. I jeszcze ten serdeczny uśmiech. Czas na zmianę.
- Bardzo dobre ciasto. - pochwalił po kilku kęsach słodkości - Pani sama robiła?
- Tak, dziękuję.
- To chyba wiem po kim taki talent odziedziczyła Emilka. - popatrzył na ukochaną - Mogłybyście otworzyć cukiernię. Byłbym stałym klientem.
- O i ja też. - po raz pierwszy odezwał się najstarszy z nich
- Ale ja ciast za bardzo nie piekę. - puściła chłopakowi oczko
- To nic. Twoja mama piekłaby ciasta, ty torty i babeczki i równowaga zachowana.
- Ty, a od kiedy z ciebie taki znawca interesów? - prychnęła Emilia
- A idź ty. - wziął ostatniego łyka kawy
- Też jedziecie do babci na obiad? Ucieszy się. - kobieta rozmawiała już swobodnie
- Nie, dzisiaj nie. Mój mężczyzna zabiera mnie na randkę. - oznajmiła to z dumą i pogłaskała go
- Oo jak słodko. - jęknął sarkastycznie Robert
- Ucz się od niego, a nie. Lecę do toalety i możemy jechać. - zwróciła się do wybranka serca i wstała
   Jechali spokojnie w ten ciepły, słoneczny dzień. Usiadła wygodnie i od dłuższej chwili z uśmiechem obserwowała chłopaka. Jej strażak. Jeszcze chyba nigdy nie pomyślała, jak wielkie ryzyko ponoszą. Każda jego służba, może doprowadzić do tego, że go zabraknie. Różne rzeczy się dzieją.
- Marzyłeś kiedyś o dziewczynie strażaku? - wypaliła
Kąciki jego ust powędrowały do góry, lecz nic nie odpowiedział. Skupiony manewrował samochodem.
- Nie. - odparł - A ty, marzyłaś o strażaku?
- Tak, ale tylko zawodowym. - zaśmiała się
- No proszę. Trafił ci się taki strażaczyna. - zerknął na nią - Pewnie od razu lampka się zapaliła jak dowiedziałaś się, że jestem wolny i napaliłaś się totalnie.
- Tak Michał, na pewno. Zwłaszcza że po tym sposobie, w jakim mi oznajmiłeś o swoim statusie, to miałam ochotę cię udusić, a siebie zrzucić z tej góry. Nawet nie wiesz jak bardzo marzyłam, żeby zapaść się pod ziemię. Jak modliłam się, żeby nie spotkać cię na akcji. Powiedz szczerze. - teraz spuściła wzrok, bo trochę się bała odpowiedzi - Pomyślałeś chociaż raz o mnie?
- Tak, myślałem o tobie. Ale nie zbyt często. Wiedziałem, że taka młoda, wspaniała dziewczyna szybko znajdzie sobie kogoś. Nie będzie pamiętała o takim zwykłym, szarym facecie. Ale marzyłem, żeby cię spotkać i trochę popatrzeć. Takiemu staruchowi jak mi też wolno trochę pomarzyć.
- Dobra, koniec z tymi smętami. - złapała jego dłoń - Fajnie, że gdzieś razem jedziemy. Jesteś cudowny.
- Też się cieszę. - zatrzymał się i dał jej buziaka
Rozejrzała się dookoła, co się dzieje. Stali przy jakiejś bocznej drodze, ale w pobliżu stały jakieś budynki.
- Jesteśmy na miejscu. - oznajmił, ale nadal się w nią wpatrywał
- Pan mnie tak do lasu wywiózł. - powiedziała niewinnym głosikiem - Ja się boję jakiś bestii.
- Ja Panią przed wszystkimi obronię.
Wysiadł z samochodu i czekał na nią. Podeszła do niego i splotła ich palce. Znała to miejsce, już kiedyś tam była, ale to dawno. Przeszli na drugą stronę ulicy, bo tam była dróżka biegnąca wgłąb lasu. Dobrze, że ma trampki, a nie klapki, bo za wygodnie to by jej nie było. Czeka ich podróż pod górę, ale na szczęście łagodną i nie dość długo. Popatrzyła na ich dłonie. Jego silne ciało przy jej, ta dłoń która robiła już nie jedno i ratowała czyjeś życie. Silna i naznaczona wieloma przejściami.
- Ładnie tu. - mruknęła i podziwiała las, który emanował tajemniczością, ale i też aurą dla zakochanych.
- Tak, bo ty tu jesteś.
Zaczęła się śmiać, a on objął ramieniem jej barki. Chciał mieć ją jak najbliżej. Sprawić, żeby poczuła się najważniejszą kobietą w jego życiu i wiedziała, że zawsze tak będzie. Mimo tak wspaniałej pogody, to nie wiele osób ich mijało, czy podążało w tym samym kierunku. Może to i lepiej, nie będzie tłoku, będzie większy spokój.
Po jakiś 10 minutach wyłoniły się wysokie mury a zza nich zamek. Przeszli przez bramę i znaleźli się na placu.
- Byłaś kiedyś w środku? - zapytał pokazując na budynek
- Nie.
- To dobrze, bo ja też nie. - uśmiechnął się i pociągnął ją do budki, gdzie można było kupić bilety. - Dzień dobry. - przywitał się z panią - Proszę dwa normalne bilety.
- Proszę. - podała karteczki i wzięła pieniądze od chłopaka - Proszę chwilę poczekać, tam przy wejściu z tą grupką. - wskazała palcem - Zaraz powinien podejść przewodnik. Miłego zwiedzania.
- Dziękujemy. - uśmiechnął się i ruszyli w wyznaczone miejsce.
- Mów ile mam ci oddać. - złapała za torebeczkę, ale on złapał jej dłoń i uniemożliwił manewr
- Chyba oszalałaś.To ja cię zaprosiłem na randkę, więc ja płacę. Już zapomniałaś jak to funkcjonuje?- uniósł brew
- Mam prawo, dawno nie byłam. - mruknęła
To było chamskie i widziała, że sprawiła mu przykrość.
- Przepraszam. - przytuliła go - Ale wiesz, że nie lubię się narzucać.
- Wiem młoda, wiem. Jakoś się odwdzięczysz.
- Kiedyś miałam jazdy z takim instruktorem, który był na zastępstwie. I powiedział mi, że chłopakowi odwdzięczę się w naturze. - puściła mu oczko
- Podoba mi się ta opcja. - zaśmiał się - Już go lubię.
Ją ścięło z nóg. Przypomniała sobie twarz tego instruktora i wszystko wróciło. Jego zachowanie i w ogóle wszystko. Jak to możliwe, że wcześniej się nie połapała? Tyle razy już go widziała, a dopiero teraz, przy takim wspomnieniu zdała sobie sprawę z kim ma do czynienia. To stąd ich przedziwna więź. Jedna jazda, przez przypadek. To był Krzysiek.
- Co jest?  - patrzył na nią
Powróciła do rzeczywistości.
- Nic. - szepnęła i lekko się uśmiechnęła - O, zobacz, przewodnik przyszedł. - Pociągnęła go za sobą
Przewodnikiem był przesympatyczny pan, gdzieś po 40. Miał tak wspaniały dar mówienia, że cały czas słuchała go z ciekawością. Wplatał od czasu do czasu żarty, był na luzie. Weszli na wieżę widokową, skąd było widać wieki zbiornik wodny, zakończony tamą, kawałek dalej rozciągały się lasy. Jak zwykle na punktach widokowych wiatr targał włosy. Cały czas trzymała go za rękę, tak jakby bała się, że go straci.
- Misio. - oparła się o barierkę i wpatrywała w dal - Zrobisz mi zdjęcie?
- Jasne.
Miała nadzieję, że wyciągnie swój telefon, ale najwyraźniej nie miał takiego zamiaru. Czyli nie czuje potrzeby posiadania jej zdjęcia. Szkoda. Wyciągnęła swój i podała mu. Uśmiechnęła się szeroko i wpatrywała się w obiektyw. Zrobiła kilka pozycji, może coś wyjdzie.
- Dobra. - oznajmiła
- Czekaj. - schował jej telefon do kieszeni i wyciągnął swój - Jeszcze ja chcę mieć Twoje zdjęcie.
Rozpromieniła się jeszcze bardziej. Pozowała ze swoim najpiękniejszym uśmiechem. Dla niego wszystko najlepsze.
- Chodź tu. - wyciągnęła do niego rękę - Muszę mieć zdjęcie z moim przystojniakiem.
Bez słowa stanął przy niej. Wyciągnął nad ich głowy telefon i popatrzyli się na obiektyw. Objęła go i szeroko się uśmiechnęła, on tak samo. Szybko zmieniła pozę i dała mu długiego buziaka w policzek. Ma nadzieję, że to uwiecznił.
- Ups, wszyscy już poszli. - zorientowała się, że innych już nie ma
- Ojej. - mruknął ironicznie chowając smartphonea.
 Ich kolejnym przystankiem była tama. Tyle wody z jednej strony, a z drugiej tylko wysoki mur z małym korytem. Aż przypomniały jej się studia i mechanika płynów, gdzie musieli obliczać parcia, przepustowość, przelewy i inne. Miała tego dość. Ale udało jej się zaliczyć w pierwszym terminie, jako jedna z dwóch osób na jej roku. Słońce nasiliło swoją moc, więc wsunęła okulary na nos. Popatrzyła na ukochanego i stanęła. Też miał okulary. Jeszcze nigdy go nie widziała w takim wydaniu. Był mega przystojny.
- Da się dostać orgazm przez same patrzenie na kogoś? - zapytała
- Dziecko drogie. Co to za zbereźne myśli i pomysły? - wypowiedział to podniosłym tonem - Może przez samo patrzenie nie, ale da się zrobić, żeby przez tą osobę mieć.
- Tak? To zapytaj tamtego pana w szarej koszulce, czy to dla mnie zrobi. - kiwnęła głowę na jakiegoś chłopaka
Michał wyrwał w jego stronę, ona przerażona złapała jego rękę i się zaparła, żeby go zatrzymać. Wie, że byłby zdolny podejść i zapytać.
- Michał debilu. - pisnęła - Stój tu ładnie, ze mną.
- Ale chciałaś. - zaczął lecz ona złapała jego twarz i pocałowała
- Powinieneś wiedzieć, że takie rzeczy tylko z Tobą.
- Oj wiem młoda, wiem. - objął jej ramiona - Aż by chciało się wskoczyć do wody. - wpatrywał się w dal
- O tak. - rozmarzyła się - Pamiętam jak we Włoszech się taplaliśmy. Chyba najlepsze moje wakacje ever.
- Cieszę się.
Jeszcze nigdy się tak cieszyła ze spaceru. Piękne widoki, znakomita pogoda, no i ukochany przy boku. Jak na swój wiek, to ma wszytko. Wymarzoną pracę, chłopaka o jakim jej się nie śniło, do tego zdrowie i bliskich przy sobie. Czego można chcieć więcej? Ma nadzieję, że w przyszłości chłopak stanie się mężem i będą mieli dzieci, no ale wszystko w swoim czasie.
- To co, jedziemy dalej? - zapytał
- Dalej? - uniosła brwi
-No tak. A co, myślałaś, że na tym koniec? O nie, nie, nie. - powiedział szarmancko
- Nie wiem ile razy Ci dzisiaj to powiedziałam i jeszcze powiem, ale kocham Cię Misiu.
    Wiedziała, że jadą do miasta, bo zna tą drogę. Telefon chłopaka zaczął dzwonić. Nacisnął guzik na wyświetlaczu w samochodzie.
- Halo. - mruknął
- Cześć braciszku. - głos Doroty rozniósł się po całym samochodzie
- Cześć. - odpowiedział bez większego entuzjazmu
- Dzisiaj wieczorem robimy grilla. Czuj się zaproszony.
- Dzięki, ale mnie nie będzie. - rzucił bez zastanowienia
- Dlaczego? 
- Mam inne plany na wieczór. -nie był w jego głosie żadnych uczuć - Coś jeszcze ?
- Nie, ale Michał...- było słychać panikę w jej głosie
- Cześć. - powiedział i się rozłączył
Odmówił swojej kochanej, młodszej siostrzyczce. Nie dał sobie wejść na głowę i był pewny swojej decyzji. Chyba nadal ma jej za złe, to co powiedziała do niej. Było jej smutno na początku ich rozmowy, bo mieli spędzić ten dzień razem, a tu pojechałby do rodziny. Jednak później cieszyła się w duchu.
- Bez Ciebie nigdzie się nie ruszam. - uśmiechnął się
    Zabrał ją do pizzerii i to jej ulubionej. Zamówiła pizzę, którą bierze tu zawsze, bo jest przepyszna. Nie mogła się doczekać na danie, bo już dawno takiej pizzy nie jadła. Na samą myśl ślinka jej ciekła. Mimo, że są ze sobą cały czas, to się ze sobą nie nudzą, mają tematy do rozmów. W pewnym momencie nawet z nim flirtowała. On za to z radością patrzył, jak dziewczyna pałaszuje pizze. To zadowolenie, fascynacja, jakby nigdy czegoś takiego nie jadła.
Zamówili pizzę na wynos, żeby wziąć jej rodzince, a sami udali się na spacer. Musi się wszystko ułożyć. Spacerowali po rynku, gdzie przewijało się sporo ludzi. Wakacje, ciepło, to polaczki wychodzą z domów. Jakieś dzieciaczki latały i ganiały gołębie. Miło było słuchać ich okrzyków zadowolenia i śmiechów.
- To co, jedziemy na chwilkę do Ciebie, czy do mnie? - zapytała kiedy wsiedli do samochodu
- Do mnie? Po co? - zapiął pas - A po za tym, mam nieposprzątane.
- Tak tylko chciałam coś zobaczyć. - mruknęła
Powoli wyjechał i dojeżdżali do krzyżówki. O dziwo ustawił się, żeby skręcić w lewo. Czyli jadą do niego.
Weszli do jego mieszkania.
- To co chciałaś? - zapytał
- No chwilka. - uśmiechnęła się - Zaraz wracam. - zniknęła w łazience
Ściągnął buty i udał się do salonu. Po tym chodzeniu na słońcu jest lekko padnięty. Usiadł wygonie na kanapie i przymknął oczy. Co ona wymyśliła? Stale go zaskakuje swoimi pomysłami. Może chciała po prostu skorzystać z toalety? Nie miał kiedy ostatnio posprzątać i tak gdzieniegdzie walają się jakieś rzeczy, na podłodze jest kilka plam. Jutro też tego nie ogarnie, bo ma służbę, więc dopiero po jutrze. Usłyszał jej kroki. Podniósł powieki i zaraz przed nim stanęła. Uśmiechnęła się zalotnie i lekko uniosła sukienkę, że odsłoniła udo. Z zadowoleniem przymrużył oczy, a ona podeszła do niego i usiadła na nim okrakiem. Wpiła się w jego wargi, ale zaraz przeniosła pieszczoty na szyję. On nie był dłużny, przyprawiał ją o ciarki. Wsunął dłoń na jej nagie udo, a kciukiem przejechał po jej majtkach. Podniosła się po tym zaciskając palce na jego twarzy, a on poczuł, że jest gotowy. Przerzucił ją pod siebie i zsunął jej majtki. Kocha to w sukienkach, że nie trzeba nic zdejmować, bawić się. Sam tylko rozpiął spodnie lekko je spuszczając i tak samo bokserki.
    Wrócili do niej koło 19. Rodzinka cieszyła się z pizzy, która niekoniecznie była jeszcze ciepła, no ale jest. Oznajmiła, że oni będą oglądać film. Poszli do niej, gdzie zamknęła drzwi na zamek, tak dla spokoju. Włączyła telewizor i weszła na internet.
-Weź poszukaj tam To. - rzuciła mu pilota
Podeszła do szafy i wyciągnęła koszulkę i spodenki. Tak będzie jej wygodniej. Zsunęła z siebie sukienkę i  popatrzyła na niego. Nie zwracał na nią uwagi. Odpięła stanik i ściągnęła go. Będą sami, a odpocząć też trzeba.
- Ale ulga. - westchnęła specjalnie, żeby na nią popatrzył
On nic, tylko dalej skupiony wpisywał coś. Ubrała się i wyszła z pokoju. Włożyła do mikrofali popcorn i czekała, aż będzie gotowy. Przesypała gotowy przysmak do piski i wróciła do pokoju. Film się ładował. Podała chłopakowi miskę, usiadła na krześle i włączyła internet w telefonie. Cały dzień nie była i musi trochę nadrobić zaległości. To facebook, to instagram. Nawet nie wie, kiedy minęło jej na tym kilkanaście minut.
- Odłożysz w końcu ten telefon? - zapytał poirytowany - Mięliśmy spędzać ten czas razem.
Przewróciła oczami i odłożyła telefon na biurko. Dźwignęła się i podeszła do łóżka.
- Kładziemy się? - zapytała
Kiwnął głową i rozłożył się. Dopasowała się do niego i włączyli film. Nie przepada za horrorami, ale dla niego to zrobi. Ponoć nie jest dość straszny, ale jakby było trzeba, to ma do kogo się przytulić.
- Pomasować? - zapytał
- Mhm.
Poczuła zimne palce pod jej koszulką i cała się spięła.
- Co masz takie zimne dłonie? - szepnęła
- Nie wiem.
Delikatnie jeździł po jej piersiach. Przymknęła oczy i z chęcią by zasnęła. Kompletnie nie zwracała uwagi na film.
- Jak przygotowania do ślubu Ani? - zapytał
- Nie wiem. - burknęła - Chyba dobrze.
- Jak to nie wiesz? Nie jesteś świadkową?
- Miałam być, ale jak na razie nic o tym nie mówiła. - powiedziała to łamiącym się głosem
- Kochanie. - pocałował ją w kark - Co się między wami dzieje?
- Nic i to dosłownie. - jęknęła - Dawno nie rozmawiałyśmy. Nie odzywa się, a mnie wkurza to, że to wiecznie ja muszę pierwsza napisać co tam słychać. Czuję się jakbym była jej obojętna, nie spyta co u mnie. Mam tylko Ciebie.

- Dziękuję za tak wspaniały dzień kochanie. - pocałowała go
- Ja również myszko. - przytulił ją
- Uważaj na drodze. - pogłaskała go - I jutro na służbie.
- Dobrze. - uśmiechnął się - Spokojnej nocy.
- Niestety będzie spokojna. - mruknęła - Bo mnie zostawiasz samą.
- To jedź do mnie.- szepnął rozkosznie
- Michał. - pogroziła mu palcem - Dziękuję jeszcze raz.
- Kocham Cię Młoda.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Rozdział 33

        Przez cały tydzień nadrabiali zaległości w swojej bliskości. Nigdy chyba jeszcze nie była tak wesoła i wydobywała z siebie tyle śmiechu. Nie spędzali ze sobą aż tak wiele czasu, jakby można sobie wyobrazić. Ona w pracy miała zapierdziel na całego. Każdego dnia była padnięta, nie miała ochoty na żadne spotkania, a już nie mówiąc o jakiś wyjściach. Jednak wydobywała z siebie porcje energii, żeby chociaż na chwilę do niego pojechać. Raz nawet została na noc. Jednak chciałaby już chwilę spokoju, odpoczynku i porządnie nacieszyć się chłopakiem. Pójść na jakiś spacer, zrobić coś razem, a nie ciągle leżeć i udawać, że jest się w pełni sił. Nawet jak miał służbę, to nie miała czasu, żeby do nich zajrzeć, nawet przelotem go nie zobaczyła. W czwartek w ogóle się nie widzieli, bo źle się czuła. Nie chciała do niego jechać, była słaba. Gdy wróciła do domu położyła się i po chwili zasnęła. Nadrobili to rozmową przez telefon. Mimo to bardzo się do siebie zbliżyli przez te kilka dni. Nie było żadnej kłótni, czy nawet małej sprzeczki.
Nadszedł piątek i służba Michała. Od rana siedzi przy komputerze i papierach, że już ją wszystko bolało. Może z raz tylko odeszła do łazienki. Tak to ciągle, praca, praca, praca. Oczy ją szczypały i głowa bolała niemiłosiernie. Popatrzyła na zegarek, jeszcze pół godziny. Nie może znieść myśli, że w drugim budynku jest Michał, a ona nawet nie może go zobaczyć. Przyłożyła dłoń do czoła i zaczęła je trzeć. Jest tak przymulona jak nigdy. Nie może już normalnie czytać, wszystko jej się miesza. Niewyspana chodzi kilka dni, przez ten cały stres. Drzwi do ich biura się otworzyły. Nawet nie miała siły zobaczyć kto to.
- Dziewczyny, ja już wychodzę. - usłyszała głos komendanta
Przeniosła na niego zmęczony wzrok. Mina mu zrzedła, jak ją zobaczył.
- Wy też już sobie na dzisiaj darujcie. - powiedział - Idźcie do domu.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się i wyłączyła komputer.
Szybko pozbierała papiery, poukładała je ładnie i wzięła swoje rzeczy. Musi wziąć swoje ubranie robocze do prania, bo już trochę jest nieświeże. Zadowolona zeszła po schodach i już była na dworze. Taka godzina, że chłopcy akurat kończą obiad i będą siedzieli przed telewizorem. W końcu ich odwiedzi. Zmarnowana poczłapała w tamtym kierunku i wdrapała się na schody. Słyszała ich śmiechy i tak jakoś poczuła się lepiej. Stanęła w drzwiach i lekko się uśmiechnęła. Siedzieli porozwalani na fotelach i kanapie, oglądali coś i co chwilę komentowali.
- Cześć. - przywitała się
Michał siedział smutny pod oknem. Przeniósł na nią wzrok i intensywnie się wpatrywał. Przeraził się, jak bardzo jest wyczerpana. Chciałby ją teraz mocno przytulić.
- Hej! - przywitał ją wesoły chórek - Siadaj!
Przelotnie popatrzyła na chłopaka. Od razu poprawił jej się humor. Zajęła wolny fotel i zanurzyła się w nim wygodnie.
- Powiem wam panowie, że chyba jestem bardziej styrana niż wy. - westchnęła
- Ale patrz, ty już sobie do domku zaraz pojedziesz, weekend masz, a my musimy tu do jutra siedzieć. - odezwał się koło niej Łukasz
- Tak, wrócę do domu i będę spała cały dzień i noc. Faktycznie fajnie. - zaśmiała się
- Jak chcesz, to jeszcze trochę z obiadu zostało. - oznajmił Grzesiek - Bierz śmiało, marnie wyglądasz. Chyba chłopak cię nie rozpieszcza. - przez chwilę popatrzył na Michała
- Dzięki, ale w domu mam obiadek. - uśmiechnęła się
Nagle telewizor ucichł i pojawił się znaczek youtube. Ktoś podłączył się telefonem do niego. A potem leciała już piosenka. Chłopaki się ożywili i sobie podśpiewywali. Ona przymknęła oczy i rozkoszowała się chwilą. Jak ona ich uwielbia. Zaraz usłyszała Tamagotchi Taconafide i oklaski strażaków. Co chwile każdy coś dopowiadał z tekstu.
- Maniek, wchodzisz. - których krzyknął
Chłopak bezbłędnie i w genialny sposób rapował zwrotki. Otworzyła oczy i wpatrywała się w niego oszołomiona. Zadowolony, tańcował i się wygłupiał. Nigdy go jeszcze takiego nie widziała. Wyciągnęła telefon i  zaczęła go nagrywać. Będzie miała pamiątkę, a zawsze może powiedzieć, że to pójdzie do filmiku na fp jednostki. Gdy tylko skończył szybko schowała telefon i udawała, że nic nie zaszło. Popatrzył na nią przeszywając ją na wylot.  Aż miała gęsią skórkę.
Pogadali jeszcze chwilę, ale była zmęczona i głodna, więc się poderwała.
- Dzięki panowie za towarzystwo. - uśmiechnęła się - Będę już leciała. Spokojnej służby.
- Zapraszamy częściej. - puścił jej oczko Łukasz
Kiwnęła głową i wyszła. Schodek po schodku, spokojnie, bez pośpiechu. W końcu trochę wolnego. Usłyszała dźwięk alarmu. Natychmiast odsunęła się pod ścianę, żeby zrobić drogę dla chłopaków biegnących do wozu. Pędzili ile sił w nogach. Kiedy stado ją minęło kontynuowała swoją podróż przez schody. Michał przyjdź, Michał przyjdź przywoływała ukochanego w myślach. Przeciągała wyjście jak tylko mogła. Usłyszała kroki na schodach. Przykucnęła i udawała, że wiązała sznurówkę. Słyszała go coraz bliżej. Chrząknięcie za nią. Uśmiechnęła się szeroko i weszła do garażu, skąd wyjechali chłopacy. Od razu skręciła w prawo i poszła w głąb. W połowie nagle się odwróciła i chwyciła jego twarz w dłonie. Nie zastanawiając się długo złączyli swoje wargi w bardzo namiętnym pocałunku. Złapał ją w pasie i ją podniósł, a ona oplotła jego pas nogami. Przycisnął ją do ściany i wpijał się bardziej. Nic bardziej jej nie podniecało jak on w mundurze. Tak straciła rozum, że złapała jego koszulkę i podciągała do góry.
- Emilka. - mruknął pomiędzy pocałunkami opuszczając koszulkę
- Przepraszam. - szepnęła i przyłożyła czoło do jego
- Fajniutka jesteś, wiesz? - uśmiechnął się i wpatrywał w jej oczy
- Ty trochę też. - dała mu buziaka
- Dobra, bo i tak już przeginamy pałę. - puścił ją - Jedź odpocząć. Wyglądasz okropnie.
- Dzięki. - westchnęła i dała mu kuksańca w ramię - Spokojnej służby Misiu. - dała mu buziaka w policzek i szybkim krokiem opuściła garaż i budynek
      Sama siebie zadziwiła. Jak tylko wróciła do domu zjadła obiad i poszła spać. Obudziła się następnego dnia po 9. Ale jakże była wyspana i chętna do działania. Rozciągała się trochę i wzięła telefon. Kilka smsów od Michała. Pytał co u niej, opisał jedną dość śmieszną akcję, a potem już zaczął się martwić, że coś się stało. Stary przepraszam! Zasnęłam zaraz po obiedzie i dopiero teraz się obudziłam! Serio! xD Sama jestem zdziwiona. Także jeśli sprawiłam ci przykrość tym, że nie odpisywałam, to bardzo przepraszam :( A ty jak tam po służbie? :D Wstała zadowolona i podeszła do szafy. Wzięła jakieś pierwsze lepsze ciuchy i udała się do łazienki. Szybko się ubrała i wyszła do salonu. Mama sprzątała tam, a reszty ani widu, ani słychu.
- Cześć. - opadła na narożnik.
- O, wstała księżniczka. - popatrzyła na nią z uśmiechem
- Chyba nigdy tyle nie spałam. Ale warto było.
- Masz jakieś plany na dzisiaj? - zapytała
- Nie. Chcę posiedzieć w domu, porządnie odpocząć.
- Posprzątasz łazienkę, ok?
- Jasne.
Zaburczało jej tak głośno w brzuchu, że aż jej mama popatrzyła wielkimi oczami.
- Idę coś zjeść. - poklepała się po brzuchu
- Parówki są ugotowane.
Podeszła do kuchenki i nałożyła dwie parówki. Wycisnęła kleksa keczupu i sięgnęła po bułkę.
      Zrobiła to, o co ją prosiła mama. Posprzątała też swój pokój, który był nietknięty od tygodnia i od razu poczuła się lepiej. Po wypełnieniu obowiązków wzięła słuchawki i zaczęła spokojnie słuchać muzyki. Nie pamięta kiedy ostatni raz miała taką możliwość. Z zamkniętymi oczami leżała wygodnie na łóżku. Wczuwała się w każdy dźwięk i w każde słowo piosenki. Mogła się oderwać od wszystkiego, o niczym nie myśleć. Mieć kompletną pustkę. Kiedyś trzeba porządnie odpocząć, zresetować się. Przerwano jej po jakiejś pół godziny sms'em. Wyrwana z transu, nieobecnie popatrzyła na telefon. Idę do Pimpka. Pojeździmy jakieś 2 godzinki, więc przepraszam za moją nieobecność telefoniczną. No tak, trening, trening, trening. Nie wzięła tego pod uwagę, że jak będzie w kadrze, to więcej czasu musi poświęcić swojej pasji, co skutkuję mniejszą ilością czasu dla nich. Muzyka już jej się znudziła, więc trzeba coś wymyślić. Rozglądała się po pokoju i szukała inspiracji. Zatrzymała się na zdjęciu chłopaka. Pamięta jak je wysłał. Był to początek ich związku, siedziała u Ani, a on miał służbę. Poprosiła o zdjęcie, no i jej wysłał. Był taki uroczy i nieśmiały.
- Emilka. - usłyszała jęk pod drzwiami do pokoju - Emilkaaaaaaaa.
Podeszła do drzwi i otworzyła je.
- Co tam? - popatrzyła na brata
- Bo wiesz... - objął ją ramieniem - Mam ochotę na twoje babeczki.
- To sobie zrób. - uśmiechnęła się
- No siostrzyczko. Prooooszę.
- Szykuj wszystko i robimy.
Zdążyli wyciągnąć potrzebne produkty i wsypać mąkę do miski, kiedy zawyła syrena. Popatrzyli na siebie i bez słowa pobiegli do remizy. Otworzyli garaż i szatnie. Zobaczyli, że przyjechało jeszcze dwóch chłopaków i wiedzieli, że wyjadą. Zmieniała swoje ciuchy na ubranie strażackie. Rzuciła szybkie hej, kiedy do remizy wpadło dwóch kolejnych ratowników. Czyli pojadą w komplecie.
        Pożar ścierniska, ale jaki wielki. Ognie szalały, bo wiatr sprzyjał do palenia się. Od razu zabrali się do roboty. Wezwali wsparcie, bo sami nie dadzą rady. Dodatkowo było gorąco. Dostała polecenie, żeby wziąć tłumice. Wspięła się na dach wozu i podeszła do skrytki. Odpięła zabezpieczenia i podniosła wieko. Tłumice były na dnie przywalone łopatą i widłami. Musiała się naszarpać, żeby je wydostać. Na drabince pojawił się ich dowódca.
- Co ty robisz?! Nie przyjechałaś na akcję, żeby stać i się patrzeć! Nie ma czasu na takie coś! Tu trzeba działać! - darł się na nią
Ona nie wiedziała o co mu chodzi. Popatrzyła na niego zdezorientowana. Serio to mówił. Akurat podjechała koło nich jakaś inna jednostka i wszystko widziała i słyszała. Jak drze się na nią, chociaż nie wiadomo dlaczego. Przecież wyciąga tłumice, tak jak jej kazał. Dokończyła swoje zadanie i zeszła. Miała ochotę go udusić, bo bezpodstawnie się na nią wydziera. Szła z tłumicą, ale jeden z psp kazał ją zostawić i pomóc przy wężu. Trzeciej zmiany jeszcze za bardzo nie zna i oni jej też. Więc nie ciągnie jej specjalnie do nich, ale tak się stało, że razem działali. Ciągnęła za nimi tego węża z całych sił i wydawało jej się, że w cale nie odstaje od nich i naprawdę pomaga. Dawała z siebie wszystko.
- O co mu chodziło, że tak się na ciebie wydarł? - zapytał Robert, kiedy byli sami
- A bo ja wiem. - westchnęła - Wyciągałam tłumice.
- No przecież kazał ci je wyciągnąć, słyszałem.
- A widzisz.
- Daj spokój. Nie przejmuj się nim. - poklepał ją po hełmie
Chyba każdy tak uważał, bo jak z którymś rozmawiała, to stawali w jej obronie i nikt nie wiedział, o co mu chodziło.
     Po ponad dwóch godzinach walki z ogniem wrócili do remizy. Piotrek, który na nią naskoczył zachowywał się, tak jakby nic się nie stało, normalnie rozmawiał. To nie pierwszy raz, że na nią naskoczył, więc była do tego przyzwyczajona i nawet tym się nie przejęła. Ale dalej nie wie o co mu chodziło. Robiła co jej kazał. Zmęczona wyszła z wozu i wyciągnęła swoje rzeczy. Musieli jeszcze się zatankować, bo zbiornik na wodę pusty. Wzięła klucze i weszła do szatni. Tam zostawiła hełm i górę od nomexu. Była cała spocona i gdzieniegdzie miała czarne paski brudu. Idzie do nich, bo jeszcze kolejny opieprz dostanie.

Skończył trening i resztę dnia miał wolną. Wziął telefon i miał jedną wiadomość. Jadę na akcję. Pożar ścierniska :*  Dostał ją godzinę temu. Nacisnął na słuchawkę i przyłożył telefon do ucha. Pierwszy sygnał, drugi... Nie odbiera. Pewnie jeszcze na akcji. Czyli może pojechać do siebie i się wykąpać, bo cały się klei od potu. A później pojedzie do niej.
      Podjechał pod jej dom, ale widział że pod remizą jest wyjątkowo dużo samochodów. Czyli pewnie jeszcze nie wrócili. Wszedł do jej budynku, wbiegł po schodach i zadzwonił dzwonkiem do odpowiednich drzwi. Po chwili otworzyły się, a przed nim stała kobieta.
- Dzień dobry. - uśmiechnął się
- A dzień dobry. - odwzajemniła gest - Wejdź. - przepuściła go - Emilka z Robertem są jeszcze na akcji. Już trochę długo. - oznajmiła - Pewnie zaraz wrócą. Napijesz się czegoś?
- Kawę, jakbym mógł prosić.
Usiadł na narożniku i czuł się okropnie. Sam na sam z jej mamą. I o czym tu rozmawiać? Nie znają się za dobrze, a on czuje się skrępowany. Jeszcze ostatnio przez przypadek wyszło, że miał żonę i ponoć nie zadowoliło to rodziców dziewczyny. Kobieta krzątała się po kuchni, to coś kroiła, to coś mieszała.
- Może w czymś pomóc? - zaproponował
- Nie, nie trzeba, dziękuję. - usłyszał - Widziałam, że dostałeś powołanie do kadry. - weszła z kawą i talerzykiem z ciasteczkami
- Tak. - uśmiechnął się delikatnie
- Gratuluję. Musisz być naprawdę dobry. - postawiła przed nim smakołyki
- Dziękuję.
Kobieta wróciła do kuchni i dalej coś tam robiła. I po co on tu przychodził? Mógł zaczekać w samochodzie i byłoby lepiej. Widać, że za bardzo nie pasuje jej jego obecność. Nawet telewizor był wyłączony, więc był skazany na swoje myśli. Po kilku minutach usłyszał dźwięk cofania za oknem.
- Przyjechali. - oznajmiła kobieta - Możesz pójść przywitać Emilkę, na pewno się ucieszy.
- Tak, pójdę. - zerwał się, bo chciał uciec stamtąd jak najszybciej
Założył buty i już chwilę po tym był na dworze. Cofnęli koło remizy i podpinali wóz do tankowania. Widział dziewczynę jak szła do remizy. Reszta chłopaków stała koło wozu i rozmawiała. Podszedł do nich niepewnie.
- Cześć. - przywitał się
- Cześć. - przywitali się i każdemu podał rękę
- Siema kowboj. - powiedział Robert, kiedy jemu podawał rękę
- Co tam było ? -zapytał
Dobrze, że jest strażakiem, więc mogą na luzie rozmawiać, bo się rozumieją. Piotrek, który zna prawie wszystkich z psp najwięcej się udzielał. Potem stery przejął młody. Wszyscy trochę byli zdziwieni, że rozmawiają tak na luzie. Wszystkich kojarzył z pożaru wzgórz, gdzie poznał Emilkę.
- Ty chyba byłeś z nami na pożarze wzgórz, nie? - zapytał w końcu Sebastian
- Tak. - uśmiechnął się
I wtedy zobaczył ją. Szła w ich stronę włócząc nogami. Na jego widok zatkało ją i zrobiła duże oczy, ale zaraz  uśmiechnęła się nie rozłączając warg. Chyba każdy pamięta, że działali w parze i czekali co się wydarzy. W końcu sporo spędzili ze sobą czasu. Podeszła do niego i dali sobie buziaka.
- Fajnie, że przyszedłeś. - stanęła obok i objęła go w pasie
- Twoja mama też się cieszy. - zaśmiał się - Jak tylko usłyszała, że wróciliście, to mnie wywalała. Idź, idź, ucieszy się, że po nią wyszedłeś. - udawał jej głos - Ale w duchu: niech on sobie w końcu pójdzie...
- Bardzo śmieszne. - skwitowała
- No tak. A ty jak tam na akcji? Pewnie się obijałaś i trzeba było cię poganiać.
Widział, że każdy patrzy po sobie, a Robert nerwowo kręci głową, żeby nie drążył tematu.
- A coś ty znowu zrobił? - złapała jego rękę i przyglądała się jego przedramieniu
- Spadłem z Pimpka.
Miał długą szramę. Woda wielkim strumieniem zaczęła wylewać się z beczki, co oznaczało że jest już pełna. Sebastian szybko doskoczył do hydrantu i zakręcił wodę.
- Chodź. - pociągnęła go za sobą
Zaprowadziła go do szatni i wszystko pokazywała.
- Tutaj przebierają się chłopacy. A tu. - weszli do drugiego pomieszczenia - Dziewczyny. Wyjdziesz na chwilę? Chcę się przebrać.
- Jaja sobie robisz, prawda? - szepnął
Patrzyła na niego przepraszająco. Mimo iż widzieli się nago, to nadal wstydzi się przy nim przebrać, itp. Nie chciała go zranić.
- Okej. - mruknął i opuścił pomieszczenie
Było jej cholernie głupio. Widzieli niejedno, tyle razem przeszli, a ona boi się pokazać w bieliźnie. Szybko zmieniła ubranie i wyszła do pozostałych.
- My już lecimy. Dzięki za akcję. Część. - zwróciła się do wszystkich i poszli do domu

Tam zastali jej mamę myjącą jakieś gary.
- Co tak długo? - zapytała
- Spora powierzchnia się paliła i było pełno roboty.
- Przyjdźcie zaraz na obiad.
Weszli do jej pokoju zadowoleni, że w końcu mogą być sami w spokoju. Podeszła do niego i wtuliła się w jego tors. Jego twarde, mocne ciało. Zaciągnęła się jego perfumami. Chyba jak każda dziewczyna uwielbia zapach męskich perfum.
- Śmierdzę i cała się kleję. - westchnęła i popatrzyła na niego - Idę szybko się umyć. Bardzo szybko.
- Dobrze. - uśmiechnął się
- Spokojnie mi tu. - musnęła jego wargi i wyszła
Jak zawsze bierze kąpiel, tak po akcjach tylko prysznic. Jest o wiele szybciej i od razu pozbywa się tych wszystkich toksyn, a nie dalej się w nich brodzi. Tak i teraz, tylko że kilka razy szybciej. Nie może marnować ich wspólnego czasu.
Czysta i orzeźwiona wyszła z wanny. Była tak oślepiona Michałem, że zapomniała wziąć czystych ciuchów. Nałożyła te stare i poszła do pokoju.
- Zapomniałam wziąć czystych ciuchów. - zaśmiała się
Michał siedział na łóżku i przeniósł na nią wzrok. Pod wpływem impulsu postanowiła przezwyciężyć swoje kompleksy i wstyd. Ściągnęła koszulkę, pod którą już nie było żadnego elementu garderoby. Poruszała się swobodnie, tak jakby wszystko było okej. Znalazła biustonosz, który założyła, a potem koszulkę. Tak samo zrobiła z resztą ubrań. Odwróciła się do chłopaka. Wpatrywał się w nią z wielką uwagą. Kiedy spostrzegł się, że patrzy na niego, uśmiechnął się lekko i podszedł do niej. Objął dłońmi jej twarz. Czubki palców wbił w jej włosy, a kciuki spoczęły na jej policzkach. I pocałował ją, ostro, namiętnie i z dominacją. Czegoś takiego jeszcze nie przerabiali.
- Kiedy ci te włosy odrosną? - jęknęła kiedy stykali się czołami i wyrównywali oddech. - Nie mam za co cię ciągnąć. - jeździła dłonią po jego krótkich włosach.
- To chyba ja powinienem mieć za co ciągnąć. - mruknął kojąco delikatnie całując - Mogę ci pokazać później. - szepnął do ucha, co wywołało u niej ciarki
- Dlaczego później? - zapytała bardzo cicho wkładając rękę w jego spodnie
- Bo teraz twój brat patrzy. - pocałował ją w skroń i się wyprostował
Zrobiła wielkie oczy i szybko wyciągnęła rękę. Wkurzona popatrzyła na Roberta.
- Pukać nie nauczyli? - zapytała zbulwersowana
- Przepraszam, a tylko chciałem...
- Gówno mnie obchodzi co ty chciałeś. Po to są drzwi, żeby ich używać.
- Młoda, przecież nic się nie stało. - powiedział radośnie chłopak i złapał jej dłoń
- Tak, ale mógł zobaczyć coś czego nie powinien. - warknęła
- Przepraszam. - spuścił głowę i wyszedł
- Ehhh. - puścił jej rękę i usiadł na krześle
- No co? - popatrzyła na niego
- Nic. - pokręcił głową - Nie musiałaś na niego tak naskakiwać. Nic takiego nie zrobił.
- Ale mógł zobaczyć za wiele. - nie odpuszczała
- A więc o to ci chodzi. - zachichotał
Znowu to ona odwaliła coś co cholernie ją zażenowało. Zrobiła się czerwona na twarzy i zaczęła wpatrywać się w swoje bose stopy.
- Emilka. - przekrzywił głowę i delikatnie się uśmiechnął - Ty się przede mną wstydzisz?
- Tak. - popatrzyła na niego niepewnie
- Ale czego?
Widziała, że on w ogóle się nie nabija, chce ją zrozumieć. Podeszła do niego i usiadła mu na kolanach.
- Bo zachowuję się jak jakaś niewyżyte babsko. - powiedziała cicho
- W sensie...? - nadal nie wiedział i co jej chodzi
- Zwykłe całowanie, a ja już muszę wsadzać ci rękę w spodnie.
- Wiesz co, mi akurat to za specjalnie nie przeszkadza. - przytulił ją
Schowała twarz w jego szyi.
- Ja się po prostu boję, że coś może ci się nie spodobać. Wyjdę na idiotkę.
- Maruda. Idź lepiej brata przeproś.
- Mhm. - mruknęła i po chwili wyswobodziła się z jego objęć.
Otworzyła drzwi i akurat przechodził ten, którego chciała przeprosić.
- Robert. - zatrzymała go - Przepraszam, że tak naskoczyłam na ciebie.
- Spoko. - powiedział obojętnie i poszedł do swojego pokoju
Chyba do końca jej nie wybaczył, no alw trudno.
        Zbliżała się 19, a oni leżeli wtuleni w siebie i oglądali film. Plany były, żeby wykorzystać jakoś ten wspólny czas, ale ona była padnięta i nie miała na nic ochoty.
- Kochanieeee. - gładziła jego głowę
- Słucham.
- Zostaniesz u mnie?
- Zostaniesz.
-Naprawdę?! - ożywiła się i podniosła
- Tak. - uśmiechnął się
- Jesteś najwspanialszy! - zaczęła go całować po całej twarzy
Pukanie do drzwi.
- Mogęę? - usłyszeli
- Czego? - zapytała
Pojawiła się w szparze twarz Roberta.
- Zostajesz może na noc? - zapytał
- Tak. - zmarszczył brwi
Młody uśmiechnął się szeroko i zniknął. Popatrzyli na siebie zdziwieni. Po chwili do pokoju wpadł z Żubrówką i kieliszkami.
- No to opijamy. Obiecałem. - usiadł zadowolony
Było wesoło, grali w planszówkę. Kocha patrzeć, jak oni się dogadują. Pili z umiarem, więc skończyło się bardzo dobrze.

- Lubisz wyzwania? - szepnął, kiedy zasypiali
- Zależy o co chodzi. - mruknęła
- Miałem ci coś pokazać. - poczuła jego chłodne palce na udzie, a potem chwycił jej majtki i ściągał je
- Michał, ale wszyscy są w domu.
- No właśnie. - zaśmiał się - Musimy być cicho.
- Dobra, wchodzę w to. - włożyła rękę pod materac i odnalazła gumkę - A raczej ty wchodzisz.
Zaczął się śmiać, ale był już w trakcie zakładania zabezpieczenia.
- Ale jak znowu nie będziesz mógł trafić.- zaczęła się nabijać, ale jego dłoń zasłoniła jej usta

niedziela, 28 lipca 2019

Rozdział 32

     Ponoć miłość wymaga poświęceń i wyrzeczeń. Nie są ze sobą dość długo, a ciągle tego doświadcza. Kolejny raz rezygnuje ze snu, żeby móc być przy ukochanym. Msza w jej wiosce jest o 10, a że on będzie po nią po 9 musiała jechać do wioski obok na 8. Skutkowało to wstaniem o 6.30, bo musiała się przygotować na później. Chciała wyglądać jakoś na tych zawodach i postanowiła wyprostować włosy, a to skutkuje pięćdziesięcioma minutami wyrwanymi z życia. Trzeba jeszcze się pomalować, ubrać i zjeść śniadanie. Niestety nic z nią nie współpracowało. Na twarzy miała wiele pryszczy, a każdy włos sterczał w inną stronę.
Przed wejściem do kościoła dostała sms'a: Weźmiemy jeszcze Wiktorię, ok? O niczym tak nie marzyła, jak o tym, żeby z tą smarkulą jechać w jednym aucie i siedzieć na zawodach. Jak musisz... odpisała niezbyt zadowolona i weszła do świątyni.
       W domu była już przed 9. Ich ksiądz był taki, że robił tylko to, co musiał. Kazania krótkie, zwięzłe i na temat, przez co msza trwała przeważnie z 45 minut. Wbiegła do domu i zastała tam krzątającą się mamę. Oczywiście, chłopy wstają dopiero po 9, żeby wykorzystać sen jak najdłużej.
- Cześć. - przywitała się
- Cześć. - ziewnęła mama - Ty już?
- No a jak. Tadeusz się nie cyrkoli. - zaśmiała się
Poszła do pokoju i spojrzała na odbicie w lusterku. Jakoś wygląda. Tylko nie wie czy taki ubiór pasuje na wyścigi konne. Miała na sobie oliwkowe krótkie spodenki i wciśniętą w nie białą koszulkę z napisem. Nigdy nie  była na takich zawodach (nie biorąc pod uwagę tych we Włoszech) i nie wie jaki styl tam obowiązuje. Czy można chodzić jak się chce. Najwyżej ją wywalą. Korzystając z wolej chwili weszła na internet i szukała informacji na temat zawodów. Na czym polegają, jak przyznaje się punkty i takie tam. Musi wiedzieć jakieś podstawy, żeby nie wyjść na debila. Będę za 5 minut wyrwał ją z dłuższego czytania sms od chłopaka. Wzięła torebkę i patrzyła czy ma wszystko, co potrzebne. Podeszła do szafy i wygrzebała czapkę z daszkiem. Od samego rana grzeje, to co dopiero będzie po południu... Trzeba jakoś się chronić. Wzięła lustrzankę i poszła do kuchni. Nigdy nie dba o to, czy ma wodę do picia czy nie, bo jakoś nie przepada za piciem, a szczególnie gdzieś poza domem. Często po napiciu się chce jej się sikać i co chwilę musi odwiedzać toaletę. Jednak tym razem wrzuciła butelkę, lepiej nosić niż potem szukać.
- Kibicuj tam dobrze. - z toalety wyszedł Robert
- No nie inaczej. - puściła mu oczko i teraz ona poszła załatwić się przed wyjazdem.
Założyła swoje trampki, na nos wsunęła okulary przeciwsłoneczne i popatrzyła na lustro. Jakoś wygląda. Poprawiła dłonią włosy, bo gdzieniegdzie sterczały i była gotowa. Przez okno zobaczyła, że akurat Michał podjechał pod dom. Zabrała torebkę i wyszła. Szybko zbiegła po schodach i znalazła się na dworze. Na widok jego samochodu uśmiechnęła się i podążała w jego stronę. Otworzyła drzwi i jeszcze szerzej się uśmiechnęła.
- Hej wam. - powiedziała radośnie i wgramoliła się do środka
- Hej. - uśmiechnął się i pocałowali się na przywitanie - Gotowa?
- Tak.
- Czapkę jakąś wzięłaś? Słońce nas nie oszczędza.
- Wzięłam, wzięłam. - złapała jego dłoń
To było bardzo słodkie, że się o nią tak troszczy. Może i jest dorosła i potrafi o siebie zadbać,
ale takie przejawy troski są czymś wspaniałym i wzruszającym. Zobaczyła, że w ich stronę idzie Robert. Może coś zostawiła? Bo przecież po wczorajszym, to do Michała nie będzie się odzywał z miesiąc. Trochę się posprzeczali.
- Siema. - schylił się i wyciągnął rękę, żeby przybić sztamę
- Siemka. - przybili, że rozniósł się huk idealnego zbicia - Co jedziesz z nami?
- Nie, dzięki. - uśmiechnął się - Może następnym razem.
- Dawaj. - zachęcał go starszy - Pogadasz sobie z Wiktorią. - pokazał na dziewczynę z tyłu
Młody popatrzył na dziewczynę i po chwili się uśmiechnął.
- Hej. - przywitał się
- Hej. - odpowiedziała nieśmiało
- Serio, z chęcią bym pojechał, ale nie mogę. Następnym razem. Ale wiem, że ich wszystkich rozwalisz miszczunio. - zacisnął pięść - Rozwalisz.
- Dzięki. To do zobaczenia.
- Trzymam kciuki.
- Pa braciszku. - puściła mu buziaka i zamknęła drzwi - Widzę pogodzeni.
- A co, pokłóceni byliśmy? - ruszył
- No jak wczoraj młody powiedział, żebyś się walił, to nie wyglądało to, że pałacie do siebie miłością. - mruknęła
- Widzisz młoda. - położył dłoń na jej udzie - Faceci tak mają, że szybko odpuszczają, a nie to co baby potrafią się unosić dumą przez całe życie i nie pogodzić się.
- Ależ wy faceci jesteście cudowni. - powiedziała sarkastycznie
- Apropos chłopaka. Mam dla ciebie idealnego kandydata Wiktoria. - popatrzył w lusterko
- Oho, już się boję. - przewróciła oczami - Kto tym razem?
- Robert. - uśmiechnął się szatańsko
Emilka popatrzyła na niego zdziwiona, a pasażerka z tyłu zrobiła wielkie oczy.
- Jest dobrym, spokojnym chłopakiem. Nie pije za dużo, nie pali, skromny. Strażak, a teraz dostał się do SGSP, więc patrz jak idealnie. No i przystojny. - poruszał brwiami - Widziałem, jak oczy ci się zaświeciły na jego widok.
- Co? Nie. - broniła się tamta
- Tak, tak. Starego nie wykiwasz w sprawi miłości.
- Proszę cię. - prychnęła jego dziewczyna - Jak ty nie potrafiłeś zobaczyć tego, że podobasz się dziewczynie i nic z tym nie chciałeś zrobić.
- Nie prawda. - zacisnął mocniej palce na jej udzie
- Wiktoria, czy uważasz że chłopak jest spostrzegawczy, jak orientuje się po 8 miesiącach, że dziewczyna w nim się zakochała i to skapnął się po tym, bo powiedziała mu to prosto w twarz?
- No bardzo. - zaśmiała się
- Widzisz kochanie. - pogładziła go po policzku i po chwili pocałowała - Ale i tak bardzo cię kocham.
- Dobra, ale i tak uważam, że byłby dla ciebie dobrym chłopakiem.
Pogładziła jego dłoń i oparła się łokciem o drzwi tam gdzie zaczyna się szyba i oparła na dłoni głowę. Bardzo go kocha, troszczy się o wszystkich. Musi przyznać, ale faktycznie brat pasuje do tej małej. Nikt nic nie mówił, tylko leciała jakaś muzyka.
- Koniec tej ciszy, bo to mnie bardziej stresuje. - przerwał ciszę - Puszczamy jakąś muzykę. Każdy po kolei, przez bluetooth.
- Mogę zacząć? - zapytała
- Jasne. - popatrzył na nią i posłał ten cudowny uśmiech
Uśmiechnęła się szeroko i odszukała odpowiedniej piosenki. Akurat wczoraj OneRepublic wypuścili nową piosenkę i jest genialna. Połączyła się radiem i włączyła Rescue me.
- Aaaa nowa piosenka OneRepublic! - pisnął chłopak, przedrzeźniając dziewczynę
- Skąd wiesz? - zrobiła duże oczy
- Muszę śledzić ulubiony zespół dziewczyny, żebym wiedział o co chodzi, nie?
- Zatrzymaj się. - powiedziała nagle
- Co? - popatrzył na nią zdezorientowany
- Zatrzymaj się. - powtórzyła
Dobrze, że jechali między wioskami i było można spokojnie zjechać na pobocze. Posłusznie wykonał jej polecenie i popatrzył na nią przestraszony. Nie wiedział czy źle się poczuła czy co. Tak nagle kazała się zatrzymać. Ona odpięła pas i rzuciła się na jego szyję. Mocno się do niego przytuliła. Zamknęła oczy i poczuła jak gładzi jej plecy.
- Jesteś najwspanialszym chłopakiem na świecie. - oderwała się od niego i popatrzyła ze łzami w oczach na jego twarz.
Też był wzruszony.
- Naprawdę. Jestem szczęściarą i to wielką. Dziękuję. - pocałowała go
- Możemy jechać? - szepnął
Kiwnęła głową i ruszyli. Włączyła piosenkę od początku. Tym razem to jej dłoń opadła na jego nodze. Widziała jak jego palce wystukują rytm muzyki na kierownicy. Kiedy przyszedł czas na refren on zaczął go podśpiewywać. Jest świetny w szybkim zapamiętywaniu tekstów piosenek. Wystarczy raz, a on już jakiś kawałek zna. Tym razem zna cały refren.
- Też ich uwielbiam. - oznajmiła Wiktoria
- No w końcu ktoś normalny. - odwróciła się do niej i przybiła piątkę
Zrobiła to pod wpływem impulsu, ale chyba zaczyna lubić tą małą.
- Mogę teraz ja? - zapytała nastolatka, kiedy piosenka dobiegła końca
- Śmiało!
Po chwili zaczęły rozchodzić się pierwsze dźwięki Love me again Big Time Rush. Zaczynało coś jej świtać w głowie, bo kilka lat temu ich uwielbiała i znała wszystkie piosenki. Ale nie może dać po sobie poznać. Wystukiwała tylko rytm palcami. Jednak na refrenie się nie powstrzymała i zaczęła śpiewać. Głośno. Uśmiechnięta wymachiwała rękami.
- No co? - zapytała kiedy chłopak zerkał na nią z rozbawieniem
- Nic, nic. Nie wiedziałem, że znasz takie piosenki.
- A co ty myślałeś? - prychnęła - Przecież Carlos to była moja największa miłość. Taki przystojny. Marzyłam o takim chłopaku. - opadła wygodnie na fotel
- A tu trafił ci się taki Michalito. - wyszczerzył się
       Dojechali na miejsce. Chłopak wyciągnął z bagażnika swój ubiór do zawodów i podszedł do dziewczyn.
- Ja pójdę zająć miejsce. - oznajmiła Wiktoria - Powodzenia Michał! - oddaliła się od nich
Widziała, że poziom stresu wzrasta u chłopaka. Jeszcze takiego go nie widziała.
- Wszystko będzie dobrze kochanie. - złapała go za koszulkę - Ja i tak już jestem z ciebie bardzo dumna, że bierzesz udział w takich zawodach
Wspięła się na palce i pocałowała go. Świdrował ją tymi swoimi niebieskimi oczami.
- Dziękuję, że tu ze mną jesteś. - uśmiechnął się
- To czysta przyjemność. - mruknęła zadowolona
Niespodziewanie zamknął ją w objęciach. Dodawała mu otuchy, a teraz najbardziej jej potrzebował. Był wdzięczny, że zawsze jest przy nim i może na nią liczyć. Daje mu tyle miłości i uczy go kochać z całego serca. Zadarła głowę i popatrzyła na niego. Ta śliczna, delikatna twarzyczka. Mógłby na nią patrzeć cały dzień. Aż na myśl przychodzi mu piosenka Bruna Marsa Just the way you are. Przyłożył swoje wargi do jej i dał delikatnego buziaka. Widział jak przymyka oczy i czeka na coś więcej. Uśmiechnął się i po chwili trwali w czułym pocałunku.
- Muszę iść. - westchnął - Muszę przygotować Pimpka i go oswoić, no i się przygotowywać. Muszę wypaść jak najlepiej, bo moja kobieta patrzy.
- Trzymam mocno kciuki. - pogładziła jego ramię - Ugłaszcz Pimpka ode mnie. Powodzenia. - dała  mu buziaka w policzek
Uśmiechnął się tym swoim swoim sposobem, który tak kocha i odszedł. Stała jeszcze chwilę i wpatrywała się w jego plecy. To jest jej mężczyzna.Tyle już osiągnął, a ona nadal nic i raczej nic nie osiągnie. Rzuciła się biegiem za nim.
- Przepraszam! - krzyknęła kiedy była kilka metrów za nim
Odwrócił się do niej.
- Czy mogę pana prosić o zdjęcie? - zapytała
- No nie wiem. - mruknął z uśmiechem
- Proszę. - zrobiła wielkie, błagające oczy - Jestem pana wielką fanką. Największą.
- Skoro tak.
Wyciągnęła telefon i stanęła przy nim. Wyciągnęła rękę najdalej jak się da i ustawiła odpowiednio kamerkę. Uśmiechnęła się szeroko i o dziwo on też. Pstryknęła kilka zdjęć i schowała telefon.
- Dziękuję.
Wpatrywała się w niego z błyskiem w oczach, jakby widziała coś cudownego, najpiękniejszą rzecz na świecie. Od razu było widać zadowolenie i wdzięczność.
- Piękna jesteś, wiesz? - powiedział delikatnie
Zarumieniła się i spuściła głowę.
- Niestety muszę iść. - westchnął
- Kocham cię Misiu. - puściła mu oczko i odeszła
Nie może się doczekać, aż zobaczy ukochanego w akcji. Z czego czytała, to bardzo dużo dobrych zawodników będzie, najwyższy poziom. Jako faworyta większość obstawia Didka. Jest teraz w formie i wygrywa z łatwością. Ale ona wie, że jej chłopak potrafi więcej i ma nadzieję, że to pokaże.
Zobaczyła na trybunach Wiktorię i wolne koło niej miejsce. Akurat nastolatka popatrzyła na nią i pomachała, żeby przyszła. Przecisnęła się przez innych i zajęła miejsce.
- Dzięki. - podziękowała - Ale fajne miejsce. - popatrzyła jak są usytuowane
- Tak, moje ulubione. - uśmiechnęła się - I najlepsze, bo tu wszystko widać. A dzisiaj będzie co oglądać. Sami najlepsi z Polski.
- Pomożesz mi jak coś? - zawahała się -  Bo wiesz, ja dopiero wchodzę w ten świat, a chciałabym rozumieć co się dzieje i wiedzieć o czym mówicie.
- Pewnie. - uśmiechnęła się
    Zaczęły się zawody. Faktycznie było na co patrzeć. Każdy jeździł bardzo dobrze. Jednak ona ciągle czekała na wybranka serca.
- Cześć. - usłyszała nad sobą
Zadarła głowę i ujrzała Dorotę.
- O hej. - przywitała się radośnie - Siadaj. - zrobiła jej miejsce
- Nie sądziłam, że cię tu spotkam. - mruknęła tamta
- Dlaczego? - zaśmiała się
- Ty weź się odczep od mojego brata, okej? - popatrzyła na nią twardo
- Słucham? - myślała, że się przesłyszała
- Daj mu spokój dziewczyno. Przecież ty jeszcze gówniarą jesteś, bzdury i zabawy w głowie. Bawisz się nim, a on ślepy tego nie widzi. Ostatnio znowu go zraniłaś, a teraz co? Wielka miłość?
- Ja go zraniłam? Tak ci powiedział?
- Nie musiał mi mówić. Zniknij z jego życia teraz, póki wszystko jest świeże i nie marnuj mu życia.
Czuła jak napływają jej do oczu łzy. Nie wierzy, że padają takie słowa.
- Skoro twój brat jest dorosły to pozwól, że sam będzie decydował o swoim życiu. I nie wtrącaj się w nasze sprawy, okej? Zajmij się swoim mężem. I proszę idź już sobie, bo przyjechałam tu oglądać zawody, a nie słuchać jakiś żałosnych gróźb.
Te ostatnie słowa powiedziała już łamiącym się głosem, ale tamta chyba nic nie zauważyła, bo wstała.
- Jeszcze zobaczymy. - warknęła i odeszła
Oparła ręce na kolanach i schowała twarz w dłoniach. Łzy zaczęły jej lecieć. Jeszcze niedawno była dla niej miła i mówiła, żeby nie przejmowała się mamą, a teraz sama jest nastawiona przeciwko niej. W głośnikach usłyszała nazwisko swojego chłopaka. Szybko wytarła oczy i założyła okulary. Wzięła lustrzankę i nakierowała na chłopaka. Wyglądał niesamowicie, tak elegancko. Siedział poważny, wyprostowany. Jak się na niego patrzyło, było widać doświadczenie, profesjonalizm, ale i to że nie przepada za ludźmi. Był na maksa skupiony. Zrobiła tylko kilka zdjęć, bo chciała oglądać uważnie jego występ. Widziała ten każdy drobny ruch i kilka niedociągnięć. Ale i tak wydawało jej się, że był jak na razie najlepszy. Po występie wstała i zaczęła klaskać z całej siły. Była z niego mega dumna. Pod wpływem emocji nawet krzyknęła woohoooo. Odwrócił głowę i odnalazł ją wzrokiem. Nie podobał jej się ten wzrok. Bez żadnych uczyć, obcy facet. Ale to wszystko trwało ułamki sekundy. Opadła na miejsce i poprawiła włosy.
- Trochę się wygłupiłam, co? - mruknęła do Wiktorii
- Nie, czemu? - uśmiechnęła się - To było bardzo fajne.
Jeszcze jeden zawodnik i kolej Didka. Jego najbardziej się obawiała. Dlatego też oglądała go z wielkim zaciekawieniem. Oczywiście kilka fotek też zrobiła.
- Pojechał bardzo dobrze. - zwróciła się do towarzyszki - Obawiam się, że trochę lepiej niż Michał.
- Wyniki będą bardzo zbliżone do siebie. - oznajmiła Wiktoria - Oboje byli niesamowici.
Przez te występy zapomniała o tej przykrej rozmowie z Dorotą. Wiedziała, że są za sobą bardzo, ale nie aż tak, że będzie ją atakowała. Rozumie, że się o niego martwi, ale to już przesada.
Przyszedł czas na wyniki. Zeszła do barierek, bo tam była lepsza miejscówka do robienia zdjęć. Wszyscy zawodnicy wyjechali i ustawili się w rzędzie.
- Różnica między pierwszym a drugim miejscem jest minimalna. - mówił speaker
To chyba najdłuższa chwila niepewności jaką kiedykolwiek przeżyła. Kiedy usłyszała imię i nazwisko chłopaka przez chwilę stała nieruchomo. Kiedy do niej to dotarło, podskoczyła i pisnęła radośnie. Wszyscy klaskali, a Michał był nadal poważny. Podjechał do niego Didek i coś powiedział. Oboje popatrzyli się na nią i zaczęli się śmiać. Robiła im zdjęcia, bo byli radośni i widać było po nich przyjaźń. Chłopak odebrał nagrodę i zaczął kierować się w jej stronę. Pstryknęła zdjęcia i odłożyła aparat. Szeroki uśmiech zagościł jej na twarzy, jemu również. Przystanął przy niej.
- Pimpuś byłeś niesamowity. - pogładziła konia po łbie
Usłyszała chrząknięcie jeźdźca.
- Twój pan też był dobry. - przeniosła wzrok na chłopaka - Bardzo dobry.
Wspięła się na barierki, a on nachylił się i pocałował ją. Czuła się najszczęśliwsza na świecie.
- Jestem z ciebie bardzo dumna, ale to bardzo. - mruknęła
- Dziękuję. - uśmiechnął się - Muszę lecieć. Przyjdź zaraz z Wiktorią do mnie. Przez tą polankę i jestem po prawej stronie. - pokazał palcem
- Dobrze. - puściła mu oczko
Odpowiedział tym samym i odjechał. Podeszła po dziewczynę i szybkim krokiem szły do celu.
Gdy tylko zobaczyła swojego ukochanego przy koniu rzuciła się biegiem w jego stronę. Dostrzegł ją kątem oka i odwrócił w jej stronę. Radosna wskoczyła na niego, rękami objęła jego szyję, a nogami pas. Wpatrywała się zadowolona w jego oczy. Śmiały się.
- Oj młoda, młoda. - zaśmiał się i pocałował ją - Złaź, zmęczony jestem. - poklepał ją po tyłku
- To szkoda, bo miałam dla ciebie niespodziankę w domu. - poklepała jego toczek - Zróbmy sobie zdjęcie.
- Myślałem, że już chciałaś powiedzieć dziecko. - westchnął
Wzięła aparat i podała Wiktorii. Stanęła koło Michała i objęła go w pasie. Uśmiechnęła się szeroko i wpatrywała w obiektyw.
- Dobra, a teraz ściągnij toczek. - oderwała od oka lustrzankę
Posłusznie zdjął i delikatnie położył dłoń na jej plecach.
- Michał? - usłyszeli za sobą głos starszego mężczyzny
Odwrócili się w jego stronę. Był to pan Tadeusz, trener.
- Wiem, że jesteś uparty. Ale to jest ostatnia szansa, naprawdę. I tak już za bardzo się o ciebie staram. - popatrzył na teczkę, którą trzymał - Ostatni raz. - wyciągnął do niego teczkę
Ona nie wiedziała co się dzieje. Po mężczyźnie widać, że to dla niego bardzo ważne. Chłopak stał ze spuszczoną głową i kurczowo trzymał toczek. Nie chciałaby być na jego miejscu. Wiele go kosztuje ta decyzja.
- Ale trenuję siebie sam i tu na miejscu. - powiedział po chwili
Trener stał i się w niego wpatrywał.
- Dobrze. - podał mu dłoń
Tamten się uśmiechnął, uścisnął dłoń i wziął teczkę. Dziewczyna zakryła dłońmi buzię i oglądała wszystko wzruszona. Zrobił to. Pokonał swoje słabości i lęki. Dostał szansę i przyjął ją.
- Muszę ci zdjęcie zrobić! - wzięła aparat od Wiktorii - Pokazuj powołanie.
Zapozował do zdjęcia i zaraz złapał telefon. Po chwili rozmawiał z Robertem.
- Zrobiłem to. - oznajmił
- Co? Siku? - zaśmiał się tamten - To już ten wiek, że to wyczyn?
- Dzięki młody, wiesz. - mruknął - Mam powołanie do kadry. Przyjąłem je.
- Wiedziałem Michał. - powiedział łagodnie - Jestem z ciebie dumny. Serio. To kiedy pijemy?
- Wbijaj do mnie kiedy chcesz i bajlando.
- Trzymam cię za słowo szwagier. Jeszcze się umówimy. Emilka pewnie jest z ciebie cholernie dumna.
- Tak, jest. - popatrzył na dziewczynę, która patrzyła na niego z uśmiechem - Jak dobrze, że ją mam.
- Idź do niej. Dziel się z nią radością i pokaż, że naprawdę doceniasz jej wsparcie. Zobaczysz, bardzo się ucieszy.
- Dzięki. Szwagier.
- Jeszcze raz gratuluję. Baw się dobrze. Szwagier.
Rozłączył się i schował telefon. Podszedł do dziewczyny i już chciał ją przytulić, ale zza pleców doszło do niego klaskanie.
- W końcu stary. - poklepał go po plecach Didek - Teraz to zwojujemy wszystko.
- Zobaczymy.
- O i jest największa kibicka. - popatrzył rozbawiony na Emilkę - Chyba wszyscy będą już wiedzieli kto jest od Michała.
Czuła, że wychodzą jej wypieki. Spuściła głowę i walczyła ze łzami. Nie lubi jak ktoś się z niej nabija.
- Nigdy na zawodach jeszcze czegoś takiego nie widziałem. - kontynuował
Chłopak zobaczył, że dziewczyna ma dość tego, najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Podszedł do niej i objął w pasie.
- Dobra Dominik, wystarczy. - powiedział
Tamten popatrzył na dziewczynę i wywrócił oczy.
- A coś ty taka wrażliwa? - poczochrał jej włosy - Po rozmowie z siostrą Michała też się popłakałaś. Podniosła głowę i wpatrywała się w niego zabójczym wzrokiem.
- Co? - Michał popatrzył na nią
Ona milczała, nie chciała teraz o tym rozmawiać. Chciała, żeby się cieszył swoim sukcesem.
- Przed twoim występem popatrzyłem na nią, bo chciałem zobaczyć jej reakcję. A koło niej siedziała twoja siostra, Dorota jak pamiętam. I była taka ostra i w ogóle, wyglądała jakby chciała udusić Emilkę. Emilka powiedziała coś opanowana i po jej odejściu zaczęła płakać. - opowiadał, a jej robiło się słabo
- O co chodzi? - chłopak zwrócił się do niej
- Nic takiego. - szepnęła
- Emilka, jak to nic takiego? Gadaj i to już.
Wszyscy się w nią wpatrywali, a ona nie miała zamiaru o tym mówić. To jest ich sprawa. Chłopak przeniósł wzrok na Wiktorię.
- Twoja siostra powiedziała, że Emilka ma cię zostawić w spokoju, że cię rani i w ogóle. Że jest młoda i cię wykorzystuje. A Emilka jej odpowiedziała, żeby zajęła się swoim życiem i mężem i że jesteś dorosły i sam sobie decydujesz o życiu. - mówiła wszystko jak na spowiedzi
Popatrzyła na nią z żalem i łzami w oczach.
- Boże, czy wszyscy muszą wtrącać się w nasz związek?! - odsunęła się od niego - To twój dzień, chciałam żebyś był szczęśliwy. - otarła łzy - Ale jak zwykle, wszyscy wiedzą lepiej.
Odeszła od nich wkurzona szlochając. Czy ona ma cokolwiek do powiedzenia w jej związku? Każdy się wtrąca i mówi co ma robić. Na jej drodze nagle wyrosła kobieta.
- O, co się stało? - powiedziała słodziutkim głosem z szelmowskim uśmiechem
Wyminęła ją bez słowa i szła dalej. Chłopak udał się zaraz za nią. Ciśnienie mu podskoczyło kiedy zobaczył swoją siostrę i to jeszcze zaczepiającą Emilkę. Co ona sobie myśli? Jak może tak się zachowywać.
- O Michał. - zadowoliła się i wyciągnęła do niego ręce - Gratuluję braciszku.
On popatrzył tylko na nią z niechęcią i gonił dziewczę. Kiedy był koło niej, złapał jej dłoń i szli ramię w ramię.
- Możemy jechać do domu? - wyszeptała
- Jeszcze chwilę kochanie. - westchnął - Muszę załatwić parę spraw, zająć się Pimpkiem. Przepraszam.
- Rozumiem. Ja sobie pójdę i pospaceruję po okolicy.
- Jak chcesz. Chodź tu. - pociągnął ją na ławeczkę
Opadła koło niego i oparła głowę o jego ramię. Wszystko miało wyglądać inaczej. Miała być radość, świętowanie.
- Cieszę się, że tu ze mną jesteś. - powiedział - Nawet nie wiesz jak bardzo. Dziękuję Ci.
- Ta, faktycznie jest za co. - jęknęła
- Dobra, już się nie odzywam.
Zrobiło mu się przykro, bo naprawdę tak uważał i chciał sprawić, żeby poczuła się lepiej. Jej zaraz zrobiło się głupio. To rzadkość, żeby tak otwarcie mówił o swoich uczuciach. Podniosła się i przyłożyła usta do jego policzka. Objęła jego szyję i się przytuliła.
- Wiesz, że cię kocham Misiu? - usłyszał stłumiony przez szyję głos
- Tak. - pogładził jej plecy - Trzeba się zbierać. Postaram się załatwić wszystko jak najszybciej. I pojedziemy do mnie, a potem do twojej babci, tak?
- Mhm. - wstała i popatrzyła na niego
- Uśmiechnij się. - "nacisnął" jej nos - Przecież wygrałem.
Stał wesoły. Momentalnie na jej twarzy zagościł uśmiech. Wyciągnęła przed siebie zamkniętą w pięść dłoń i przybili sobie żółwika.
- Dzwoń jak będziesz kończył, żebym wróciła. - oznajmiła
- Dobrze. Uważaj na siebie.
Każde poszło w swoją stronę.Ona na wycieczkę po nieznanej miejscowości, a on czynić swoje powinności. Wyciągnęła telefon i włączyła galerię. Ich selfiaki z dzisiaj są cudowne. Najchętniej wrzuciłaby jedno na facebook'a, ale nie może. Nie chcą jeszcze ujawniać swojego związku przed chłopakami z psp. A gdyby wrzuciła ich zdjęcie, to większość by zobaczyła no i koniec tajemnicy. Jak chce to potrafi się ładnie uśmiechnąć do zdjęcia.
         Wrócili do jego mieszkania.
- A właśnie, mam coś dla ciebie. - ożywiła się i zaczęła grzebać w torebce
Po chwili wyciągnęła batona. Kiedyś wspominał, że to jego ulubiony, a że przechodziła koło sklepu podczas jej samotnego spaceru, to kupiła.
- Proszę. - wręczyła mu
- Dziękuję bardzo. - uśmiechnął się - Mój ulubiony.
Również się uśmiechnęła i rzuciła torebkę. Widziała po nim okropne zmęczenie, a sama również była padnięta. Bez słowa poszła do salonu i położyła się na kanapie. Przez drogę powrotną też mało co rozmawiali. Byli jacyś oddaleni od siebie. Ale chyba obojgu to pasowało.
- Głodna? Chcesz coś do picia? - stanął nad nią
- Nie, dziękuję.
Stał tak dalej ze spuszczoną głową i patrzył na swoje dłonie. Wyglądał na zmieszanego. Skończył swoje dumanie i powolnymi ruchami znalazł się nad nią na kanapie, a potem położył się obok.
- Jesteś z Ciebie bardzo dumna. - mruknęła zbliżając się do jego warg - Taki seksowny jesteś w tym wdzianku.
- A tak to nie jestem? - podniósł brwi
- Jesteś. - musnęła jego wargi swoimi
- Jak mi się nic nie chce. - westchnął - Nie mam siły. Najchętniej bym leżał tu już do jutra.
- To leż.- przejechała kciukiem po jego policzku
- Nie mogę. Muszę z tobą pojechać do babci. I ciebie by tu nie było.
- Nie musisz Misiu. Sama mogę pojechać, rozumiem to. I będziesz miał więcej miejsca.
- Obiecałem, to pojadę. Więc chyba najwyższa pora pójść się myć. - pocałował ją czule i wstał
Wyciągnęła telefon i weszła na fanpage Michała. Widać, że w świecie jazdy konnej jest szanowany i bardzo znany. Jego strona ma już pełno polubień i to nie tylko od polaków. Nie spodziewała się, że będzie takie poruszenie i to tak szybko. Wybrała zdjęcie, gdzie trzyma powołanie i zaczęła pisać posta. Dzisiaj 1 start i 1 miejsce. To były bardzo dobre zawody i fantastyczna rywalizacja. Trzeba było z siebie dać 200%, żeby stanąć na najwyższym stopniu. I chyba najbardziej oczekiwana rzecz wśród kibiców... Kadro, powracam! On nawet pewnie się nie skapnie, że coś zostało dodane na stronę, bo na facebook'u to on jest okazjonalnie. A żeby utrzymać kontakt z fanami, to musi przejąć stery. Miał też kilka wiadomości z gratulacjami wygranej, więc krótko odpisywała. Nie spodziewała się, że tyle jej to zajmie. Nabrała ochoty na sok pomarańczowy. Dźwignęła się i snuła się do kuchni, bo może akurat ma. Wtedy będzie najszczęśliwsza na świecie. Drzwi od łazienki się otworzyły i dostała nimi w ramię.
- Auć. - syknęła
- Matko, przepraszam! - podszedł do niej przestraszony - Przepraszam bardzo kochanie. - popatrzył na miejsce, gdzie dostała
- Nic się nie stało. Ale pocałuj.
Delikatnie przyłożyła wargi do ramienia. Musnął je kilka razy i jego pocałunki wędrowały do góry. Czując pieszczoty na szyi odchyliła głowę i zamknęła oczy. A potem ich wargi były złączone. Złapała jego szyję i wskoczyła na niego. Pragnęła go bardzo. Nawet nie wie kiedy znaleźli się na łóżku w jego sypialni. Złapała jego koszulkę i pociągnęła do góry. Zaraz jej nie było. Jego dłonie jeździły po jej brzuchu i pod stanik. W końcu może go mieć całego.
      Nadzy leżeli koło siebie. Jej noga obejmowała jego pas.
- Michał. - szepnęła i przejechała palcem po jego twarzy
- Słyszałem to chyba z milion razy przez ostatnie minuty. - zaśmiał się
- Ja tu chcę być romantyczna, a tu o. - powiedziała niby z żalem, ale śmiała się - Dobra, wstawaj stary. Trzeba jechać. - klepnęła go w tyłek i rozległ się plask. Zaczęła się śmiać na cały głos i wygrzebała się z łóżka. Wzięła swoje ciuchy i poszła do łazienki. Tam doprowadziła się do ładu i mogła wyjść. Chłopak wychodził z sypialni. Jej się przypomniało jak chodziła na capoeire i taki jeden szczególny ruch. Doskoczyła do niego i wykonała wszystko tak jak na treningach. Nie spodziewała się, że wszystko pójdzie tak idealnie i chłopak huknął na kafelki. Przyłożyła dłonie do ust, ale bardzo chciało jej się śmiać. Jemu jednak w cale do śmiechu nie było. Miał grymas na twarzy i złapał się za plecy.
- Kurwa, Emilka! Normalna jesteś? - warknął
- Przepraszam. - uklękła koło niego - Przepraszam bardzo. Ja nie wiedziałam, że tak wyjdzie.
- Ale wyszło.
Jeszcze chyba nigdy nie widziała go takiego wkurzonego. Plecy na serio go bolały. Nie mógł się podnieść. Leżał dalej.
- Michał, ja naprawdę przepraszam. - złapała jego dłoń.
- Zostaw mnie. - burknął i wyrwał rękę krzywiąc się przy tym.
Zebrały jej się łzy i szybko wstała. Pozbierała swoje rzeczy do torebki i zakładała buty. Pociągnęła nosem i poprawiła włosy.
- Gdzie idziesz? - zapytał
- Jadę do babci.
- Czym?
- Busem, a czym? - była na niego wkurzona
Przeprosiła i chciała pomóc, a on z nerwem ją odpycha.
- Przecież w niedziele nie ma do ciebie busa, ani do twojej babci. - powoli podniósł się
- Pojadę do wioski obok, żaden problem. Przejdę się,
- Jadę z tobą.
- Nie musisz. Zostań i odpocznij sobie. - złapała za klamkę
- Chcę jechać i koniec. - powiedział ostro
Teraz będzie musiała znosić go zfochowanego. Jak ona tak do niej, to ona też. Sam zaczął wojnę. Wyszli z mieszkania i zeszli do samochodu. Wsiadła do niego i wiedziała co teraz musi zrobić. Z całej siły pociągnęła za sobą drzwi. Sama nie wiedziała, że będzie taki trzask.
- Emila, kurwa. Przesadzasz.
Twarz miała kamienną, ale w środku się śmiała. Dopiero co pogodzili się, a tu już kolejna kłótnia. W sumie nie kłótnia, ale obrażanie się na siebie. Trochę to już jest męczące.
       Podjechali pod dom babci. Szybko wyszła i nie czekając na niego udała się do środka. Jednak szybko znalazł się koło niej. Zapukała drzwi i weszli.
- Dzień dobry. - przywitała się radośnie
- Dzień dobry. - powtórzył za nią chłopak
-  A dzień dobry, dzień dobry. - uśmiechnęła się babcia
- To mój chłopak Michał. - przedstawiła im
Przywitali się, a także z jej rodzicami i Robertem. Ten ostatni gratulował i cieszył się z osiągnąć strażaka.
- Zjecie obiad? - zapytała babcia
- Nie, dziękujemy. Dopiero co jedliśmy.- uśmiechnęła się - Ale kawki się napijemy. Chcesz? - zwróciła się do ukochanego
- Poproszę.
Podeszła do szafki i wyciągnęła szklanki. Z drugiej wzięła kawę i nasypała odpowiednią ilość. Tylko poczekać na wodę. Usiadła koło brata na kanapie i klepnęła go w nogę.
- Jak tam dzień minął? - zapytała
- Spokojnie. Ale ty miałaś sporo emocji, co? Wygrana Twojego mana i jeszcze powołanie do kadry. No no no.
- Ta. - westchnęła
  Siedzieli na dworze już jakiś czas i w ogóle się do siebie nie odzywali. Przeglądała internety, kiedy rozbrzmiał się dźwięk messengera. Ujrzała zdjęcie Józka i prędko odebrała.
- Hej Józio! - przywitała się radośnie - Co tam u ciebie słychać?
- A w porządku. Zadomowiłem się tu na dobre. Jest wspaniale. Zawsze marzyłem o pracy astronoma, ale ta przerosła moje oczekiwania. Mogę umierać. - zaśmiał się - A ty wyglądasz pięknie. Młodniejesz zamiast się starzeć.
- Dziękuję. - zarumieniła się - A ty zmieniłeś fryzurę! Coś ty zrobił? - piszczała
Radośni rozmawiali ze sobą. Ciągle mieli tematy i co chwilę się śmiali. Popatrzyła przelotnie na swojego chłopaka i zobaczyła, że jest już mega wkurzony. Nie przejęła się tym, jest zołzą. On miał ochotę rozszarpać tego Józka. Świetnie się dogadywali i rozmawiali prawie o wszystkim. Dotarło do niego, że chyba lepiej pasuje do byłego niż do niego. Są z tego samego wieku i jednak łatwo im się rozmawia. Nie dość, że jest na nią wkurzony, to jeszcze to. Wie, że robi to specjalnie. Jednak, to go zabolało. Szkoda, że jej rodzice już pojechali, tak przynajmniej mógłby porozmawiać z Robertem, a tak siedzi sam i słucha ich wesołych rozmów.
- Jedziemy? - zapytała go
Kiwnął głową i wstał. Pożegnał się z dziadkami i poszli do samochodu.
Zatrzymał się pod jej domem.
- Dzięki. - mruknęła i otworzyła drzwi
- Nawet nie zapytasz czy chcę do ciebie wejść? - powiedział smutny
Zaskoczył ją. Znieruchomiała i popatrzyła na niego.
- A chcesz?- wydusiła z siebie
- Jak pytasz to z łaski, to daruj sobie.
- Michał co z łaski? - wysiadła - Idziesz czy nie?
Odpiął pasy i opuścił pojazd. Szedł zaraz za nią, chociaż nie wie dlaczego. Jest już tym cholernie zmęczony i nie ma zamiaru dalej siedzieć w tej toksycznej atmosferze. Weszli do mieszkania i ściągnęli buty. W salonie siedziała mama i czytała gazetę. Nie chcieli jej przeszkadzać, więc poszli do jej pokoju. Rzuciła swoją torebkę na ziemię i położyła się na łóżku. On stał na środku ze spuszczonymi ramionami. Kątem oka dostrzegł, że na ścianie coś wisi. Duża ramka a w nim zdjęcie. Jego. Wysłał jej z akcji, gdzie widać tylko jego oczy. Podszedł bliżej i przyglądał się mu. Nie czuje się mężczyzną na tym zdjęciu. Tamten jest silny, odważny, ale i kochający. To wszystko można wyczytać z oczu. Popatrzył na dziewczynę. Była smutna, chociaż za bardzo nie widział jej twarzy, bo leżała na brzuchu. Kucnął przy niej i pogładził delikatnie jej plecy, a usta przyłożył do jej czoła. Potem schował twarz w jej włosach. Poczuł jak się przekręca i łapie go za szyję.
- Przytul mnie. - szepnęła
Położył się koło niej i mocno przytulił. Nie mógł wytrzymać i zaczął ją całować. Nie potrafił przestać. Pukanie do drzwi. To ich dopiero rozdzieliło. Odwróciła się do niego tyłem, ale była wtulona, a on objął ją ramieniem.
- Proszę. - powiedziała
Wszedł jej młodszy brat.
- Mogę? - zapytał.
- Tak, siadaj. - kiwnęła głową na krzesło - Co tam?
- Masz może jakąś torbę podróżną? - zapytał - Albo taki plecak.
- No mam, ten co miałam we Włoszech. - odparła
- A pożyczyłabyś mi?
- Jasne.
Niechętnie wstała i podeszła do szafy. Po chwili szarpania, wygrzebała go.
- Może być?
- Tak, super.
- Czeka, sprawdzę czy żadnych niespodzianek nie ma. - zaśmiała się
Plądrowała każdą kieszeń i w ostatniej na coś natrafiła. Wyciągnęła dwa pudełka prezerwatyw. Jedno już otwarte. Stała z nimi nieruchomo. Nie lubi takich sytuacji, czuje się niezręcznie. Z resztą każde z nich woli unikać tego tematu, nie lubią o tym rozmawiać, czy żartować. Była niezręczna cisza. Jeszcze to wszystko przy młodym. Zawstydziła się. Każdy tylko patrzył na jej ręce.
- Twoje pamiątki z Włoch. - rzuciła je chłopakowi przerywając ciszę.
- Faktycznie. - wziął je - Kompletnie o nich zapomniałem, bo dawno cię u mnie nie było.
Wystawiła mu język i podała torbę młodemu.
- O masz młody. - rzucił mu dwie sztuki - Żebyś nie płakał, że niczego nie przywiozłem ci z Włoch. Warto być przygotowanym.
- Dzięki. - zaśmiał się
- Dlaczego jedne są otwarte? - zmarszczył brwi Michał
- Pewnie używałeś. - wzruszyła ramionami i usiadła koło niego
Leżał chwile w zadumie, po czym uśmiechnął się.
- Racja.- powiedział radosny
- Połóż się na plecy, to ci zrobię masaż tych twoich pleców.
Posłusznie wykonał polecenie, a ona usiadła na nim i podwinęła jego koszulkę. Naciskała w różnych miejscach i gładziła.
- Cudownie. - mruknął w poduszkę
- Jesteście niemożliwi. - zaśmiał się brat - Wy chyba wyznajecie zasadę: dzień bez kłótni - dzień stracony, co?
- Uwierz mi, ale potrafimy wytrzymać dzień bez sprzeczek. - puściła mu oczko
- Ale wy mimo to, bardzo się kochacie. To jest cudowne. - Dobra, idę. Nie przeszkadzam. Dzięki za prezent.
Michał pokazał tylko kciuka, a tamten wyszedł. Nie mogła się powstrzymać i wjechała dłonią pod jego bokserki.
- Emilia. - pisnął, na co ona zaczęła się śmiać
Reszta masażu przebiegła normalnie.
- Emilka, macie gości. - usłyszeli głos mamy
Popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wyszli do salonu. Stała tam Ania z Tomkiem.
- Hej. - przyjaciółki rzuciły się na siebie
- To my tak już oficjalnie. - wyciągnęła białe koperty z torebki - Chcieli byśmy zaprosić was na nasz ślub. Mam nadzieję, że wszyscy przyjdziecie.
Osobna koperta dla rodziców, osobna dla Roberta i osobna dla niej. Szybko wyciągnęła kartkę. Bardzo skromna, ale piękna. Otworzyła i czytała. Mamy zaszczyt zaprosić Emilkę i Michała.
- Nasze pierwsze, wspólne zaproszenie. - pokazała chłopakowi
Oczywiście goście zostali na dłużej. Miło rozmawiali.
- To co szykuje się coś? - poruszał brwiami Michał
- Nie, a czemu miało by się coś szykować? - zapytała Ania
- Zaraz ślub, więc to chyba oczywiste.
- A czy ty po swoim ślubie coś zdziałałeś? - podniósł brwi Robert
- Wygrałeś. - powiedział szybko
Wzrok rodziców zdradzał zaskoczenie. Jeszcze nie było kiedy im o tym powiedzieć.

  - Zostaniesz u mnie na noc? Prooooszę. - zrobiła maślane oczy
- Może następnym razem? Teraz to ty wstaniesz rano i pójdziesz do pracy, a ja zostanę sam z twoimi. - mruknął - A nie mam zamiaru wstawać tak szybko, żeby z tobą jechać, bo chcę się wyspać.
- No dobrze. - pocałowała go - To może w sobotę?
- Zobaczymy młoda- zaśmiał się - Będę jechał.
Odprowadziła go do drzwi.
- Jedź ostrożnie. - złapała jego dłoń
- Jasne. - dał jej buziaka - Pa.
- Pa.
Wchodząc do salonu rodzice utkwili w niej wzrok. Stanęła i patrzyła na nich zdezorientowana.
- Jeśli chodzi wam o Michała, to tak był w małżeństwie. - powiedziała
- Dziecko, przecież on jest rozwiedziony. - mlasnęła mama - I co, zamierzacie żyć całe życie na kocią łapę??
- Nie wiem, nie rozmawialiśmy jeszcze na takie tematy. Ale ja bym chciała z nim wziąć ślub, mam nadzieję że on też.
- Ale jak? Przecież ma rozwód.
- A kto wam powiedział, że to był ślub kościelny? - zdenerwowała się - Był tylko cywilny i nie mam zamiaru rozmawiać więcej na ten temat.