niedziela, 28 lipca 2019

Rozdział 32

     Ponoć miłość wymaga poświęceń i wyrzeczeń. Nie są ze sobą dość długo, a ciągle tego doświadcza. Kolejny raz rezygnuje ze snu, żeby móc być przy ukochanym. Msza w jej wiosce jest o 10, a że on będzie po nią po 9 musiała jechać do wioski obok na 8. Skutkowało to wstaniem o 6.30, bo musiała się przygotować na później. Chciała wyglądać jakoś na tych zawodach i postanowiła wyprostować włosy, a to skutkuje pięćdziesięcioma minutami wyrwanymi z życia. Trzeba jeszcze się pomalować, ubrać i zjeść śniadanie. Niestety nic z nią nie współpracowało. Na twarzy miała wiele pryszczy, a każdy włos sterczał w inną stronę.
Przed wejściem do kościoła dostała sms'a: Weźmiemy jeszcze Wiktorię, ok? O niczym tak nie marzyła, jak o tym, żeby z tą smarkulą jechać w jednym aucie i siedzieć na zawodach. Jak musisz... odpisała niezbyt zadowolona i weszła do świątyni.
       W domu była już przed 9. Ich ksiądz był taki, że robił tylko to, co musiał. Kazania krótkie, zwięzłe i na temat, przez co msza trwała przeważnie z 45 minut. Wbiegła do domu i zastała tam krzątającą się mamę. Oczywiście, chłopy wstają dopiero po 9, żeby wykorzystać sen jak najdłużej.
- Cześć. - przywitała się
- Cześć. - ziewnęła mama - Ty już?
- No a jak. Tadeusz się nie cyrkoli. - zaśmiała się
Poszła do pokoju i spojrzała na odbicie w lusterku. Jakoś wygląda. Tylko nie wie czy taki ubiór pasuje na wyścigi konne. Miała na sobie oliwkowe krótkie spodenki i wciśniętą w nie białą koszulkę z napisem. Nigdy nie  była na takich zawodach (nie biorąc pod uwagę tych we Włoszech) i nie wie jaki styl tam obowiązuje. Czy można chodzić jak się chce. Najwyżej ją wywalą. Korzystając z wolej chwili weszła na internet i szukała informacji na temat zawodów. Na czym polegają, jak przyznaje się punkty i takie tam. Musi wiedzieć jakieś podstawy, żeby nie wyjść na debila. Będę za 5 minut wyrwał ją z dłuższego czytania sms od chłopaka. Wzięła torebkę i patrzyła czy ma wszystko, co potrzebne. Podeszła do szafy i wygrzebała czapkę z daszkiem. Od samego rana grzeje, to co dopiero będzie po południu... Trzeba jakoś się chronić. Wzięła lustrzankę i poszła do kuchni. Nigdy nie dba o to, czy ma wodę do picia czy nie, bo jakoś nie przepada za piciem, a szczególnie gdzieś poza domem. Często po napiciu się chce jej się sikać i co chwilę musi odwiedzać toaletę. Jednak tym razem wrzuciła butelkę, lepiej nosić niż potem szukać.
- Kibicuj tam dobrze. - z toalety wyszedł Robert
- No nie inaczej. - puściła mu oczko i teraz ona poszła załatwić się przed wyjazdem.
Założyła swoje trampki, na nos wsunęła okulary przeciwsłoneczne i popatrzyła na lustro. Jakoś wygląda. Poprawiła dłonią włosy, bo gdzieniegdzie sterczały i była gotowa. Przez okno zobaczyła, że akurat Michał podjechał pod dom. Zabrała torebkę i wyszła. Szybko zbiegła po schodach i znalazła się na dworze. Na widok jego samochodu uśmiechnęła się i podążała w jego stronę. Otworzyła drzwi i jeszcze szerzej się uśmiechnęła.
- Hej wam. - powiedziała radośnie i wgramoliła się do środka
- Hej. - uśmiechnął się i pocałowali się na przywitanie - Gotowa?
- Tak.
- Czapkę jakąś wzięłaś? Słońce nas nie oszczędza.
- Wzięłam, wzięłam. - złapała jego dłoń
To było bardzo słodkie, że się o nią tak troszczy. Może i jest dorosła i potrafi o siebie zadbać,
ale takie przejawy troski są czymś wspaniałym i wzruszającym. Zobaczyła, że w ich stronę idzie Robert. Może coś zostawiła? Bo przecież po wczorajszym, to do Michała nie będzie się odzywał z miesiąc. Trochę się posprzeczali.
- Siema. - schylił się i wyciągnął rękę, żeby przybić sztamę
- Siemka. - przybili, że rozniósł się huk idealnego zbicia - Co jedziesz z nami?
- Nie, dzięki. - uśmiechnął się - Może następnym razem.
- Dawaj. - zachęcał go starszy - Pogadasz sobie z Wiktorią. - pokazał na dziewczynę z tyłu
Młody popatrzył na dziewczynę i po chwili się uśmiechnął.
- Hej. - przywitał się
- Hej. - odpowiedziała nieśmiało
- Serio, z chęcią bym pojechał, ale nie mogę. Następnym razem. Ale wiem, że ich wszystkich rozwalisz miszczunio. - zacisnął pięść - Rozwalisz.
- Dzięki. To do zobaczenia.
- Trzymam kciuki.
- Pa braciszku. - puściła mu buziaka i zamknęła drzwi - Widzę pogodzeni.
- A co, pokłóceni byliśmy? - ruszył
- No jak wczoraj młody powiedział, żebyś się walił, to nie wyglądało to, że pałacie do siebie miłością. - mruknęła
- Widzisz młoda. - położył dłoń na jej udzie - Faceci tak mają, że szybko odpuszczają, a nie to co baby potrafią się unosić dumą przez całe życie i nie pogodzić się.
- Ależ wy faceci jesteście cudowni. - powiedziała sarkastycznie
- Apropos chłopaka. Mam dla ciebie idealnego kandydata Wiktoria. - popatrzył w lusterko
- Oho, już się boję. - przewróciła oczami - Kto tym razem?
- Robert. - uśmiechnął się szatańsko
Emilka popatrzyła na niego zdziwiona, a pasażerka z tyłu zrobiła wielkie oczy.
- Jest dobrym, spokojnym chłopakiem. Nie pije za dużo, nie pali, skromny. Strażak, a teraz dostał się do SGSP, więc patrz jak idealnie. No i przystojny. - poruszał brwiami - Widziałem, jak oczy ci się zaświeciły na jego widok.
- Co? Nie. - broniła się tamta
- Tak, tak. Starego nie wykiwasz w sprawi miłości.
- Proszę cię. - prychnęła jego dziewczyna - Jak ty nie potrafiłeś zobaczyć tego, że podobasz się dziewczynie i nic z tym nie chciałeś zrobić.
- Nie prawda. - zacisnął mocniej palce na jej udzie
- Wiktoria, czy uważasz że chłopak jest spostrzegawczy, jak orientuje się po 8 miesiącach, że dziewczyna w nim się zakochała i to skapnął się po tym, bo powiedziała mu to prosto w twarz?
- No bardzo. - zaśmiała się
- Widzisz kochanie. - pogładziła go po policzku i po chwili pocałowała - Ale i tak bardzo cię kocham.
- Dobra, ale i tak uważam, że byłby dla ciebie dobrym chłopakiem.
Pogładziła jego dłoń i oparła się łokciem o drzwi tam gdzie zaczyna się szyba i oparła na dłoni głowę. Bardzo go kocha, troszczy się o wszystkich. Musi przyznać, ale faktycznie brat pasuje do tej małej. Nikt nic nie mówił, tylko leciała jakaś muzyka.
- Koniec tej ciszy, bo to mnie bardziej stresuje. - przerwał ciszę - Puszczamy jakąś muzykę. Każdy po kolei, przez bluetooth.
- Mogę zacząć? - zapytała
- Jasne. - popatrzył na nią i posłał ten cudowny uśmiech
Uśmiechnęła się szeroko i odszukała odpowiedniej piosenki. Akurat wczoraj OneRepublic wypuścili nową piosenkę i jest genialna. Połączyła się radiem i włączyła Rescue me.
- Aaaa nowa piosenka OneRepublic! - pisnął chłopak, przedrzeźniając dziewczynę
- Skąd wiesz? - zrobiła duże oczy
- Muszę śledzić ulubiony zespół dziewczyny, żebym wiedział o co chodzi, nie?
- Zatrzymaj się. - powiedziała nagle
- Co? - popatrzył na nią zdezorientowany
- Zatrzymaj się. - powtórzyła
Dobrze, że jechali między wioskami i było można spokojnie zjechać na pobocze. Posłusznie wykonał jej polecenie i popatrzył na nią przestraszony. Nie wiedział czy źle się poczuła czy co. Tak nagle kazała się zatrzymać. Ona odpięła pas i rzuciła się na jego szyję. Mocno się do niego przytuliła. Zamknęła oczy i poczuła jak gładzi jej plecy.
- Jesteś najwspanialszym chłopakiem na świecie. - oderwała się od niego i popatrzyła ze łzami w oczach na jego twarz.
Też był wzruszony.
- Naprawdę. Jestem szczęściarą i to wielką. Dziękuję. - pocałowała go
- Możemy jechać? - szepnął
Kiwnęła głową i ruszyli. Włączyła piosenkę od początku. Tym razem to jej dłoń opadła na jego nodze. Widziała jak jego palce wystukują rytm muzyki na kierownicy. Kiedy przyszedł czas na refren on zaczął go podśpiewywać. Jest świetny w szybkim zapamiętywaniu tekstów piosenek. Wystarczy raz, a on już jakiś kawałek zna. Tym razem zna cały refren.
- Też ich uwielbiam. - oznajmiła Wiktoria
- No w końcu ktoś normalny. - odwróciła się do niej i przybiła piątkę
Zrobiła to pod wpływem impulsu, ale chyba zaczyna lubić tą małą.
- Mogę teraz ja? - zapytała nastolatka, kiedy piosenka dobiegła końca
- Śmiało!
Po chwili zaczęły rozchodzić się pierwsze dźwięki Love me again Big Time Rush. Zaczynało coś jej świtać w głowie, bo kilka lat temu ich uwielbiała i znała wszystkie piosenki. Ale nie może dać po sobie poznać. Wystukiwała tylko rytm palcami. Jednak na refrenie się nie powstrzymała i zaczęła śpiewać. Głośno. Uśmiechnięta wymachiwała rękami.
- No co? - zapytała kiedy chłopak zerkał na nią z rozbawieniem
- Nic, nic. Nie wiedziałem, że znasz takie piosenki.
- A co ty myślałeś? - prychnęła - Przecież Carlos to była moja największa miłość. Taki przystojny. Marzyłam o takim chłopaku. - opadła wygodnie na fotel
- A tu trafił ci się taki Michalito. - wyszczerzył się
       Dojechali na miejsce. Chłopak wyciągnął z bagażnika swój ubiór do zawodów i podszedł do dziewczyn.
- Ja pójdę zająć miejsce. - oznajmiła Wiktoria - Powodzenia Michał! - oddaliła się od nich
Widziała, że poziom stresu wzrasta u chłopaka. Jeszcze takiego go nie widziała.
- Wszystko będzie dobrze kochanie. - złapała go za koszulkę - Ja i tak już jestem z ciebie bardzo dumna, że bierzesz udział w takich zawodach
Wspięła się na palce i pocałowała go. Świdrował ją tymi swoimi niebieskimi oczami.
- Dziękuję, że tu ze mną jesteś. - uśmiechnął się
- To czysta przyjemność. - mruknęła zadowolona
Niespodziewanie zamknął ją w objęciach. Dodawała mu otuchy, a teraz najbardziej jej potrzebował. Był wdzięczny, że zawsze jest przy nim i może na nią liczyć. Daje mu tyle miłości i uczy go kochać z całego serca. Zadarła głowę i popatrzyła na niego. Ta śliczna, delikatna twarzyczka. Mógłby na nią patrzeć cały dzień. Aż na myśl przychodzi mu piosenka Bruna Marsa Just the way you are. Przyłożył swoje wargi do jej i dał delikatnego buziaka. Widział jak przymyka oczy i czeka na coś więcej. Uśmiechnął się i po chwili trwali w czułym pocałunku.
- Muszę iść. - westchnął - Muszę przygotować Pimpka i go oswoić, no i się przygotowywać. Muszę wypaść jak najlepiej, bo moja kobieta patrzy.
- Trzymam mocno kciuki. - pogładziła jego ramię - Ugłaszcz Pimpka ode mnie. Powodzenia. - dała  mu buziaka w policzek
Uśmiechnął się tym swoim swoim sposobem, który tak kocha i odszedł. Stała jeszcze chwilę i wpatrywała się w jego plecy. To jest jej mężczyzna.Tyle już osiągnął, a ona nadal nic i raczej nic nie osiągnie. Rzuciła się biegiem za nim.
- Przepraszam! - krzyknęła kiedy była kilka metrów za nim
Odwrócił się do niej.
- Czy mogę pana prosić o zdjęcie? - zapytała
- No nie wiem. - mruknął z uśmiechem
- Proszę. - zrobiła wielkie, błagające oczy - Jestem pana wielką fanką. Największą.
- Skoro tak.
Wyciągnęła telefon i stanęła przy nim. Wyciągnęła rękę najdalej jak się da i ustawiła odpowiednio kamerkę. Uśmiechnęła się szeroko i o dziwo on też. Pstryknęła kilka zdjęć i schowała telefon.
- Dziękuję.
Wpatrywała się w niego z błyskiem w oczach, jakby widziała coś cudownego, najpiękniejszą rzecz na świecie. Od razu było widać zadowolenie i wdzięczność.
- Piękna jesteś, wiesz? - powiedział delikatnie
Zarumieniła się i spuściła głowę.
- Niestety muszę iść. - westchnął
- Kocham cię Misiu. - puściła mu oczko i odeszła
Nie może się doczekać, aż zobaczy ukochanego w akcji. Z czego czytała, to bardzo dużo dobrych zawodników będzie, najwyższy poziom. Jako faworyta większość obstawia Didka. Jest teraz w formie i wygrywa z łatwością. Ale ona wie, że jej chłopak potrafi więcej i ma nadzieję, że to pokaże.
Zobaczyła na trybunach Wiktorię i wolne koło niej miejsce. Akurat nastolatka popatrzyła na nią i pomachała, żeby przyszła. Przecisnęła się przez innych i zajęła miejsce.
- Dzięki. - podziękowała - Ale fajne miejsce. - popatrzyła jak są usytuowane
- Tak, moje ulubione. - uśmiechnęła się - I najlepsze, bo tu wszystko widać. A dzisiaj będzie co oglądać. Sami najlepsi z Polski.
- Pomożesz mi jak coś? - zawahała się -  Bo wiesz, ja dopiero wchodzę w ten świat, a chciałabym rozumieć co się dzieje i wiedzieć o czym mówicie.
- Pewnie. - uśmiechnęła się
    Zaczęły się zawody. Faktycznie było na co patrzeć. Każdy jeździł bardzo dobrze. Jednak ona ciągle czekała na wybranka serca.
- Cześć. - usłyszała nad sobą
Zadarła głowę i ujrzała Dorotę.
- O hej. - przywitała się radośnie - Siadaj. - zrobiła jej miejsce
- Nie sądziłam, że cię tu spotkam. - mruknęła tamta
- Dlaczego? - zaśmiała się
- Ty weź się odczep od mojego brata, okej? - popatrzyła na nią twardo
- Słucham? - myślała, że się przesłyszała
- Daj mu spokój dziewczyno. Przecież ty jeszcze gówniarą jesteś, bzdury i zabawy w głowie. Bawisz się nim, a on ślepy tego nie widzi. Ostatnio znowu go zraniłaś, a teraz co? Wielka miłość?
- Ja go zraniłam? Tak ci powiedział?
- Nie musiał mi mówić. Zniknij z jego życia teraz, póki wszystko jest świeże i nie marnuj mu życia.
Czuła jak napływają jej do oczu łzy. Nie wierzy, że padają takie słowa.
- Skoro twój brat jest dorosły to pozwól, że sam będzie decydował o swoim życiu. I nie wtrącaj się w nasze sprawy, okej? Zajmij się swoim mężem. I proszę idź już sobie, bo przyjechałam tu oglądać zawody, a nie słuchać jakiś żałosnych gróźb.
Te ostatnie słowa powiedziała już łamiącym się głosem, ale tamta chyba nic nie zauważyła, bo wstała.
- Jeszcze zobaczymy. - warknęła i odeszła
Oparła ręce na kolanach i schowała twarz w dłoniach. Łzy zaczęły jej lecieć. Jeszcze niedawno była dla niej miła i mówiła, żeby nie przejmowała się mamą, a teraz sama jest nastawiona przeciwko niej. W głośnikach usłyszała nazwisko swojego chłopaka. Szybko wytarła oczy i założyła okulary. Wzięła lustrzankę i nakierowała na chłopaka. Wyglądał niesamowicie, tak elegancko. Siedział poważny, wyprostowany. Jak się na niego patrzyło, było widać doświadczenie, profesjonalizm, ale i to że nie przepada za ludźmi. Był na maksa skupiony. Zrobiła tylko kilka zdjęć, bo chciała oglądać uważnie jego występ. Widziała ten każdy drobny ruch i kilka niedociągnięć. Ale i tak wydawało jej się, że był jak na razie najlepszy. Po występie wstała i zaczęła klaskać z całej siły. Była z niego mega dumna. Pod wpływem emocji nawet krzyknęła woohoooo. Odwrócił głowę i odnalazł ją wzrokiem. Nie podobał jej się ten wzrok. Bez żadnych uczyć, obcy facet. Ale to wszystko trwało ułamki sekundy. Opadła na miejsce i poprawiła włosy.
- Trochę się wygłupiłam, co? - mruknęła do Wiktorii
- Nie, czemu? - uśmiechnęła się - To było bardzo fajne.
Jeszcze jeden zawodnik i kolej Didka. Jego najbardziej się obawiała. Dlatego też oglądała go z wielkim zaciekawieniem. Oczywiście kilka fotek też zrobiła.
- Pojechał bardzo dobrze. - zwróciła się do towarzyszki - Obawiam się, że trochę lepiej niż Michał.
- Wyniki będą bardzo zbliżone do siebie. - oznajmiła Wiktoria - Oboje byli niesamowici.
Przez te występy zapomniała o tej przykrej rozmowie z Dorotą. Wiedziała, że są za sobą bardzo, ale nie aż tak, że będzie ją atakowała. Rozumie, że się o niego martwi, ale to już przesada.
Przyszedł czas na wyniki. Zeszła do barierek, bo tam była lepsza miejscówka do robienia zdjęć. Wszyscy zawodnicy wyjechali i ustawili się w rzędzie.
- Różnica między pierwszym a drugim miejscem jest minimalna. - mówił speaker
To chyba najdłuższa chwila niepewności jaką kiedykolwiek przeżyła. Kiedy usłyszała imię i nazwisko chłopaka przez chwilę stała nieruchomo. Kiedy do niej to dotarło, podskoczyła i pisnęła radośnie. Wszyscy klaskali, a Michał był nadal poważny. Podjechał do niego Didek i coś powiedział. Oboje popatrzyli się na nią i zaczęli się śmiać. Robiła im zdjęcia, bo byli radośni i widać było po nich przyjaźń. Chłopak odebrał nagrodę i zaczął kierować się w jej stronę. Pstryknęła zdjęcia i odłożyła aparat. Szeroki uśmiech zagościł jej na twarzy, jemu również. Przystanął przy niej.
- Pimpuś byłeś niesamowity. - pogładziła konia po łbie
Usłyszała chrząknięcie jeźdźca.
- Twój pan też był dobry. - przeniosła wzrok na chłopaka - Bardzo dobry.
Wspięła się na barierki, a on nachylił się i pocałował ją. Czuła się najszczęśliwsza na świecie.
- Jestem z ciebie bardzo dumna, ale to bardzo. - mruknęła
- Dziękuję. - uśmiechnął się - Muszę lecieć. Przyjdź zaraz z Wiktorią do mnie. Przez tą polankę i jestem po prawej stronie. - pokazał palcem
- Dobrze. - puściła mu oczko
Odpowiedział tym samym i odjechał. Podeszła po dziewczynę i szybkim krokiem szły do celu.
Gdy tylko zobaczyła swojego ukochanego przy koniu rzuciła się biegiem w jego stronę. Dostrzegł ją kątem oka i odwrócił w jej stronę. Radosna wskoczyła na niego, rękami objęła jego szyję, a nogami pas. Wpatrywała się zadowolona w jego oczy. Śmiały się.
- Oj młoda, młoda. - zaśmiał się i pocałował ją - Złaź, zmęczony jestem. - poklepał ją po tyłku
- To szkoda, bo miałam dla ciebie niespodziankę w domu. - poklepała jego toczek - Zróbmy sobie zdjęcie.
- Myślałem, że już chciałaś powiedzieć dziecko. - westchnął
Wzięła aparat i podała Wiktorii. Stanęła koło Michała i objęła go w pasie. Uśmiechnęła się szeroko i wpatrywała w obiektyw.
- Dobra, a teraz ściągnij toczek. - oderwała od oka lustrzankę
Posłusznie zdjął i delikatnie położył dłoń na jej plecach.
- Michał? - usłyszeli za sobą głos starszego mężczyzny
Odwrócili się w jego stronę. Był to pan Tadeusz, trener.
- Wiem, że jesteś uparty. Ale to jest ostatnia szansa, naprawdę. I tak już za bardzo się o ciebie staram. - popatrzył na teczkę, którą trzymał - Ostatni raz. - wyciągnął do niego teczkę
Ona nie wiedziała co się dzieje. Po mężczyźnie widać, że to dla niego bardzo ważne. Chłopak stał ze spuszczoną głową i kurczowo trzymał toczek. Nie chciałaby być na jego miejscu. Wiele go kosztuje ta decyzja.
- Ale trenuję siebie sam i tu na miejscu. - powiedział po chwili
Trener stał i się w niego wpatrywał.
- Dobrze. - podał mu dłoń
Tamten się uśmiechnął, uścisnął dłoń i wziął teczkę. Dziewczyna zakryła dłońmi buzię i oglądała wszystko wzruszona. Zrobił to. Pokonał swoje słabości i lęki. Dostał szansę i przyjął ją.
- Muszę ci zdjęcie zrobić! - wzięła aparat od Wiktorii - Pokazuj powołanie.
Zapozował do zdjęcia i zaraz złapał telefon. Po chwili rozmawiał z Robertem.
- Zrobiłem to. - oznajmił
- Co? Siku? - zaśmiał się tamten - To już ten wiek, że to wyczyn?
- Dzięki młody, wiesz. - mruknął - Mam powołanie do kadry. Przyjąłem je.
- Wiedziałem Michał. - powiedział łagodnie - Jestem z ciebie dumny. Serio. To kiedy pijemy?
- Wbijaj do mnie kiedy chcesz i bajlando.
- Trzymam cię za słowo szwagier. Jeszcze się umówimy. Emilka pewnie jest z ciebie cholernie dumna.
- Tak, jest. - popatrzył na dziewczynę, która patrzyła na niego z uśmiechem - Jak dobrze, że ją mam.
- Idź do niej. Dziel się z nią radością i pokaż, że naprawdę doceniasz jej wsparcie. Zobaczysz, bardzo się ucieszy.
- Dzięki. Szwagier.
- Jeszcze raz gratuluję. Baw się dobrze. Szwagier.
Rozłączył się i schował telefon. Podszedł do dziewczyny i już chciał ją przytulić, ale zza pleców doszło do niego klaskanie.
- W końcu stary. - poklepał go po plecach Didek - Teraz to zwojujemy wszystko.
- Zobaczymy.
- O i jest największa kibicka. - popatrzył rozbawiony na Emilkę - Chyba wszyscy będą już wiedzieli kto jest od Michała.
Czuła, że wychodzą jej wypieki. Spuściła głowę i walczyła ze łzami. Nie lubi jak ktoś się z niej nabija.
- Nigdy na zawodach jeszcze czegoś takiego nie widziałem. - kontynuował
Chłopak zobaczył, że dziewczyna ma dość tego, najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Podszedł do niej i objął w pasie.
- Dobra Dominik, wystarczy. - powiedział
Tamten popatrzył na dziewczynę i wywrócił oczy.
- A coś ty taka wrażliwa? - poczochrał jej włosy - Po rozmowie z siostrą Michała też się popłakałaś. Podniosła głowę i wpatrywała się w niego zabójczym wzrokiem.
- Co? - Michał popatrzył na nią
Ona milczała, nie chciała teraz o tym rozmawiać. Chciała, żeby się cieszył swoim sukcesem.
- Przed twoim występem popatrzyłem na nią, bo chciałem zobaczyć jej reakcję. A koło niej siedziała twoja siostra, Dorota jak pamiętam. I była taka ostra i w ogóle, wyglądała jakby chciała udusić Emilkę. Emilka powiedziała coś opanowana i po jej odejściu zaczęła płakać. - opowiadał, a jej robiło się słabo
- O co chodzi? - chłopak zwrócił się do niej
- Nic takiego. - szepnęła
- Emilka, jak to nic takiego? Gadaj i to już.
Wszyscy się w nią wpatrywali, a ona nie miała zamiaru o tym mówić. To jest ich sprawa. Chłopak przeniósł wzrok na Wiktorię.
- Twoja siostra powiedziała, że Emilka ma cię zostawić w spokoju, że cię rani i w ogóle. Że jest młoda i cię wykorzystuje. A Emilka jej odpowiedziała, żeby zajęła się swoim życiem i mężem i że jesteś dorosły i sam sobie decydujesz o życiu. - mówiła wszystko jak na spowiedzi
Popatrzyła na nią z żalem i łzami w oczach.
- Boże, czy wszyscy muszą wtrącać się w nasz związek?! - odsunęła się od niego - To twój dzień, chciałam żebyś był szczęśliwy. - otarła łzy - Ale jak zwykle, wszyscy wiedzą lepiej.
Odeszła od nich wkurzona szlochając. Czy ona ma cokolwiek do powiedzenia w jej związku? Każdy się wtrąca i mówi co ma robić. Na jej drodze nagle wyrosła kobieta.
- O, co się stało? - powiedziała słodziutkim głosem z szelmowskim uśmiechem
Wyminęła ją bez słowa i szła dalej. Chłopak udał się zaraz za nią. Ciśnienie mu podskoczyło kiedy zobaczył swoją siostrę i to jeszcze zaczepiającą Emilkę. Co ona sobie myśli? Jak może tak się zachowywać.
- O Michał. - zadowoliła się i wyciągnęła do niego ręce - Gratuluję braciszku.
On popatrzył tylko na nią z niechęcią i gonił dziewczę. Kiedy był koło niej, złapał jej dłoń i szli ramię w ramię.
- Możemy jechać do domu? - wyszeptała
- Jeszcze chwilę kochanie. - westchnął - Muszę załatwić parę spraw, zająć się Pimpkiem. Przepraszam.
- Rozumiem. Ja sobie pójdę i pospaceruję po okolicy.
- Jak chcesz. Chodź tu. - pociągnął ją na ławeczkę
Opadła koło niego i oparła głowę o jego ramię. Wszystko miało wyglądać inaczej. Miała być radość, świętowanie.
- Cieszę się, że tu ze mną jesteś. - powiedział - Nawet nie wiesz jak bardzo. Dziękuję Ci.
- Ta, faktycznie jest za co. - jęknęła
- Dobra, już się nie odzywam.
Zrobiło mu się przykro, bo naprawdę tak uważał i chciał sprawić, żeby poczuła się lepiej. Jej zaraz zrobiło się głupio. To rzadkość, żeby tak otwarcie mówił o swoich uczuciach. Podniosła się i przyłożyła usta do jego policzka. Objęła jego szyję i się przytuliła.
- Wiesz, że cię kocham Misiu? - usłyszał stłumiony przez szyję głos
- Tak. - pogładził jej plecy - Trzeba się zbierać. Postaram się załatwić wszystko jak najszybciej. I pojedziemy do mnie, a potem do twojej babci, tak?
- Mhm. - wstała i popatrzyła na niego
- Uśmiechnij się. - "nacisnął" jej nos - Przecież wygrałem.
Stał wesoły. Momentalnie na jej twarzy zagościł uśmiech. Wyciągnęła przed siebie zamkniętą w pięść dłoń i przybili sobie żółwika.
- Dzwoń jak będziesz kończył, żebym wróciła. - oznajmiła
- Dobrze. Uważaj na siebie.
Każde poszło w swoją stronę.Ona na wycieczkę po nieznanej miejscowości, a on czynić swoje powinności. Wyciągnęła telefon i włączyła galerię. Ich selfiaki z dzisiaj są cudowne. Najchętniej wrzuciłaby jedno na facebook'a, ale nie może. Nie chcą jeszcze ujawniać swojego związku przed chłopakami z psp. A gdyby wrzuciła ich zdjęcie, to większość by zobaczyła no i koniec tajemnicy. Jak chce to potrafi się ładnie uśmiechnąć do zdjęcia.
         Wrócili do jego mieszkania.
- A właśnie, mam coś dla ciebie. - ożywiła się i zaczęła grzebać w torebce
Po chwili wyciągnęła batona. Kiedyś wspominał, że to jego ulubiony, a że przechodziła koło sklepu podczas jej samotnego spaceru, to kupiła.
- Proszę. - wręczyła mu
- Dziękuję bardzo. - uśmiechnął się - Mój ulubiony.
Również się uśmiechnęła i rzuciła torebkę. Widziała po nim okropne zmęczenie, a sama również była padnięta. Bez słowa poszła do salonu i położyła się na kanapie. Przez drogę powrotną też mało co rozmawiali. Byli jacyś oddaleni od siebie. Ale chyba obojgu to pasowało.
- Głodna? Chcesz coś do picia? - stanął nad nią
- Nie, dziękuję.
Stał tak dalej ze spuszczoną głową i patrzył na swoje dłonie. Wyglądał na zmieszanego. Skończył swoje dumanie i powolnymi ruchami znalazł się nad nią na kanapie, a potem położył się obok.
- Jesteś z Ciebie bardzo dumna. - mruknęła zbliżając się do jego warg - Taki seksowny jesteś w tym wdzianku.
- A tak to nie jestem? - podniósł brwi
- Jesteś. - musnęła jego wargi swoimi
- Jak mi się nic nie chce. - westchnął - Nie mam siły. Najchętniej bym leżał tu już do jutra.
- To leż.- przejechała kciukiem po jego policzku
- Nie mogę. Muszę z tobą pojechać do babci. I ciebie by tu nie było.
- Nie musisz Misiu. Sama mogę pojechać, rozumiem to. I będziesz miał więcej miejsca.
- Obiecałem, to pojadę. Więc chyba najwyższa pora pójść się myć. - pocałował ją czule i wstał
Wyciągnęła telefon i weszła na fanpage Michała. Widać, że w świecie jazdy konnej jest szanowany i bardzo znany. Jego strona ma już pełno polubień i to nie tylko od polaków. Nie spodziewała się, że będzie takie poruszenie i to tak szybko. Wybrała zdjęcie, gdzie trzyma powołanie i zaczęła pisać posta. Dzisiaj 1 start i 1 miejsce. To były bardzo dobre zawody i fantastyczna rywalizacja. Trzeba było z siebie dać 200%, żeby stanąć na najwyższym stopniu. I chyba najbardziej oczekiwana rzecz wśród kibiców... Kadro, powracam! On nawet pewnie się nie skapnie, że coś zostało dodane na stronę, bo na facebook'u to on jest okazjonalnie. A żeby utrzymać kontakt z fanami, to musi przejąć stery. Miał też kilka wiadomości z gratulacjami wygranej, więc krótko odpisywała. Nie spodziewała się, że tyle jej to zajmie. Nabrała ochoty na sok pomarańczowy. Dźwignęła się i snuła się do kuchni, bo może akurat ma. Wtedy będzie najszczęśliwsza na świecie. Drzwi od łazienki się otworzyły i dostała nimi w ramię.
- Auć. - syknęła
- Matko, przepraszam! - podszedł do niej przestraszony - Przepraszam bardzo kochanie. - popatrzył na miejsce, gdzie dostała
- Nic się nie stało. Ale pocałuj.
Delikatnie przyłożyła wargi do ramienia. Musnął je kilka razy i jego pocałunki wędrowały do góry. Czując pieszczoty na szyi odchyliła głowę i zamknęła oczy. A potem ich wargi były złączone. Złapała jego szyję i wskoczyła na niego. Pragnęła go bardzo. Nawet nie wie kiedy znaleźli się na łóżku w jego sypialni. Złapała jego koszulkę i pociągnęła do góry. Zaraz jej nie było. Jego dłonie jeździły po jej brzuchu i pod stanik. W końcu może go mieć całego.
      Nadzy leżeli koło siebie. Jej noga obejmowała jego pas.
- Michał. - szepnęła i przejechała palcem po jego twarzy
- Słyszałem to chyba z milion razy przez ostatnie minuty. - zaśmiał się
- Ja tu chcę być romantyczna, a tu o. - powiedziała niby z żalem, ale śmiała się - Dobra, wstawaj stary. Trzeba jechać. - klepnęła go w tyłek i rozległ się plask. Zaczęła się śmiać na cały głos i wygrzebała się z łóżka. Wzięła swoje ciuchy i poszła do łazienki. Tam doprowadziła się do ładu i mogła wyjść. Chłopak wychodził z sypialni. Jej się przypomniało jak chodziła na capoeire i taki jeden szczególny ruch. Doskoczyła do niego i wykonała wszystko tak jak na treningach. Nie spodziewała się, że wszystko pójdzie tak idealnie i chłopak huknął na kafelki. Przyłożyła dłonie do ust, ale bardzo chciało jej się śmiać. Jemu jednak w cale do śmiechu nie było. Miał grymas na twarzy i złapał się za plecy.
- Kurwa, Emilka! Normalna jesteś? - warknął
- Przepraszam. - uklękła koło niego - Przepraszam bardzo. Ja nie wiedziałam, że tak wyjdzie.
- Ale wyszło.
Jeszcze chyba nigdy nie widziała go takiego wkurzonego. Plecy na serio go bolały. Nie mógł się podnieść. Leżał dalej.
- Michał, ja naprawdę przepraszam. - złapała jego dłoń.
- Zostaw mnie. - burknął i wyrwał rękę krzywiąc się przy tym.
Zebrały jej się łzy i szybko wstała. Pozbierała swoje rzeczy do torebki i zakładała buty. Pociągnęła nosem i poprawiła włosy.
- Gdzie idziesz? - zapytał
- Jadę do babci.
- Czym?
- Busem, a czym? - była na niego wkurzona
Przeprosiła i chciała pomóc, a on z nerwem ją odpycha.
- Przecież w niedziele nie ma do ciebie busa, ani do twojej babci. - powoli podniósł się
- Pojadę do wioski obok, żaden problem. Przejdę się,
- Jadę z tobą.
- Nie musisz. Zostań i odpocznij sobie. - złapała za klamkę
- Chcę jechać i koniec. - powiedział ostro
Teraz będzie musiała znosić go zfochowanego. Jak ona tak do niej, to ona też. Sam zaczął wojnę. Wyszli z mieszkania i zeszli do samochodu. Wsiadła do niego i wiedziała co teraz musi zrobić. Z całej siły pociągnęła za sobą drzwi. Sama nie wiedziała, że będzie taki trzask.
- Emila, kurwa. Przesadzasz.
Twarz miała kamienną, ale w środku się śmiała. Dopiero co pogodzili się, a tu już kolejna kłótnia. W sumie nie kłótnia, ale obrażanie się na siebie. Trochę to już jest męczące.
       Podjechali pod dom babci. Szybko wyszła i nie czekając na niego udała się do środka. Jednak szybko znalazł się koło niej. Zapukała drzwi i weszli.
- Dzień dobry. - przywitała się radośnie
- Dzień dobry. - powtórzył za nią chłopak
-  A dzień dobry, dzień dobry. - uśmiechnęła się babcia
- To mój chłopak Michał. - przedstawiła im
Przywitali się, a także z jej rodzicami i Robertem. Ten ostatni gratulował i cieszył się z osiągnąć strażaka.
- Zjecie obiad? - zapytała babcia
- Nie, dziękujemy. Dopiero co jedliśmy.- uśmiechnęła się - Ale kawki się napijemy. Chcesz? - zwróciła się do ukochanego
- Poproszę.
Podeszła do szafki i wyciągnęła szklanki. Z drugiej wzięła kawę i nasypała odpowiednią ilość. Tylko poczekać na wodę. Usiadła koło brata na kanapie i klepnęła go w nogę.
- Jak tam dzień minął? - zapytała
- Spokojnie. Ale ty miałaś sporo emocji, co? Wygrana Twojego mana i jeszcze powołanie do kadry. No no no.
- Ta. - westchnęła
  Siedzieli na dworze już jakiś czas i w ogóle się do siebie nie odzywali. Przeglądała internety, kiedy rozbrzmiał się dźwięk messengera. Ujrzała zdjęcie Józka i prędko odebrała.
- Hej Józio! - przywitała się radośnie - Co tam u ciebie słychać?
- A w porządku. Zadomowiłem się tu na dobre. Jest wspaniale. Zawsze marzyłem o pracy astronoma, ale ta przerosła moje oczekiwania. Mogę umierać. - zaśmiał się - A ty wyglądasz pięknie. Młodniejesz zamiast się starzeć.
- Dziękuję. - zarumieniła się - A ty zmieniłeś fryzurę! Coś ty zrobił? - piszczała
Radośni rozmawiali ze sobą. Ciągle mieli tematy i co chwilę się śmiali. Popatrzyła przelotnie na swojego chłopaka i zobaczyła, że jest już mega wkurzony. Nie przejęła się tym, jest zołzą. On miał ochotę rozszarpać tego Józka. Świetnie się dogadywali i rozmawiali prawie o wszystkim. Dotarło do niego, że chyba lepiej pasuje do byłego niż do niego. Są z tego samego wieku i jednak łatwo im się rozmawia. Nie dość, że jest na nią wkurzony, to jeszcze to. Wie, że robi to specjalnie. Jednak, to go zabolało. Szkoda, że jej rodzice już pojechali, tak przynajmniej mógłby porozmawiać z Robertem, a tak siedzi sam i słucha ich wesołych rozmów.
- Jedziemy? - zapytała go
Kiwnął głową i wstał. Pożegnał się z dziadkami i poszli do samochodu.
Zatrzymał się pod jej domem.
- Dzięki. - mruknęła i otworzyła drzwi
- Nawet nie zapytasz czy chcę do ciebie wejść? - powiedział smutny
Zaskoczył ją. Znieruchomiała i popatrzyła na niego.
- A chcesz?- wydusiła z siebie
- Jak pytasz to z łaski, to daruj sobie.
- Michał co z łaski? - wysiadła - Idziesz czy nie?
Odpiął pasy i opuścił pojazd. Szedł zaraz za nią, chociaż nie wie dlaczego. Jest już tym cholernie zmęczony i nie ma zamiaru dalej siedzieć w tej toksycznej atmosferze. Weszli do mieszkania i ściągnęli buty. W salonie siedziała mama i czytała gazetę. Nie chcieli jej przeszkadzać, więc poszli do jej pokoju. Rzuciła swoją torebkę na ziemię i położyła się na łóżku. On stał na środku ze spuszczonymi ramionami. Kątem oka dostrzegł, że na ścianie coś wisi. Duża ramka a w nim zdjęcie. Jego. Wysłał jej z akcji, gdzie widać tylko jego oczy. Podszedł bliżej i przyglądał się mu. Nie czuje się mężczyzną na tym zdjęciu. Tamten jest silny, odważny, ale i kochający. To wszystko można wyczytać z oczu. Popatrzył na dziewczynę. Była smutna, chociaż za bardzo nie widział jej twarzy, bo leżała na brzuchu. Kucnął przy niej i pogładził delikatnie jej plecy, a usta przyłożył do jej czoła. Potem schował twarz w jej włosach. Poczuł jak się przekręca i łapie go za szyję.
- Przytul mnie. - szepnęła
Położył się koło niej i mocno przytulił. Nie mógł wytrzymać i zaczął ją całować. Nie potrafił przestać. Pukanie do drzwi. To ich dopiero rozdzieliło. Odwróciła się do niego tyłem, ale była wtulona, a on objął ją ramieniem.
- Proszę. - powiedziała
Wszedł jej młodszy brat.
- Mogę? - zapytał.
- Tak, siadaj. - kiwnęła głową na krzesło - Co tam?
- Masz może jakąś torbę podróżną? - zapytał - Albo taki plecak.
- No mam, ten co miałam we Włoszech. - odparła
- A pożyczyłabyś mi?
- Jasne.
Niechętnie wstała i podeszła do szafy. Po chwili szarpania, wygrzebała go.
- Może być?
- Tak, super.
- Czeka, sprawdzę czy żadnych niespodzianek nie ma. - zaśmiała się
Plądrowała każdą kieszeń i w ostatniej na coś natrafiła. Wyciągnęła dwa pudełka prezerwatyw. Jedno już otwarte. Stała z nimi nieruchomo. Nie lubi takich sytuacji, czuje się niezręcznie. Z resztą każde z nich woli unikać tego tematu, nie lubią o tym rozmawiać, czy żartować. Była niezręczna cisza. Jeszcze to wszystko przy młodym. Zawstydziła się. Każdy tylko patrzył na jej ręce.
- Twoje pamiątki z Włoch. - rzuciła je chłopakowi przerywając ciszę.
- Faktycznie. - wziął je - Kompletnie o nich zapomniałem, bo dawno cię u mnie nie było.
Wystawiła mu język i podała torbę młodemu.
- O masz młody. - rzucił mu dwie sztuki - Żebyś nie płakał, że niczego nie przywiozłem ci z Włoch. Warto być przygotowanym.
- Dzięki. - zaśmiał się
- Dlaczego jedne są otwarte? - zmarszczył brwi Michał
- Pewnie używałeś. - wzruszyła ramionami i usiadła koło niego
Leżał chwile w zadumie, po czym uśmiechnął się.
- Racja.- powiedział radosny
- Połóż się na plecy, to ci zrobię masaż tych twoich pleców.
Posłusznie wykonał polecenie, a ona usiadła na nim i podwinęła jego koszulkę. Naciskała w różnych miejscach i gładziła.
- Cudownie. - mruknął w poduszkę
- Jesteście niemożliwi. - zaśmiał się brat - Wy chyba wyznajecie zasadę: dzień bez kłótni - dzień stracony, co?
- Uwierz mi, ale potrafimy wytrzymać dzień bez sprzeczek. - puściła mu oczko
- Ale wy mimo to, bardzo się kochacie. To jest cudowne. - Dobra, idę. Nie przeszkadzam. Dzięki za prezent.
Michał pokazał tylko kciuka, a tamten wyszedł. Nie mogła się powstrzymać i wjechała dłonią pod jego bokserki.
- Emilia. - pisnął, na co ona zaczęła się śmiać
Reszta masażu przebiegła normalnie.
- Emilka, macie gości. - usłyszeli głos mamy
Popatrzyli na siebie ze zdziwieniem i wyszli do salonu. Stała tam Ania z Tomkiem.
- Hej. - przyjaciółki rzuciły się na siebie
- To my tak już oficjalnie. - wyciągnęła białe koperty z torebki - Chcieli byśmy zaprosić was na nasz ślub. Mam nadzieję, że wszyscy przyjdziecie.
Osobna koperta dla rodziców, osobna dla Roberta i osobna dla niej. Szybko wyciągnęła kartkę. Bardzo skromna, ale piękna. Otworzyła i czytała. Mamy zaszczyt zaprosić Emilkę i Michała.
- Nasze pierwsze, wspólne zaproszenie. - pokazała chłopakowi
Oczywiście goście zostali na dłużej. Miło rozmawiali.
- To co szykuje się coś? - poruszał brwiami Michał
- Nie, a czemu miało by się coś szykować? - zapytała Ania
- Zaraz ślub, więc to chyba oczywiste.
- A czy ty po swoim ślubie coś zdziałałeś? - podniósł brwi Robert
- Wygrałeś. - powiedział szybko
Wzrok rodziców zdradzał zaskoczenie. Jeszcze nie było kiedy im o tym powiedzieć.

  - Zostaniesz u mnie na noc? Prooooszę. - zrobiła maślane oczy
- Może następnym razem? Teraz to ty wstaniesz rano i pójdziesz do pracy, a ja zostanę sam z twoimi. - mruknął - A nie mam zamiaru wstawać tak szybko, żeby z tobą jechać, bo chcę się wyspać.
- No dobrze. - pocałowała go - To może w sobotę?
- Zobaczymy młoda- zaśmiał się - Będę jechał.
Odprowadziła go do drzwi.
- Jedź ostrożnie. - złapała jego dłoń
- Jasne. - dał jej buziaka - Pa.
- Pa.
Wchodząc do salonu rodzice utkwili w niej wzrok. Stanęła i patrzyła na nich zdezorientowana.
- Jeśli chodzi wam o Michała, to tak był w małżeństwie. - powiedziała
- Dziecko, przecież on jest rozwiedziony. - mlasnęła mama - I co, zamierzacie żyć całe życie na kocią łapę??
- Nie wiem, nie rozmawialiśmy jeszcze na takie tematy. Ale ja bym chciała z nim wziąć ślub, mam nadzieję że on też.
- Ale jak? Przecież ma rozwód.
- A kto wam powiedział, że to był ślub kościelny? - zdenerwowała się - Był tylko cywilny i nie mam zamiaru rozmawiać więcej na ten temat.

środa, 10 lipca 2019

Rozdział 31

        Jak zawsze budziła się w nocy i musiała iść do toalety, tak tej nocy czegoś takiego nie było i wstała rano sama z siebie. Obejmowała ramieniem ukochanego. Jej misiek. Uśmiechnęła się sama do siebie i przycisnęła twarz do jego pleców. Najchętniej by została tu w łóżku z nim cały dzień. Nie nacieszyła się jeszcze. Ale praca wzywa. Niechętnie oderwała się od niego i mocno przeciągnęła. Sięgnęła po telefon i popatrzyła na godzinę. 10 minut do jej ustawionego budzika. Wyłączyła go, żeby nie obudził chłopaka i zwlokła się z łóżka. Jej pierwszym celem była toaleta. Tam załatwiła poranne sprawy i zaraz była już w kuchni. Ciągle ziewając i jeszcze z przymrużonymi oczami szperała w lodówce za jakimś śniadaniem. Rano nigdy nie ma na nic ochoty, dlatego gdy zobaczyła jogurt, ucieszyła się. Lekkie i smaczne do jedzenia. Wzięła łyżeczkę i przysiadła na krześle. Wpatrywała się w krople deszczu spływające po szybie. Może padać, nie planowała żadnej aktywności na świeżym powietrzu. Dobrze, już dawno nie padało, a deszcz potrzebny. Przyda się trochę odpoczynku od tych upałów, bo ile można. Musi wynaleźć jakąś koszulkę, a obawia się, że nie ma u Michała żadnej. Po cichu weszła do sypialni i otworzyła jego szafę. Po przeszukiwaniach potwierdziła swoje obawy. Wybrała jakąś jego koszulkę i wzięła do prasowania. Może nie będzie tak źle. Szybko doprowadziła ją do ładu i poszła do łazienki. Wszystko się okaże. Koszulka była sporo za duża. Kombinowała jak mogła. Podwinęła rękawki, koszulkę wpuściła w spodenki i jakoś wyglądała. Włosy spięła w koński ogon i zrobiła lekki makijaż. Pora na poranne sprawdzanie co się w świecie dzieje. Wślizgnęła się do pokoju i wzięła telefon. Wyciszyła wszystkie dźwięki i przeglądała media społecznościowe. Chłopak przekręcił się na drugi bok, ale nadal spał. Zatrzymała na nim wzrok. Tak słodko wyglądał. Kiedyś Hugh Jackman dodał posta, że jeśli komuś nie wierzysz, że ma tyle lat, to musisz zobaczyć go podczas snu. Teraz tak patrząc na chłopaka, faktycznie dałaby mu 30 lat. A tak normalnie z kilka mniej. Uśmiechnęła się i wzięła się za facebooka. Denerwuje ją ciągłe dodawanie zdjęć matek dzieci i komentowanie wszystkiego. Lubi za to śmieszne filmiki i na taki też trafiła. Zaśmiała się bezgłośnie, żeby nie obudzić chłopaka.
- Co cię tak śmieszy? - dotarło do niej mruknięcie
Uśmiechnięta odłożyła telefon i podeszła do łóżka. Przykucnęła i zanurzyła palce w jego włosach.
- Hej kochanie. - szepnęła i usiadł koło niego
- Hej. - uśmiechnął się i podniósł na rękach - ładna koszulka.
- Prawda? - przygładziła ją - Nie jesteś zły, że ją wzięłam?
- Okropnie. - usiadł - Chyba muszę cię jakoś ukarać...
- Już się boję. - poruszała brwiami, oplotła jego szyję i usiadła na nim
Położył dłonie na jej tyłku i wpatrywał się w jej oczy.
- Muszę iść do pracy.-mruknęła
- Jeszcze chwilkę. - zaczął całować jej szyję
- Misiu. - jęknęła i pociągnęła go za włosy
Kiedy popatrzył na nią, zatopiła swoje wargi w jego. Takie powitania lubi.
- Cierpiałeś przeze mnie, prawda? - przytuliła się do niego
- Pięknie wyglądasz. - przejechał palcami po jej plecach, co wywołało u niej ciarki
- Kochanie. - wyprostowała się - Nie zmieniaj tematu. Wiem, że ty jesteś mężczyzną i musisz być twardy. Ale nie zawsze. Dla mnie jesteś bardzo odważny i męski. Czuję się przy tobie bezpiecznie. Ale czasami możesz się złamać i nie udawać  że wszystko jest okej. Nie odbiorę tego jako że jesteś mięczakiem i w ogóle. Wtedy będę wiedziała, że mi ufasz i czujesz się swobodnie, bo otwierasz się przy mnie i mówisz o swoich problemach.
- Tak, tak. - westchnął - Ale może innym razem, okej?
- Kiedy tylko będziesz chciał. - złożyła pocałunek na jego czole - Jakie masz plany na dzisiaj?
- Pojadę do fryzjera...
- Co? Nieee.-złapała jego twarz - Tak słodko wyglądasz.
- Daj spokój. Już taki zarośnięty jestem. A poza tym jest gorąco.
- Ale nie tak bardzo krótko.
- Tak bardzo krótko.
- No ej. - pisnęła
- Wiesz, że cię kocham. - dał jej buziaka
- Dzisiaj się nie zobaczymy, jutro też nie, bo masz służbę, nie?
- Nie mam. - uśmiechnął się
- Jak to?
- Tak to. Mam nadgodziny do wybrania, to wziąłem sobie sobotę wolną.
- Tak mi mów. - przytuliła się do niego - Chyba muszę iść.
Objął ją mocno i siedział w bezruchu.
- Będę tęsknić. - burknął
- Ja też Misiu. Ale jutro się zobaczymy.
Puścił ją, a ona zeszła z niego i stanęła na ziemi. Poprawiła koszulkę i wzięła torebkę.
- Fajnie wyglądasz w tej stylizacji. - jego delikatny uśmiech i radosne oczy zdradzały, że naprawdę tak myśli.
- Ta, gdyby nie te grube ręce i nogi, może byłoby lepiej. - westchnęła i poszła ubierać buty
- Głupoty gadasz. - puścił jej oczko i podszedł do niej
- Pewnie chciałeś jeszcze pospać. - rzuciła
- Spanie bez ciebie, to już żadna przyjemność.
Uśmiechnęła się szeroko i przytuliła do niego.
- Odpocznij sobie. - pogładziła go po plecach
- Dobrze. - pocałował ją w głowę
- Pa. - pocałowała go i otworzyła drzwi
- Pa.
Bardzo nie chciała od niego wychodzić. Gdyby poprosiłby ją teraz, żeby została, to bez wahania by to zrobiła. Była już na czwartym stopniu, kiedy usłyszała swoje imię. Odwróciła się do niego z nadzieją.
- Nie zapomniałaś czegoś? - uśmiechnął się
Podniosła brew i zadowolona patrzyła na niego. Rozniosło się strzelanie zamka i po chwili drzwi po prawej się otworzyły. Wyszedł jakiś młody mężczyzna.
- Telefon. - pokazał jej chłopak - Cześć. - zawrócił się do tamtego
- Siema. - podszedł do Michała i podali sobie dłonie
To ten głos. To do niego zadzwoniła i otworzył jej drzwi. Odwrócił się do niej, a ona ruszyła do nich.
- Hej. - uśmiechnęła się zawstydzona i podeszła do ukochanego
- O cześć. Maciek jestem. - wyciągnął do niej rękę - Żebyś wiedziała na przyszłość, jak do mnie zadzwonisz. - zaśmiał się
- Ha ha ha. - uścisnęła ją - Emilka.
- Czekaj, co? - zapytał zdziwiony Michał.
- No bo wczoraj jak wróciłam do ciebie to zadzwoniłam do Maćka i nie byłam tego świadoma. Wkurzyłam się jak powiedział, że pomyłka i miałam ochotę cię udusić za takie gierki, ale dotarło do mnie że to nie twój głos. - westchnęła - A teraz wybaczcie, ale serio jestem spóźniona. Ubierz się jak zamierzasz paradować po korytarzu. - popatrzyła w dół, bo był w koszulce i bokserkach - Pa. - dała mu buziaka i wzięła telefon. - Miło było poznać.
- Mi również.
Mimo dobrego humoru, to dłużył jej się pobyt w pracy. Nie było ciekawych zajęć, prawie nic nie miała do roboty, ale musiała udawać, że czymś się zajmuje. Kiedy widziała, że Karolina nie zwraca uwagi na to co robi, tworzyła fanpage psp. Miała to robić w domu, ale po co skoro można tutaj... W pewnym momencie Karolina wyszła do toalety. Złapała szybko za telefon i wybrała numer do ukochanego. Odebrał po drugim sygnale.
- No co tam kochanie? - usłyszała jego delikatny, radosny głos
- Karolina poszła do toalety, to korzystam z okazji. Takie dzisiaj nudy, że masakra. - westchnęła - A ty jak tam? Jakie plany po fryzjerze?
- Dzisiaj mam dzień lenia. - oznajmił - Właśnie wszedłem do mieszkania, jestem już po.
- Takiemu to dobrze. - jęknęła - A właśnie. Wiesz, że jutro jedziemy do Agaty, bo ma urodziny?
-Co? Pierwsze słyszę.
- No to już wiesz.
- Młoda, ale ja nie wiem czy dam radę.
- Jak to?
- Tak to. Mam trening. I do tego jeszcze trochę poćwiczę z Wiktorią, no i Ania ma jazdę.
- Fajnie, że z innymi tak chętnie jeździsz, niż z własną dziewczyną. - mruknęła
- Co? O co ci teraz chodzi? - słyszała irytację w jego głosie
- No bo jak Ania do ciebie zadzwoniła, to powiedziałeś, że zawsze masz czas i może wpadać kiedy chce. A jak ja tobie powiedziałam, że chętnie bym pojeździła i w ogóle, to jeszcze żadnej propozycji nie dostałam.
- Matko, Emilka. Mówisz kiedy chcesz jeździsz i masz.
- A nie przyszło ci do głowy, że miło by było zaprosić dziewczynę? Doskonale wiesz, że nie lubię się narzucać i wpraszać. Więc ja nie wiem kiedy ci pasuje, a kiedy nie. - była już lekko wkurzona i podchodziły jej łzy
- Przyjedź jutro, to razem pojeździmy.
- Wow, jakże to szlachetny czyn z twojej strony. - powiedziała sarkastycznie - A po za tym kiedy? Jak jadę na urodziny Agaty. I jeszcze tort muszę dla niej upiec.
- Ania ma jazdy od 13 do 14, potem ja mam trening. Mogę skończyć szybciej i pojedziemy na urodziny. A tort upieczesz rano.
- Tak, bo marzyłam właśnie o tym, że w jednym dniu w jakim mogę się wyspać, wstanę raniutko żeby robić tort.
- No to co ja ci na to poradzę? Powiedz kiedy ci pasuje, to cię zabiorę.
- Nagle teraz chcesz mnie zabrać, wow. W niedzielę.
- Odpada. Mam zawody.
- Aha, miło że mi o tym powiedziałeś.
- A ty mi powiedziałaś o urodzinach Agaty?
Do biura weszła koleżanka.
- Michał, wiesz że jestem w pracy i nie mogę rozmawiać. Zadzwoń później. - rozłączyła się
Była w duchu wdzięczna koleżance, za to że wróciła. Robiło się nieciekawie. Ona już płakała, kolejna ich kłótnia, a przecież dopiero co się pogodzili. Odłożyła telefon i wzięła głęboki wdech. Nie może pokazać po sobie, że jest w rozsypce. Uśmiechnęła się do koleżanki i zaczęła układać papiery. Znowu przez nią mięli spięcie. Musiała go zaatakować, zamiast przemilczeć sprawy. Szybko wzięła telefon i napisała sms'a. Przepraszam i wysłała do chłopaka. Żadnej wiadomości, a przecież dopiero co rozmawiali. Pewnie jest na nią wkurzony i nie ma ochoty z nią gadać. Jeszcze bardziej ją dobija.
Cały dzień nie dostała odpowiedzi. Dzwoniła do niego jeszcze kilka razy i nic, nawet nie odebrał. Jak zwykle musiała wszystko popsuć między nimi.
Była padnięta już po 21,więc położyła się spać. Jednak sen nie przychodził, bo za dużo myślała o tym wszystkim. Włączyła telewizor z nadzieją, że pomoże. Akurat leciała komedia romantyczna, którą widziała milion razy i kolejny milion może ją oglądać. Ten spokój przerwał dzwonek telefonu. Usiadła prosto, jak oparzona, bo nie wiedziała co się dzieje. Wzięła telefon i ujrzała zdjęcie chłopaka. Szybko przeciągnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła do ucha.
- Halo? - powiedziała niepewnie
- Co tam kochanie? Mam nadzieję, że nie śpisz. - usłyszała jego delikatny głos
- Nie, coś nie mogę zasnąć. - mruknęła
- Przepraszam  że dopiero teraz dzwonię, ale cały dzień nie miałem przy sobie telefonu. Jak wróciłem, to poszedłem sobie robić jedzenie. Po tym wpadła Monika z dzieciakami, że nie ma z kim ich zostawić, a muszą z Mariuszem gdzieś jechać. No to zostałem z nimi, poszliśmy na plac zabaw i wiele innych. Generalnie cały dzień nie było mnie w domu, a telefon został. Teraz dopiero zobaczyłem, że pisałaś i dzwoniłaś. - tłumaczył się - Przepraszam cię. Wiem, że ty zaraz bierzesz wszystko do siebie...
- Przez cały dzień myślałam, że jesteś na mnie wkurzony. - pociągnęła nosem
- Młoda, już jestem przyzwyczajony do twoich złości. - zaśmiał się
- Misiu. - szepnęła - Brakuje mi ciebie.
- Jak miło mi to słyszeć. - czuła że się uśmiecha - Też mi jakoś tu pusto. Może jutro po urodzinach do mnie wpadniesz?
- A dlaczego nie ty do mnie?
- No bo. - zawiesił się - Twoi rodzice są i w ogóle.
- To żeś teraz wymyślił. - śmiała się
- Dobra, zobaczymy. - oznajmił
 
       Wstała o 9 i nie była zbytnio zadowolona. Jedyny dzień, w którym może pospać i poleniuchować w łóżku, a tu musi tak się zrywać. Chce zdążyć na jazdy Ani, bo sama z chęcią pojeździ. Przygotowała stanowisko w kuchni i wzięła się do pracy. Postawiła na klasyczny ciemny biszkopt przekładany masą o smaku malinowym. Na wierzchu będzie rozłożona masa cukrowa, a na samej górze ulepi książkę, ponieważ Agata uwielbia czytać. Ukręciła biszkopta w mgnieniu oka i już leżał w piekarniku. W tym czasie wzięła się za książkę. Musi wyglądać ładnie. Wszystko robiła ostrożnie, zwracając uwagę na najmniejsze szczegóły.
Po 3 godzinach zmagań wszystko było gotowe. Zapakowała torta w pudełko i schowała do lodówki. Szybko się przebrała i już była w samochodzie. Tak wielką ochotę ma przytulić swojego chłopaka, jak nigdy.
Zaparkowała samochód przed ośrodkiem i zadowolona wyskoczyła z samochodu. W końcu go zobaczy. Nucąc sobie piosenkę pod nosem maszerowała w stroję stajni. Do tego ośrodka należy ładna restauracja. Ładny widok, bo w niej jest duża szyba za którą jest hala do treningów, a przez inne okna można oglądać treningi na zewnątrz. Nigdy tam w środku nie była. Popatrzyła do środka, czy ktoś o tej porze tam jest. Siedziało kilka osób. Jednak jedna szczególnie ją zaciekawiła. Tak jakby skądś go znała. Ostrożnie podeszła bliżej, żeby upewnić się w swoim myśleniu. Tak, to zdecydowanie on. Uśmiechnięta weszła do budynku i podeszła do mężczyzny siedzącego przy stoliku, gdzie jest świetny widok na podwórkowe treningi.
- A którz to nas zaszczycił swoją osobą. - powiedziała to przystając.
Tamten szybko odwrócił się do niej i popatrzył przestraszony. Na jej widok jednak się rozluźnił i szeroko uśmiechnął.
- Hej! - wstał, żeby ją przytulić
- Cześć Didek. - poklepała jego plecy - Co cię tu sprowadza?
- Twój mężczyzna. - wskazał palcem na postać za oknem
Stał tam na środku placu i patrzył na jazdę jakieś dziewczynki. To chyba ta Wiktoria. Widać, że chce dostrzec wszystko i uważnie się przygląda. Od czasu do czasu coś powie, pokaże. Jest w swoim żywiole.
- Co zrobił? - zaśmiała się
- Jest dobry. Kadra na niego czeka. Trener Tadeusz też przyjechał, ale on przyjdzie dopiero na jego trening.
- On zaczyna dopiero jakoś o 14. - oznajmiła - Czyli nie żartował z tym fryzjerem. - westchnęła
- Co?
- Ściął włosy, a wyglądał już tak słodko.
- Faktycznie dramat. - zaczął się śmiać - Co tam u Ciebie?
- W porządku. Wszystko jakoś leci powoli. Wiesz, praca dom, praca Michał i tak ciągle...
- Praca?
- Tak, dostałam w PSP. - uśmiechnęła się lekko
- Ooo, tam gdzie Michał??
- Tak
- No to gratuluję. - wystawił rękę, żeby przybić piątkę
Z radością to robiła. Przez okno zobaczyła, że do jazdy szykuje się kuzynka.
- Zaraz jedziemy w teren. - powiedziała
- Spodobało ci się, co? - patrzył na nią z uśmiechem
- Tak, bo uwielbiam patrzeć na szczęśliwego Michała.
- Myślisz, że wróci?
- Nie wiem Dominik. - szepnęła i usiadła koło znajomego - On nie rozmawia ze mną na takie tematy. Ogólnie nie mówi o sowich uczuciach i rozterkach. Wszystko załatwia sam. Ale wydaje mi się, że tęskni za tym.
- Cały on.
Wpatrywała się w podskakująca na koniu kuzynkę i jej zadowoloną twarz. Już dawno nie jeździła na pewno wspaniałe uczucie powrócić do swojej dawnej największej miłości. Chłopak gdzieś zniknął. Może poszedł do stajni.
- Na długo tu zostajesz? - zapytała
- We wtorek rano wyjeżdżam.
- To może spotkamy się w poniedziałek? Pogadamy na spokojnie.
- Chętnie.
- Dobra Didek. - klepnęła go w udo - Muszę lecieć bo mój książe na rumaku przyjechał. - zaśmiała się i wstała - Jeszcze się zgadamy co do poniedziałku. Pa.
- Pa. Emilka?
Odwróciła się do niego.
- Tylko nic mu nie mów, że tu jesteśmy.
Puściła mu oczko i opuściła lokal. Już nie mogła się doczekać, aż go przytuli. Uśmiechnięta zmierzała w jego stronę. On był pochłonięty oglądaniem Ani w akcji. Dawała radę. Pimpek grzecznie stał koło pana. Zaszła chłopaka od tyłu i dźgnęła go palcem w bok. Odruchowo odsunął się i odwrócił w jej stronę. Na jej widok szeroko się uśmiechnął.
- Przyjechałaś. - szepnął
- Oczywiście. - uśmiechnęła się i mocno przytuliła do niego.
Zamknął ją w swoim uścisku i położył głowę na jej. Ona wtulona w jego tors czuła się wspaniale. Zamknęła oczy i dalej się uśmiechała. Jego ciepło, zapach i obecność.
- Jedziemy ? - mruknął
- Mhm
Niechętnie się od niego oderwała i popatrzyła na niego, a on na nią. Posłał ten cudowny uśmiech, co na początku ich znajomości i schylił się, żeby ją pocałować. Przymknęła oczy i czekała na jego wargi. Po chwili już je czuła.
- Brakuje mi tych twoich włosów. - przejechała palcami po jego króciutkiej fryzurze
- Odrosną. - pociągnął za jej warkocze
- Ale nadal jesteś najseksowniejszym i najprzystojniejszym mężczyzną na świecie.
- Nie podoba ci się, prawda?
- Nie że mi się nie podoba. - złapała jego dłoń - Wolę cię jak masz je trochę dłuższe. Ważne, żeby tobie było dobrze, staruszku mój kochany.
- Będziesz coś chciała. - wcisnął jej byle jak toczek na głowę i odwrócił się do Pimpka.
Uśmiechnęła się pod nosem i założyła dobrze ochronę na głowę.

Jeździła już swobodnie, bo poznała konia i wyczuła co i jak. Wspaniale było wrócić do siodła po takim czasie przerwy. Z jednej strony fajnie, że ma takiego znajomego i może na luzie jeździć. W sumie, to zaszczyt. Ale z drugiej strony czuje się głupio wobec Emilki. Wie, że się pokłócili i trochę bardzo jest na niego wkurzona. Wydaje jej się, że mogą już jechać. Podniosła głowę i odszukała trenera. Stał kilkanaście metrów od niej koło konia z jakąś dziewczyną. I to jeszcze ją przytulał i nie było to zwykłe przytulanie. Zamurowało ją. Jak mógł to zrobić Emilce? Biedna. Ona strasznie go kocha, a on jeszcze nową siksę przyprowadza na ich trening. I będzie z nimi jechała, bo podał jej toczek. Teraz już mu nie daruje. Pierwszy i ostatni raz do niego przyszła.

Już wiedziała jak wdrapywać się na konia, więc poszło jej to szybko i sprawnie. Zaraz za nią usiadł chłopak. Czuła go tak blisko. Ręce wsunął pod jej i złapał lejce. Odchyliła się na tyle ile mogła i dała mu buziaka.
- No to wio. - mruknął i ruszyli w stronę przyjaciółki
- Hej. - przywitała się radośnie
Tamta jeździła dalej poważna nie patrząc na nich. - Heeej. - powtórzyła tym razem głośniej
Ania przeniosła niechętnie na nią wzrok. Jak ją zobaczyła,  zrobiła wielkie oczy i się szeroko uśmiechnęła.
- Hej. - podjechała do nich - To wy pogodzeni?
- Tak wyszło. - zaśmiała się i oparła się o chłopaka
- Nic się nie chwaliłaś. - westchnęła
- Nie było kiedy. Jedziemy?
Pokiwali głowami i ruszyli spokojnym krokiem w stronę lasu. Delikatnie się kołysała objęta ramionami ukochanego. Mogłaby tak jeździć wieczność. Pod drzewami było fajnie chłodno. Rozmawiali sobie na różne tematy, było dużo śmiechu. Fajnie tak spędzić czas z ważnymi dla ciebie osobami. Nawet jechali galopem. Wtedy czuła jak Michał mocno ją trzyma. Ten wiatr we włosach... Jedak nie mogła przestać myśleć o tym, że czuje jego i bardzo go pragnie. Na myśl przyszła jej głupi pomysł.
- Michaaał. - zaczęła
- Tak?
- A jakbym odwróciła się przodem do ciebie i usiadła na tobie, to by były dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Co? - nie widziała go, ale wiedziała że marszczy brwi, tak samo kuzynka
- No patrz, jedziesz kłusem to się podskakuje, jakbym na tobie siedziała... To by zadziałało?
- Dziecko drogie. - buchnął śmiechem - Skąd ty masz takie pomysły?
Wzruszyła ramionami i patrzyła przed siebie. Kuzynka też miała niezły ubaw.
- W prawdzie mówiąc, to nie wiem. - przysunął się do niej jeszcze bardziej - Ale możemy spróbować.
- Taa? - uśmiechnęła się złowieszczo - Ale to nie przy ludziach.
- Dobra gołąbeczki. - przerwała im Anna - Dawać selfiaka.
Popatrzyli się na wyciągnięty telefon dziewczyny. Uśmiechnęli się i poszło kilka fotek.
Pojechali do stajni, tam zostawili Tesę, na której jeździła Ania i zmienili siodło Pimpka. Chłopak pojechał już trenować, a ona poszła odprowadzić kuzynkę.
- Chyba będę częściej tu wpadała. Dużo Michał bierze za godzinę? - stanęła przy samochodzie
- Niee, jakoś mało. A dla ciebie pewnie jakąś zniżkę walnie, to w ogóle. - uśmiechnęła się
- Przecież on by mógł trzepać taką kasę... Jest podwójnym mistrzem Europy, prawie świata! Najlepszy polski jeździec, a on nic.
- Cały Michał. Ale wiesz, dopiero zaczyna, nie wiadomo czy będą jacyś chętni. A ja już mam wyrzuty sumienia, bo to ja mu powiedziałam, żeby zmienił pracę. Teraz już tylko ciągnie na zarobkach strażaka, a one serio są masakryczne. Ma ciągłe wydatki to Pimpek, to plakaty, to paliwo. Zamiast być lepiej jest gorzej.- ze łzami w oczach spuściła głowę.
- Ej, wszystko będzie dobrze. - przytuliła ją - To chyba też jego decyzja i jakby nie był gotowy, to by za to się nie brał.
- No chyba tak. - westchnęła - Ale i tak jest mi głupio. A najgorsze jest to, że on ci nie powie, że coś jest nie tak.
- Dobrze, że do siebie wróciliście. - ucięła temat - A teraz leć do niego, widać że potrzebuje twojej obecności.
- Dzięki Ania. Do zobaczenia.
- To ja dziękuję. Pa. - wsiadła do samochodu i odjeżdżając pomachała
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wybiegu. Chce dla chłopaka jak najlepiej. Dostrzegła go jak oparty o ogrodzenie rozmawia z tą Wiktorią. Ta młoda patrzyła się na niego, jak na jakiś cud. Widać, że leci na niego, a nie tak jak mówił chłopak, ma go za starszego brata. Trzeba jej pokazać kto tu gra pierwsze skrzypce. Stał do niej tyłem, pochylony z rękami opartymi o ogrodzenie. Tamta tak samo. Podeszła do ukochanego i przytuliła go od tyłu. Natychmiast się wyprostował i z uśmiechem odwrócił do niej. Zarzuciła ręce na jego szyję i z rozbawieniem złączyła ich wargi w długim pocałunku. Niech młoda widzi gdzie jest jej miejsce. Może to śmieszne, ale jest zazdrosna o tą smarkulę. Oderwali się od siebie i wpatrywali w oczy.
- Dziękuję za wspaniałą przejażdżkę. - mruknęła rozkosznie
- Cała przyjemność po mojej stronie. - uśmiechnął się i objął ją w pasie
- Nie wiem jak ci się odwdzięczę.
- Coś wymyślimy. - w jego oczach pojawił się błysk
- Kocham cię Miśku.
- Ja ciebie też. - złożył buziaka na jej czole - A właśnie. - oderwał się od niej i odwrócił do tamtej - To jest Wiktoria, Wiktoria to jest moja dziewczyna Emilka.
- Cześć. - z uśmiechem wyciągnęła rękę
- Cześć. - tamta ją uścisnęła
- Dobra, lecę. - pogładził jej plecy - Skończę szybciej i jedziemy do Agaty, tak?
- Mhm. - uśmiechnęła się
- Super. - dał jej buziaka i przeszedł między belkami ogrodzenia do konia
Żałuje, że nie wzięła lustrzanki. Tak by porobiła zdjęcia, żeby wrzucić na jego stronkę. Trzeba zacząć go reklamować. Dobrze, że Marta miała czas i zaprojektowali mu plakaty, ulotki i wizytówki. Wszystko przyszło wydrukowane i można działać. Strona na Facebooku już też jest, pozostało tylko rozsyłać. Zrobiłaby to teraz, ale nie ma internetu w telefonie, więc nici z planu. Dosiadł konia i było widać, że już trenuje na serio. Wyprostowany, skupiony i wszystko wykonuje z najmniejszymi szczegółami.
Kiedy wykonywał już bardziej skomplikowane rzeczy zobaczyła, że w ich stronę idzie Didek. Młoda też go zobaczyła i zrobiła wielkie oczy. Wyciągnęła telefon i gdy był blisko zaczęła:
-  Panie Dominiku, czy mogę prosić o zdjęcie?
- Pewnie. - uśmiechnął się i stanął koło niej
Tak ślicznie się uśmiechnął, że masakra. Widać, że bardzo go cieszy, że ktoś go poznał i chce z nim zdjęcie.
- Ostatni Pana konkurs był niesamowity. - tamta była podekscytowana - Z pana to tylko czerpać przykład, jeździ pan wzorcowo.
- Bez przesady. - zaśmiał się
Widziała, że tamta patrzy na nią z rozbawieniem, że chyba nie wie kto to jest. No to się smarkulo zdziwisz.
- No hej. - podszedł do niej i oparł łokcia na jej barku - Co tam?
- Oglądam jak mój mężczyzna jeździ. - westchnęła - A tam?
- Dobrze, dobrze. Słyszałem, że bierze się za trenowanie.
- A no. A co, chcesz się zapisać? - uśmiechnęła się
- Jak ja cię uwielbiam. - potarmosił jej włosy.
    Nie małe było zaskoczenie chłopaka, kiedy podjechał po zakończonym treningu.
- Didek! A ty co tu robisz? - zapytał
- A tak sobie przyjechałem. - podali sobie ręce  - Mogę zapisać się na treningi?
- Ha ha ha. - zsunął się z konia i stanął koło nich - Nabijaj się dalej.
- Nie nabijam się. - powiedział poważnie - Podziwiam Cię. Oglądałem cały Twój trening i Pan Tadeusz również.
Stali w milczeniu. Dominik wpatrywał się błagalnie w Michała, a on po chwili przeniósł wzrok z przyjaciela na swoje buty. Było mu ciężko. Tęsknił za tym cholernie, ale z drugiej strony nadal ma blokadę. Dobrze już mu z takim życiem, jakie ma teraz.
- Didek, ja nie potrafię. - powiedział z żalem w głosie i spuścił ramiona
Dziewczynie łamało się serce. Nie mogła patrzeć na bezradnego chłopaka. Stał przygarbiony, rozdarty wewnętrznie. Chyba jego słowa zszokowały Dominika, bo stał nieruchomo i wpatrywał się w niego z dużymi oczami. Do tej pory od razu ucinał rozmowę, że nie, żeby nie próbowali i się wkurzał. A teraz taka zmiana.
- Przepraszam, że cię zawiodłem. - posłał przepraszające spojrzenie i odwrócił się do konia. Złapał za lejce i zaczął z nim iść do stajni. Wpatrywali się w jego plecy, bo nie wiedzieli co innego mogli zrobić.
- Wiesz co jest najgorsze? - zwrócił się do niej, ale dalej wpatrywał się w niego
Nie odpowiedziała, bo nie wiedziała jak odpowiednio zaprzeczyć.
- To, że on naprawdę jest dla mnie autorytetem. - dokończył
Zamknęła go w swoich ramionach. Widziała, że cierpi.
- Przepraszam, że nie potrafię pomóc. - szepnęła
- Masz szczęście, że go masz. - przytulił ją
       Przyjechali do jego mieszkania. Opadła na kanapę i zamknęła oczy. Niby nic takiego nie robiła, a była lekko zmęczona.
- Pójdę się szybko umyć. - nachylił się nad nią
- Dobrze. - mruknęła i złapała jego szyję - Tylko szybko.
Poczuła jego wargi na swojej szyi.
- Misiu. - szepnęła
- Lecę. - dał jej buziaka i zniknął
W sumie, po co ma tu siedzieć, skoro szybciej może pojechać do domu i się przygotować. Chłopak przyjedzie i od razu będą mogli jechać. Nie chętnie się podniosła i wzięła portfel. Wyciągnęła z niego 300 zł i położyła na stole. Znalazła kawałek jakieś kartki i napisała: moja działka za rachunki i paliwo :*. Wie, że nie ma jakiś problemów z pieniędzmi, ale ma sporo wydatków i jest trochę powodem tego. Podeszła do drzwi od łazienki.
- Michał? - zawołała
Nic
- Michał. - ponowiła
Dalej nic.
Uchyliła drzwi i wsadziła głowę. Chłopak siedział w wannie i szorował głowę.
- Michał. - powiedziała z rozbawieniem, bo tyle razy już go wołała
Szybko odwrócił się do niej.
- Wskakujesz? - wyciągnął do niej ręce
- Nie. - uśmiechnęła się - Ja już pojadę. Przyszykuję się na spokojnie, a ty przyjedziesz po mnie i pojedziemy.
- Dobrze.
Puściła mu oczko i wyszła.
     Długo nie czekała na chłopaka. Zdążyła się przebrać i przygotować prezent. Po dzwonku wszedł do mieszkania, bo wiedział że nikogo nie ma. Miał na sobie koszulę w granatowo-czarną kratę i granatowe spodnie przed kolano. Wyglądał przystojnie. Elegancko, ale na luzie.
- Chodź tu. - zawołała go
Po chwili pojawił się w kuchni.
- Weźmiesz torta. - pokazała mu na pudełko, które stało na szafce
Wiązała włosy w warkocza.
- Musimy porozmawiać.- powiedział poważnie
- Mam się bać? - zawiązała gumkę i odwróciła do niego
Wyciągnął z tylnej kieszeni banknoty i trzymał w palcach.
- Co to jest? - zapytał
- No nie wiem, może pieniądze? - prychnęła
- I co one robiły u mnie na stole?
- Leżały?
- Młoda, bierz je i mnie nie denerwuj.
- To ty mnie nie denerwuj. Tyle u ciebie przebywam i tyle paliwa ci na mnie idzie, że to już za dużo.
- Ja różnicy nie widzę.
- Skończyłeś? - wyminęła go
- Młoda. - złapał ją za rękę
- Stary. - złapała jego twarz i namiętnie pocałowała - Podnieciłeś mnie jak tak się złościłeś. A teraz, jedziemy. - klepnęła go w tyłek
- Młoda damo, ty coś się rozbrykałaś.
- Co, za dużo na staruszka? - poruszała brwiami i wzięła prezent
- Przeginasz. - złapał ją za tyłek
-  To ty tak na mnie działasz. - wzruszyła ramionami - Bierz torta i idziemy.
Stał i się w nią wpatrywał. W jej delikatną, niewinną twarz, która nie wskazuje na jej wiek. Te bystre oczy, mały zadarty nosek i usta, które potrafią być takie namiętne i doprowadzić go do szaleństwa. Włosy, które mimo długich starań i tak żyją własnym życiem. Ale to w niej kocha. Nie stara się być idealna. Nie poprawia się co 5 minut, jest naturalna.
- Co? - zapytała kiedy zorientowała się, że się w nią wpatruje.
- Nic. - uśmiechnął się - Po prostu jesteś piękna.
Powiedział to tak zwyczajnie, ale z jakąś nutą czułości, że trafiło to w sam środek serca. Do jej oczu napłynęły łzy, bo się wzruszyła, a w gardle utknęła gula. Chyba go zaskoczyła reakcją, bo zmarszczył brwi. Wyciągnęła ręce i podeszła do niego, żeby się przytulić. Jak dziecko, które upadnie. Położyła głowę na jego piersi i zamknęła oczy. Czuła jak ciepło jego ciała przechodzi na nią. Poczuła jego wargi na swoim czole.
- Jedziemy? - zapytała
- Yhym.
Jechali w milczeniu. Przymknęła oczy i wystawiła twarz do słońca, żeby mogło ją delikatnie pieścić. Z radia rozchodziła się chilloutowa piosenka Get Free. Lubiła ją. Po chwili dotarło do niej ciche śpiewanie chłopaka. Uśmiechnęła się i wyciągnęła swoją rękę, żeby położyć ją na jego nodze. Bez problemu trawiła. Delikatnie jeździła po niej palcami. Doskonale zna jego ciało, nie jednokrotnie czuła je całe. Chce być niego blisko. Czuła, że jest spięty. Zerknęła na niego i zobaczyła, że ma mocno zaciśniętą szczękę.
- Co się dzieje? - zapytała z troską
- Nie chcę tam jechać. - westchnął
Coś musiał być poważniejszego, zdradzała to jego twarz.
- Przecież wiedzą, że byliśmy pokłóceni i to poważnie. Chyba nie będę tam mile widziany.
- Nie prawda. Będę dobrze. - chciała dodać mu otuchy - Jak nie będziesz czuł się dobrze, to powiedz. Pojedziemy wtedy.
- Mhm - nie był przekonany
   Wskazała mu gdzie ma jechać i podjechali pod dom brata. Przed nami rozciągał się długi ogród.
- Będą dobrze. - puściła mu oczko i opuściła samochód.
Podeszła do bagażnika i wyciągnęła torta i prezent. Chłopak zamknął za nią i ruszyli w stronę "imprezowiczów" . Przy stole siedzieli rodzice, Robert, Andrzej i Agata. Grill w gronie rodziny, bardzo spokojnie.
Widziała, że obecność Michała wywołała największe poruszenie.
- Hej. - powiedziała wesoło i odłożyła torta na stół
- Dzień dobry, cześć. - przywitał się chłopak
- No Agatko, wszystkiego najlepszego, duuuuużo zdrówka, szczęścia, miłości, pociechy z męża i córeczki oraz spełnienia marzeń. - przytuliła się do bratowej - Tutaj prezencik od nas - podała jej torebkę
- Dziękuję bardzo,nie trzeba było!
- Wszystkiego najlepszego. - podszedł do niej Michał - Radości i osiągnięcia tego, czego naprawdę chcesz.
Był zakłopotany  bo nie wiedział jak ma się zachować i co będzie stosowne. Postanowił ją przytulić i chyba był to strzał w dziesiątkę. Potem podszedł do każdego i się przywitał. Andrzej posłał mu trochę wściekłe spojrzenie, tato obojętne, a mama delikatny uśmiech.
- Mój kowboj kochany! - wstał zadowolony Robert - Jak cię dawno nie widziałem! Stęskniłem się za tobą.
- Tak wyszło. - wymusił uśmiech i przybili sobie sztamę - Ty coś urosłeś? Boże, jak te dzieci szybko rosną. - westchnął
Nie poznawała swojego ukochanego. Ale cieszyła się, że przy Robercie się rozluźnia i jest sobą. Dogadują się bardzo dobrze. Wykorzystując to, że nie zostanie sam poszła do kuchni zapalić świeczki na torcie.
- A ty jak tam staruszku? Trzymasz już nogi w doniczkach, żeby się przyzwyczajać? - kontynuował rozmowę młodszy brat
- Nie, ale chyba muszę, bo ostatnio siedzimy z Emilką w pokoju i ona nagle zaczyna wąchać i do mnie: Co tak próchnem wali?
Młody zaczął się śmiać na cały głos. Nie wiedział, że to go aż tak rozbawi.
- Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam. - doszły do nich początkowe słowa przyśpiewki
Wszyscy odwrócili się w stronę domu, skąd dochodziły słowa. Szła Emilka z tortem i palącymi się świeczkami. Wszyscy podchwycili i razem śpiewali, a Robert i Michał śpiewali nadal się śmiejąc. Agata przyłożyła dłoń do ust gdy zobaczyła to dzieło.
- Jest śliczny. - popatrzyła ze wzruszeniem na Emilkę - Dziękuję bardzo.
Michał popatrzył na tort, bo jeszcze nie widziała efektu pracy dziewczyny. Zatkało go. Było to wspaniałe i piękne. Wszystko dokładnie i wyglądało bardzo realistycznie. Nie wiedział, że ma taki talent. Agata wzięła wdech i zdmuchnęła świeczki za pierwszym razem. Wszyscy zaczęli bić brawo, w tym Weroniczka, która wspinała się na ręce Andrzeja, bo też chciała dmuchać. Więc zapalili jej świeczkę i o dziwo zdmuchnęła ją. Jaką miała radość.
Wszyscy siedzieli i konsumowali torta.
- Nie wiedziałem kochanie, że masz taki talent. Nie dość, że piękny to jeszcze dobry. - zwrócił się do dziewczyny po cichu - Zaskoczyłaś mnie
Uśmiechnęła się i dała mu buziaka. Widziała, że mówił prawdę, a nie tylko tak o bo chciał być miły. Podeszła do niego Weronika i oparła się o jego kolano. Wszyscy patrzyli ze zdziwieniem, bo raczej nie było okazji, żeby ta dwójka poznała się jakoś lepiej. Popatrzyła na niego i buchnęła dziecięcym śmiechem. Nie pozostał jej dłużny i uśmiechnął się szeroko. Złapała go za dłoń i zaczęła ciągną za sobą. Bez żadnego problemu wstał i szedł tam, gdzie go prowadziła. Emilka siedziała i przypatrywała im się. Jak Michał schylony trzymał za rączkę malutką istotkę. Zapragnęła mieć dziecko, bo widzi w nim wspaniałego ojca. Chciałaby mieć taki widok na co dzień. Pokazywała mu coś na drzewie, to wziął ją na ręce i wspólnie oglądali. Rozmawiał z nią, mimo iż ona gaworzy tylko w swoim języku, rozumiał ją. Co chwilę dochodził do nich jej radosny śmiech. Biegali, skakali, to brał ją na ręce i robili samoloty. Ganiał ją i starał się robić wszystko, żeby była zadowolona.
- Ma podejście do dzieci. - stwierdziła po dłuższym czasie Agata
Naprawdę wyglądał, jakby to on był ojcem małej. Dźwignęła się i poszła do nich. Akurat mała zrywała stokrotki, a chłopak na nią patrzył. Objęła go w pasie i oparła głowę o jego ramię. Popatrzył na nią i się uśmiechnął.
- Jesteś wspaniały.  - mruknęła
- Tylko się z nią bawię. - zaśmiał się
- Ona nie bawi się chętnie z obcymi, a nie oszukujmy się nie miała wielu okazji, żeby dłużej z tobą posiedzieć. - Byłbyś świetnym ojcem.
Popatrzyła na niego, a on na nią. Uśmiechnęła się i dali sobie buziaka. Mała wyprostowała się i podeszła z kilkoma stokrotkami w rączce.
- No to chodź, zaniesiemy mamie. - wyciągnął do niej rękę
Ona podeszła do złączonych ich dłoni i zaczęła je ciągnąć i mówić: nie, nie, nie. Oznaczało to, że oni nie mogli się trzymać za ręce.
- Ej, ale to mój chłopak. - zaśmiała się Emilka
- Nie. - dostała w odpowiedzi i malutka złapała za rękę Michała
- To chodź na ręce. - powiedział do dziecka
Chętnie na to poszła, a oni złączyli dłonie. Spokojnym krokiem doszli do stołu.
- No i komu miałaś dać kwiatki? - Michał zapytał Weroniki i postawił ją na ziemi
- Chyba mi. - odezwał się Robert
- Damm. - uśmiechnęła się mała i podeszła do wujka wręczając mu kwiaty
- Miały być dla mamy, no ale dobra. - westchnął, a wszyscy zaczęli się śmiać.
Usiedli spokojnie, nadal trzymając się za ręce.
- Gratuluję dostania się do SGSP. - zwrócił się Michał do Roberta
- Dzięki. - uśmiechnął się szeroko - I cyk, za 3 albo 5 lat będziemy razem jeździć. Tylko że ja będę nad tobą. Ha ha ha.
- Tego cię życzę młody. - uśmiechnął się - Tylko z tą różnicą, że ty będziesz piął się po szczeblach kariery i po kilku latach wylądujesz w biurze, a ja nadal będę tyrał na akcjach.
- Nie chciałem ci dokopać. - młody był blady
- Wiem. - uśmiechnął się - Ja tobie też nie. To ty dokopiesz im.
- Tak jak ty wszystkim w jeździe konnej mistrzunio? - uśmiechnął się szatańsko
- Aż tak nisko nie upadniesz. Dosłownie. - zaśmiał się
- No wiesz, ja tam chciałbym być dwukrotnym mistrzem Europy i wicemistrzem świata.
Wszystkie oczy skupiły się na nim. Do tej pory nikt o tym nie wiedział. Nie widzieli potrzeby, żeby o tym mówić, a on nie lubi się chwalić.
- Akurat z tego ostatniego nie jestem dumny. - burknął
- Dlaczego? - pisnął - Chłopie ! Wicemistrz świata! - wymachiwał rękoma
- Wiesz dlaczego wice ?
- Przez ten wypadek? - ściągnął brwi i się skrzywił
- To nie był wypadek. Ja schrzaniłem, źle ułożyłem stopę. Wszystko moja wina.
- Przecież jeszcze możesz o to powalczyć. - wzruszył ramionami
- Nie. - uciął szybko
- Dlaczego ?
- Nie jestem w kadrze.
- Dobra już, dobra. - poddał się młody - Dla chcącego nic trudnego. Widziałeś jaką opinię ci postawiłem na facebooku?
- Nie.
- Jak to ? - ożywił się - To słuchaj.
Chwilę odczekali aż znajdzie odpowiedni wpis. Bo oczywiście wszyscy przysłuchiwali się ich rozmowie.
- Najlepszy trener na świecie! Ma podejście do każdego i nawet z największego "gamonia" zrobi znakomitego jeźdźca.Wiele można się nauczyć z samego oglądania go w akcji. Zwraca uwagę na najmniejszy szczegół, więc nie jest łatwo, ale jakże warto! Mnóstwo zabawy w znakomitym towarzystwie. Wspaniały zawodnik, trener, a jeszcze lepszy człowiek!
- Przecież ty młody jeszcze nigdy nie widziałeś jak ja jeżdżę i prowadzę treningi. - zaśmiał się
- Ale Emilka tak. - zrobił dumną minę
- Nie wiem czym się zasłużyłem, że tak dobre słowa o mnie napisałeś. Raczej zasługiwałbym na negatywy.
- Dlaczego?
Popatrzył na swoją dziewczynę, która była uśmiechnięta.
- Nieważne. - westchnął - Dzięki Robert.
Chyba wszyscy już mu wybaczyli, bo rozmowy toczyły się swobodnie i bez żadnych spojrzeń. Chociaż było widać po nim, że jest spięty wobec wszystkich. Dobrze się czuje jedynie z dziewczyną albo Robertem.
Robiło już się szaro, ale nadal było ciepło. Wszyscy byli najedzeni pysznościami z grilla. Już kilka minut nie ma z nimi Roberta. Rozejrzała się po ogrodzie i dostrzegła go siedzącego pod jednym drzewem.
- Misiek. - zaczęła - Wydaje mi się, że dobrze by mu zrobiła rozmowa z tobą.
Odwrócił się w stronę ogrodu i po chwili go odnalazł.
- Dlaczego akurat ze mną? - zaśmiał się
- Nie wiem, tak czuję.
- Okej. - pogładził jej ramię i wstał
Nie wiedział dlaczego on, ale jak Emilka prosi to to zrobi. Jemu raczej się wydaje, że wolałby posiedzieć sam, ale nie chce żadnych kłótni. Przystanął koło niego i patrzył przed siebie.
- Siadaj staruszku. - poklepał miejsce na ziemi koło siebie
Zaskoczony zajął miejsce koło niego. Wyglądało to tak, jakby czekał właśnie na niego. Nie zna się na takich rozmowach, nie wie jak zacząć. Nie wie w ogóle o co chodzi. Może chodzi o samą obecność.
- Co tak sam siedzisz? - zapytał w końcu - Taki smutny.
- Nie wiem czy dobrze zrobiłem, startując do SGSP. - złapał trawę i zaczął ją skubać
- Dlaczego? - zapytał - Z czego to wiem, to twoje marzenie.
- Niby tak. - westchnął - Ale nie wiem czy ja się do tego nadaję.
- Jesteś dobrym kandydatem. Trzeba spróbować.
- Ale ja się boję Michał. Boję się, że okaże się że jestem w tym beznadziejny, że nie udźwignę ciężaru tego zawodu. Że zawiodę. I że nie będę tak dobry jak ty. Nawet nie wiesz jak lubię kiedy przyjeżdżacie na akcje, a szczególnie ty i obserwować cię podczas działań. To opanowanie, pewność i sprawne działanie. Ja często nie jestem przekonany na 100% do tego co robię. Tylko udaję, że jestem pewny, zgrywam pozory. Bo ja będąc na miejscu tych ludzi co potrzebują pomoc, nie chciałbym widzieć przestraszonego strażaka, który nie jest przekonany do końca do tego co robi.
Totalnie zaskoczyły go te słowa. Jest dla młodego autorytetem, chociaż nie wie dlaczego. Liczy na niego.
- Nigdy nie będziesz taki jak ja. - odpowiedział po chwili ciszy - Nigdy. - popatrzył na niego - Możesz być tylko ode mnie lepszy. Obserwuję cię na akcjach. Masz bardzo dużą wiedzę i wykorzystujesz ją umiejętnie. Jesteś sprawny i powiem ci, że jesteś dobrym kłamcą. Nie miałem pojęcia, że jesteś tak bardzo niepewny siebie. Na akcjach wydajesz się być cholernie dobrym strażakiem i takim jesteś, ale wydajesz się być właśnie takim co ma doświadczenie 10 lat i wszystko widział i nic go nie zaskoczy. Na studiach się rozwiniesz i wiele zwojujesz. Ale musisz trochę popracować. Jesteś wrażliwym, dobrym chłopakiem, co może być lekkim minusem dla ciebie. Nie możesz w to popadać, trochę powalczyć o swoje. Bo jak nie, to nic z tego nie będzie Robert. Wystarczy, że będziesz taki jaki jesteś i nie dasz sobie wejść na głowę. To nie jest też do końca tak, że jestem całkowicie pewny siebie. Wiesz, ja mam już spore doświadczenie i inaczej na to patrzę. Zawsze jadąc na akcję trochę się boję. Chcę, żeby wszystko poszło po naszej myśli i nikomu nic się nie stało. Jedziesz do zwykłego pożaru traw, który wydaje się być zwyczajnym, tak jak poprzednie. Ale może coś się wydarzyć, na przykład, hmm.  - zatrzymał się - Na przykład pożar podpowierzchniowy i ty akurat staniesz w złym miejscu i lecisz kilka metrów w dół, prosto w jamę ognia. Dlatego idziesz do szkoły, tam nauczysz się niwelować zagrożenia, rozpoznawać sygnały. Ty akurat nadajesz się do tego. Będę zaszczycony tym, jeżeli będę mógł jeździć z tobą jako dowódcą. Tylko nie daj sobie wejść na głowę i walcz.
- Nie uważasz, że to jest śmieszne, że mówisz do mnie żebym walczył, a sam nic w tym nie robisz. Mogę się założyć, że nie raz dostawałeś powołanie do kadry i mógłbyś pokazać, jaki jesteś mocny, ale ty ciągle peniasz.
- To nie tak, że peniam. Mam blokadę i tyle.
- Nie prawda. Wmawiasz to sobie i już. A próbowałeś chociaż raz, to zrobić? Albo coś podobnego, łatwiejszego?
- No nie.
- No widzisz! - podniósł głos ze łzami w oczach
- Młody, dlaczego ci tak strasznie zależy na mojej jeździe, co?
- Bo jesteś dla mnie wzorem Michał! - był zrozpaczony - Serio. A teraz mi mówisz takie rzeczy o walce i nauce, a sam tego nie robisz. Walisz we mnie tylko pustymi słowami! A ja serio chciałem twojej rady!
- Mówiłem to szczerze, chcę dla ciebie jak najlepiej. - widział że jego stan się pogarsza, a on nie wie co robić
- Nawet nie wiesz jak marzę, żeby przywalić ci w twarz! Za to co zrobiłeś Emilce. Ona tak cierpiała. A ja nie mogłem pojąć, jak TY mogłeś jej coś takiego zrobić. A teraz mówisz o walce, a sam jej nie podejmujesz, a masz wiele okazji i każdy chce ci pomóc. Ja tak nie miałem.
- A skąd ty wiesz co dokładnie czułem po ty wypadku? Wiedziałeś, że ledwo z tego wyszedłem? Że to cud, że jeżdżę? Chciałem spróbować, wiele razy, ale zawsze przed oczy wracał mi tamten wypadek. Wszyscy ludzie to widzieli, moją klęskę. A za Emilkę, to fakt. Możesz walić, należy mi się.
- Wal się. - mruknął i zerwał się
- Robert, przepraszam. Przepraszam, że cię zawiodłem.
Pokręcił tylko głową i odszedł. Chyba nie jest dobry w tego typu rozmowach. Jednak młody ma rację. Wiecznie się wykręcał od skoku, że nie da rady, a tak naprawdę nie spróbował tego. Faktycznie, mówił słowa, których sam nie realizował. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Słyszał jak pytali Roberta co się stało, ale on bez słowa poszedł do domu. Był jego wzorem i wszystko zawalił. Bardzo by chciał mu pomóc, jest bardzo za nim. Może tego nie widać, ale traktuje go jak brata, którego nigdy nie miał. Same siostry. Ładnie wygląda w oczach jego rodziny. Najpierw prawie rozstali się z Emilką, teraz taka jazda z Robertem. Nie zdziwi się, jak wszyscy będą go potępiali. Teraz chyba wie, jak czuje się Emilka, jak musi przebywać w towarzystwie mamy. Usłyszał szelest trawy i po chwili jej ramiona oplotły jego szyję, a głowa spoczęła na jego ramieniu.
- Wszystkich zawodzę. - mruknął
- Może tak jest, ale najważniejsze jest chyba to co z tym zrobisz, jakie przyniesie skutki. - pocałowała jego policzek
- Przepraszam za Roberta.
- Daj spokój, przedzie mu. - przejechała palcami po jego włosach - Chyba.
- Chyba pora jechać. - westchnął - Muszę jakoś wypaść w zawodach, bo Didek też bierze udział. A twoi pewnie zrównali mnie z ziemią. Najpierw ty, teraz Robert.
- Nie, wiedzą jaki jest Robcio. Nie martw się.
Wstał i otrzepał spodnie.
- Kocham cię misiu. - złapała jego rękę
- Dziękuję, że jesteś przy mnie.
Stanęli przed wszystkimi.
- Dziękuję bardzo za gościnę. Niestety muszę już jechać, bo jutro mam zawody i trzeba się przygotować. - powiedział
- To ja dziękuję, za waszą obecność. - uśmiechnęła się Agata - Powodzenia jutro.
Kiwnął głową i podszedł do mężczyzn i podali sobie dłonie.

- Jedziesz do mnie? - zapytał kiedy stali pod jej domem
- Nie, zostanę u siebie. A może ty u mnie? - zrobiła oczy jak kot ze shreka
- Innym razem kochanie. - pogłaskał ją
- A mogę z tobą jutro pojechać?
- Pewnie. - zadowolił się - Będę po ciebie po 9.
- Dobrze. - pocałowała go

piątek, 24 maja 2019

Rozdział 30

       Wstała pełna energii. Ma tyle planów i pomysłów na najbliższy czas. Nie miała żadnych problemów, żeby zwlec się z łóżka, w ogóle nie była nadal senna. Od razu wzięła ciuchy i poszła do łazienki. Tam szybka poranna toaleta i mogła brać się za śniadanie. Nigdy nie była mistrzem w przygotowywaniu śniadania i tym razem było tak samo. Wyciągnęła z lodówki mleko i wyspała do niego płatków kukurydzianych. Nawet jak jadła, to się uśmiechała. Chyba wszystko idzie w dobrą stronę w ich związku. Wczoraj ten pocałunek... Po tak długiej przerwie smakował jak nigdy. Czuła się jakby po raz pierwszy go całowała. Przysiadła przy lusterku i wzięła się za fryzurę. Wczoraj miała prostowane włosy i przez noc tylko troszkę się pokręciły. Nie będzie ich przypalać na nowo. Szczotką delikatnie rozczesywała włosy. Wydaje jej się, że dzisiaj wygląda wyjątkowo dobrze. Dokładnie zaczęła rozprowadzać podkład na twarzy. Musi jakoś wyglądać w pracy. Potem szybkimi ruchami pomalowała rzęsy i była gotowa. Wrzuciła do torebki zapasową parę majtek, bo woli mieć zabezpieczenie. Różne niespodzianki mogą wyskoczyć podczas okresu, więc woli dmuchać na zimne. W kuchni krzątała się mama, również szykując się do pracy.
- Hej. - przywitała się
- Cześć córa. - uśmiechnęła się
- Dzisiaj wrócę trochę później. - oznajmiła - Nie czekajcie z obiadem.
- Okej.
- Miłego dnia mamo.
- Miłego dnia!
Nucąc sobie jedną z ulubionych piosenek założyła buty i zbiegła na dwór. Jak na godzinę 7.20 było bardzo ciepło i to że jest w spodenkach przed kolano i krótkim rękawku, w ogóle nie przeszkadzało.
       Była w biurze przed Karoliną. Przebrała się na spokojnie i postawiła wodę na herbatę albo kawę. Podeszła do okna i przyglądała się chłopakom, którzy zdają sprzęt. Niby była zainteresowana tym co robią, ale w głębi serca wiedziała, że szuka tego jednego. Dostrzegła go koło garażu. Nachylał się z jakimś innym strażakiem nad pilarką. Obserwowała go jak grzebie coś przy sprzęcie. Nagle, jakby coś poczuł odwrócił się i popatrzył w okno, w którym stała. Uśmiechnęła się i pomachała lekko. Szybko puścił oczko i powrócił do poprzedniej czynności. Rozpromieniona usiadła za biurko i odpaliła laptopa. Coś czuje, że dzisiaj wykona sporo pracy. Do biura wparowała zdyszana koleżanka.
- Hej. - przywitała ją
- Hej. - wydyszała - Zaspałam. - opadła na krzesło - Wstałam 20 minut temu, rozumiesz? - popatrzyła na nią z rozbawieniem
Zaczęła się śmiać.
- A ty co? Nie poznaję cię.  - uśmiechnęła się - Od rana taka radosna.
- Tak wyszło. - puściła jej oczko
- Ja już wiem kto się do tego przyczynił. - poruszała brwiami. - Okej, idę się przebrać i zaraz mi wszystko opowiesz.
Dobrze, że same są w biurze i na luzie mogą rozmawiać. Opowiadała jej wszystko, ile są i jaki Michał jest w związku. Przy okazji dużo o nim się dowiedziała pod kątem pracy. Pracowało jej się jak nigdy. Nadrobiła sporo materiału i wiedziała, że następne dni nie będą takie napięte jak miały być. Miała swoją pierwszą kontrolę na wyjeździe. Trochę się stresowała, ale o takiej pracy marzyła. Pojechała do zakładu, gdzie przywitał ją miły mężczyzna. Dokładnie przyglądała się systemom na zakładzie i oceniała bezpieczeństwo. Czy wszystko jest zgodnie z wymaganiami. Pokusiła się nawet do sprawdzenia dokładnie jednego czujnika. Rozkręciła go i przejrzała. Wszystko wydawało się w porządku. Rozkład i dostępność gaśnic i hydrantów. Wszystkie rozporządzenia i przepisy miała w małym paluszku. Starała się być cały czas uśmiechnięta i miła. Nie chciała być jak jakiś sztywny, poważny bhpowiec, który uważa się za nie wiadomo kogo. Wydaje jej się, że dobrze wypadła. Zrobiła notatki, potem sporządziła pismo i wręczyła właścicielowi.
- Wszystko jest w porządku. - uśmiechnęła się - Dziękuję za współpracę.
- To ja dziękuję! - uścisnął jej dłoń
    Zadowolona wróciła do biura i od razu wprowadziła wszystko do systemu. Była z siebie dumna. I wie, że to to. Gdy mówiła mężczyźnie co i jak, to czuła się wolno. Wiedziała o czym mówi i robiła to z fascynacją.
- Zaraz wracam. Muszę iść do komendanta. - nagle wstała od biurka i kierowała się do biura na końcu korytarza.
Podeszła do drzwi i niepewnie zapukała. Po proszę pchnęła je i weszła do środka. Mężczyzna siedział przy biurku i czytał jakieś papiery.
- Dzień dobry panie komendancie. - przywitała się
- O Emilka, witaj. Coś się stało? - odłożył kartkę i uśmiechnięty popatrzył na nią
- Nie, nie. Po prostu wpadłam na taki pomysł. - zacięła się na chwilę, bo dopiero teraz dotarło do niej co robi
- Siadaj. - wskazał na krzesło przed którym stała - I mów śmiało o co chodzi.
- Bo pomyślałam, że można przybliżyć ludziom trochę codzienność strażaka. Na przykład, mnie zawsze zastanawiało jak wygląda ich praca, co robią jak nie są na akcjach i w ogóle. Można by założyć na Facebook'u fanpage, a później nagrywać jakieś filmiki i wrzucać.
- Wiesz co, nie wiem czy jest to dobry pomysł. - westchnął - Jakoś nie przemawia to do mnie.
- Jasne, okej. - kiwnęła głową - Tylko przyszłam z propozycją. Dziękuję za wysłuchanie. - wstała
- Ale daję ci zielone światło, zajmij się tym. - uśmiechnął się
- Naprawdę ? - zrobiła duże oczy
- Tak. - uśmiechnął się
- Dziękuję! - powiedziała wesoła i zadowolona wyszła na korytarz
           Czuła, jak burczy jej w brzuchu. Na szczęście parkowała już pod blokiem chłopaka. Miał jej coś ugotować, więc ma nadzieję, że dotrzymał słowa. Zadowolona zamknęła samochód i podeszła do odpowiedniej bramy. Wygrzebała klucze i otworzyła ją, bo kodu niestety nie znała. Wbiegła po schodach i stała przed jego drzwiami. Wzięła głęboki wdech i nacisnęła dzwonek. Bez czekania na odpowiedź weszła do środka.
- Cześć! - krzyknęła i ściągała buty
- Hej. - usłyszała z salonu
Odwiązując sznurówki drugiego buta zdała sobie sprawę, że stoją koło niej czyjeś buty. Jakieś męskie, ale na pewno nie Michała. Nie słyszała żadnego głosu. Może to Mariusz albo Wiktor? Słyszała tylko klikanie w guziki na padzie. Nagle jakiś ajjjj ale na pewno nie był to głos ukochanego. Radosna weszła do salonu i dostrzegła ich na kanapie. Grali w fifę. Gdy tylko ją zobaczył, zastopował mecz i podszedł do niej.
- Tęskniłem. - złapał ją w pasie i pocałował
Niby zwykły buziak, ale czuła w nim tyle czułości i miłości. Uśmiechnęła się do niego i przejechała palcami po jego włosach. Puścił jej oczko i stanął koło niej jednocześnie odsłaniając ją koledze. Chwila ciszy. Nie udało się tamtemu ukryć zaskoczenia, bo jego oczy powiększyły się kilkukrotnie.
- Nie wierzę. - wydusił po chwili z siebie
- Cześć Grzesiek. - uśmiechnęła się szeroko
To najlepszy przyjaciel Michała, strażak. Widocznie nie wiedział o nich.
- No to Michałek wyrwał partię. - wstał i podał jej dłoń
- Wziął mnie na uśmiech. - puściła mu oczko
- Ale jak? Jak wyrwał taka fajną dziewczynę? Przecież on nigdzie nie wychodzi, tylko te treningi i straż.
- Na pożarze wzgórz. - zaśmiała się - Jestem głodna. - mruknęła przytulając się do chłopaka
- Zaraz obiad będzie. - pogładził ją po plecach - A teraz pozwól, że dokończymy meczyk.
- Czyli nic nie zrobiłeś do jedzenia? - jęknęła
- A skąd takie przypuszczenia? - usiadł na kanapie i uśmiechnął się - Obiecałem, to słowa dotrzymałem. Tylko trzeba poczekać jeszcze chwilkę.
- Okej. - westchnęła - Mogę usiąść koło was?
- Pewnie. - rozsunęli się
Usadowiła się najbliżej jak się da chłopaka, tak że nie znalazłoby się żadnej szpary między ich ciałami. Miała nadzieję, że ją obejmie, przytuli, a z jego strony nic. Zawiedziona oglądała ich rozgrywkę, ale bez żadnych większych emocji. Skrzyżowała ręce na piersi i oparła głowę na jego ramieniu. Poczuła jak się odsuwa, ale zaraz jego ręka objęła ją i mogła się przytulić.
- Jak w pracy? - zapytał
- Dobrze. - uśmiechnęła się - Misiek, bo mi tak nie wygodnie. - oderwała się od niego -Mogę na kolana?
- Mhm. - mruknął i podniósł ręce, żeby mogła się wgramolić i zaraz szybko ją objął i znowu grał.
- Miałam swoją pierwszą kontrolę. - mówiła dumna z siebie bawiąc się jego włosami
- I jak było? - zerknął na nią
- Fajnie. Właśnie o takiej pracy marzyłam.
- Yhym, szkoda że nie miałaś zamiaru mi o tym powiedzieć.
- Miałam, Michał.  Ale akurat coś wtedy wypadło. - westchnęła - O matko! - ożywiła się - Siwy włos! - grzebała w jego czuprynie
- Starość nie radość. - skwitował - To chyba już do piachu trzeba się szykować.
- Oj tam, wymyślasz. - dała mu buziaka w policzek i przytuliła się do niego
Przymknęła oczy i odpływała. W końcu zaznała spokój. Bardzo za nim tęskniła, chociaż nie zdawała sobie z tego sprawy. Jego delikatny głos, kiedy mówił coś do przyjaciela dodatkowo ją wyciszał. Mogą tak grać cały dzień, jej nie przeszkadza. Pośpi sobie.
- O ty kurwiu. - pisnął Grzesiek i słyszała jak odkłada pada na kanapę
Michał tylko zaczął się śmiać i objął już ją normalnie.
- Wygrałem. - mruknął odwracając głowę do jej i gładząc jej po plecach
Ona dalej tak siedziała, bo było jej dobrze.
- Ej, ty śpisz? - zapytał
- Nie. - szepnęła i oderwała się od niego
Jednocześnie z kuchni dobiegł dźwięk czasówki.
- Czy to jedzonko? - wyprostowała się
- Tak. - zaśmiał się
- Super. - klasnęła w dłonie i zeszła z niego - Dawaj szybko. Mam nadzieję, że to coś dobrego.
- Dobra, to ja będę leciał. - poderwał się Grzesiek
- Nie no, zostań na obiad. - szybko odparł Michał
- Nie, nie. Nie chcę wam przeszkadzać.
- Daj spokój. - klepnęła go w ramię - Fajnie będzie jak zostaniesz. W końcu poznam jakiegoś kolegę Michała. - uśmiechnęła się
Popatrzył na nią i zaraz pojawił się grymas na jego twarzy
- No dobra.
- To weź Młoda ogarnij stół, a ja idę po obiad.
Kiwnęła głową i wzięła się za porządkowanie stołu. Kilka rzeczy przeniosła na szafkę, inne po prostu przesunęła. Nie mógł się doczekać jedzenia. Była bardzo głodna. Do tego ciekawiło ją, co przygotował. To takie urocze, że wysłuchał jej prośby. Po chwili wszedł z wielką blaszką.
- Jesteś najwspanialszy na świecie. - powiedziała to ciepło i podeszła do niego, kiedy odłożył blachę na stole - Najwspanialszy. - przytuliła się do niego
- Taaa. - prychnął - Dobra, jedzmy.
Zajęła miejsce na kanapie i jako pierwsza nałożyła sobie kawałek. Wyglądała wyśmienicie. Ser ciągnął się, a ona to kocha. Do tego szpinak. Postarał się chłopaczyna. Jedli i rozmawiali w najlepsze. Miło tak poznać jakiegoś kolegę Michała, bo na razie zna tylko jego rodzinę. Grzesiek, to bardzo zwyczajny chłopak. Z wieku Michała. W pewnym momencie poszedł do toalety. Popatrzyła na chłopaka, a on na nią. Uśmiechnął się lekko, a ona odpowiedziała tym samym. Szybko złapała w dłonie jego twarz i przybliżyła się. Wpatrywała się w jego oczy. Zbliżał się do niej powoli. Przymknęła oczy i czekała na rozwój wydarzeń. Poczuła jego ciepły oddech na swoich ustach, a potem już jego miękkie wargi. Czuła się jakby to był ich pierwszy pocałunek. Motyle w brzuchu, rozlewające się ciepło po całym ciele. Drzwi od toalety się otworzyły, a oni odskoczyli od siebie jak poparzeni i usiedli jakby nic się nie stało i kontynuowali jedzenie pizzy. Wsunęła dłoń pod jego, a on ją złapał. Grzegorz popatrzył na nich z błyskiem w oku. Usiadł naprzeciwko i wziął telefon do ręki.
- Chwalił ci się ostatnio Darek swoją koleżanką ze szkoły? - zapytał
- Jaką koleżanką? - chłopak ściągnął brwi
- No chodził jakoś z tydzień temu po wszystkich i chwalił się koleżanką. Gra w pornosach i musiał wszystkim pokazać. - śmiał się tamten
- Aaaa. - pokiwał głową - Wziął ode mnie telefon i  mówił, że pokaże mi petardę. Ale zaraz miałem wyjazd i musiałem iść. Zostawił dwie karty.
- Oglądałeś?
Czuła, że spiął się.
- Bo ja nie mam  czego innego oglądać tylko jakieś pornosy. - powiedział sarkastycznie - Chuja za jaja bym powiesił. Przez niego prawie straciłem wszystko.
Czuła, że na jej twarzy pojawiają się wypieki. Jak mogła tak szybko go osądzić? Nie dała nawet mu się wytłumaczyć. I prawie przekreśliła cały ich związek, bo wyciągnęła pochopne wnioski. Nie mogła już tego wytrzymać. Na szczęście zaczął dzwonić telefon Michała. Wyciągnął go.
- Ania. - oznajmił i odebrał - Halo?
- Cześć Michał. - przywitała się - Czy Tomek rozmawiał z tobą o mojej jeździe? - słyszała ich rozmowę
- Hej. Nieee.
- A to debil. Bo obiecał, że załatwi mi jazdę u ciebie. - westchnęła - Przepraszam, że tak dzwonię, ale nie mogłam się doczekać. I trochę mi nie zręcznie, bo wiem że pokłóciliście się z Emilką... Trochę czuję się głupio.
- Spoko. - powiedział szybko - No dobra, to sprawdzę w kalendarzu, czy mogę cię gdzieś wcisnąć. - przerwał na chwilę - Kiedy masz czas?
- A tobie kiedy pasuje?
- Zawsze wtedy, kiedy nie mam służby. - zaśmiał się
Gadali jeszcze dłuższą chwilę, a ona widziała po koledze, że się nudzi. Ona zdążyła się ogarnąć i się nie rozpłakała. Chłopak skończył.
- Dobra, ja będę się zbierał. - wstał - Dziękuję bardzo za gościnę i pyszny obiad
- To my dziękujemy za miłe towarzystwo. - podeszła do niego - Fajnie było cię poznać.
- Ciebie również, zwłaszcza że Michał dużo o tobie mówi i serio nigdy nie był taki szczęśliwy.
Popatrzyła na chłopaka, a on tylko zaprzeczył kiwnięciem głowy.
- Dzięki stary. - przybili sobie sztamę
- Dzięki. - pomachała mu, kiedy wchodził na schody
Chłopak zamknął drzwi i odwrócił się do niej. Znalazł się w błyskawicznym tempie przy niej i zaczął namiętnie całować. Oplotła rękami jego szyję i odwzajemniała namiętność. Przycisnął ją do ściany, a jej nogi oplotły jego pas. Muszą nadrobić ten tydzień rozłąki. Przeniósł ją do sypialni i położył na łóżku nie odrywając warg.
- Michał. - szepnęła między pocałunkami - Nie mogę. Mam okres.
Całował ją dalej, ale już ostrożniej.
- Kocham cię. - szepnął i przyłożył czoło do jej
- Ja ciebie też. - wpatrywała się w niego - Musimy porozmawiać.
- Dobrze. - dał jej buziaka i położył się koło niej
- Ostatni raz wywijasz mi taki numer. Dostajesz ostatnią szansę.
- Okej. - zaśmiał się
- Michał, ja mówię serio. - powiedziała twardo - Ostatni raz.
- Obiecuję, że już cię nie skrzywdzę. Przepraszam Emilka. Przepraszam, że cię obraziłem. Nie wiem jak mogłem tak o tobie powiedzieć. Jest mi cholernie głupio. Ja nie oglądałem tego, było tak jak słyszałaś. Nie wiem dlaczego tak postąpiłem. - czuła jak jego głos się łamie - Nawet nie wiesz jak bardzo cierpiałem przez ten tydzień. Nie mogłem sobie wybaczyć, że cię straciłem przez moją głupotę. Jesteś dla mnie wszystkim.
- Misiu. - przytuliła go - Ja też mam swoje za uszami. Nie dałam ci możliwości wytłumaczenia się. Gdyby nie moja duma, nie byłoby tego. A tak chciałam tobie dopiec, a chyba gorzej na tym wyszłam. - westchnęła
- Dobra, skończmy z tym tematem. - podniósł się - Zapomnijmy o tym.
Oglądali różne głupoty na internecie, śmiali się. W końcu wszystko było jak należy.
- Może zabierzesz mnie na jakieś lody?- zapytała
- Lody?  - podniósł brwi - A chcesz?
- Tak.
- No to chodźmy. - wyciągnął do niej rękę
   Chodzili po mieście za rękę,byli naprawdę szczęśliwi. W pewnym momencie stali przed pasami, bo było czerwone światło. Samochody jechały co dawało przyjemny podmuch w ten gorący wieczór. Zrobiło się żółte światło dla samochodów i zaczęły się zatrzymywać. Po prawej stronie zatrzymała się "elka". Zamarła, kiedy zobaczyła instruktora. To Krzysiek. Patrzył na nią. Uśmiechnęła się lekko i przytuliła się do ramienia chłopaka. Kiwnął głową, a ona jakby poczuła totalny spokój. Jednak ciągle wpatrywali się w siebie, jakby ta ich więź nie pozwalała na to, żeby przestali. Tak jakby łączyli się i przekazywali sobie wiadomość. Dziękowała mu i pytała czy dobrze zrobiła. Ogarnęła się po chwili i popatrzyła przed siebie. Pewnie i tak wielu uważa ją za dziwaczkę. Wpatrywać się w kogoś w samochodzie. Usłyszała wewnętrzny głos bądź szczęśliwa i uważaj na siebie.
   Wrócili do jego mieszkania i była już 21. Była lekko zmęczona.
- Będę jechała. - oznajmiła
- A może zostaniesz? - przejechał palcami po jej włosach
- Nie mam ubrań i żadnych podpasek. - puściła mu oczko
- Proszę. - jęknął - Pójdę do sklepu i ci kupię.
- Wszystkie sklepy już są zamknięte. - przytuliła się do niego - Kocham cię. - odsunęła się od niego i podeszła do drzwi
- Uważaj na siebie.
Widziała w jego oczach smutek. Aż jej serce się krajało. Szybko się odwróciła i zbiegała po schodach, żeby nie patrzeć na niego smutnego. Na szczęście samochód był blisko i wślizgnęła się do niego.
Na ulicach był spokój, ale ona była ciągle nieobecna, myślała o chłopaku. Kiedy stała na światłach po jej prawej dostrzegła żabkę. Długo nie myśląc włączyła kierunkowskaz i zmieniła trasę. Szybko zaparkowała i wparowała do sklepu. Kupiła to co potrzebuje i obrała kurs tam skąd przybyła. Nie zdejmowała nogi z gazu, chciała być jak najszybciej.
To miejsce, z którego wyjechała było wolne, więc je zajęła. Zamknęła samochód i podeszła do bramy. Nacisnęła guzik na domofonie i czekała na reakcję. Tak będę szybciej, niż jakby miała szukać kluczy w torebce.
- Słucham. - usłyszała po chwili
- Michał, otwórz. - powiedziała szybko
- To chyba pomyłka.
- No Michał, kurde. - była zniecierpliwiona
Ale uświadomiła sobie, że faktycznie ten głos nie należy do chłopaka.
- Nie zadzwoniłam pod czwórkę, prawda? - zapytała skruszona
- Nie. - zaśmiał się tamten
- Przepraszam bardzo. - czuła zażenowanie
- Nic się nie stało. - usłyszała dźwięk zwolnienia blokady z drzwi
-Dziękuję!
Szybko wspięła się po schodach i stanęła przed drzwiami. Zadzwoniła dzwonkiem i tym razem czekała. Serce jej waliło, jakby miała się z nim spotkać po raz pierwszy. Po dłuższym czasie zamek strzelił i drzwi się otworzyły. Jej oczom ukazał się zmarnowany chłopak. Na jej widok uśmiechnął się delikatnie, a w jego oczach widziała łzy. Podeszła do niego i mocno przytuliła.
- Czy twoja propozycja jest nadal aktualna? - zapytała
- Tak. - zamknął drzwi, a potem ją przytulił
- Pierwsza zajmuję łazienkę. - klepnęła go w tyłek i wyciągała zawartość torebki - Dasz mi jakąś koszulkę i spodenki do spania?
- Weź coś sobie. - pokazał na szafę
- Zapytałam, czy dasz mi. - podeszła do niego i złapała za koszulkę - Proszę.
- Jak taka piękna kobieta mnie prosi, to nie mam wyjścia. - mruknął rozkosznie
Uśmiechnęła się i wspięła się na palce, żeby dać mu buziaka.
- Już ci coś daję. - podszedł do szafy i szukał ubrań
Po chwili wyciągnął jakąś granatową koszulkę i czarne spodenki.
- Proszę śliczna. - wręczył jej
- Dziękuję przystojniaku. Idę się myć.
- Czyli już idziemy spać? - zapytał
- No niektórzy jutro mają na rano do pracy. - puściła mu oczko i poszła do łazienki
     Stała w salonie i przyglądała się ramce ze zdjęciem przywieszonej na ścianie. Widnieje na nim Michał w nomexie. Przybija żółwika z Grześkiem. Ktoś strzelił niezłą fotkę. Jej chłopak jest taki odważny i silny. Przez jej głupotę mogła go stracić. Jak mogła do tego dopuścić? Przecież go kocha. Przypomniała sobie jego wzrok pełen cierpienia. Uruchomiła się jej natura i zaczęła szlochać. Już tak ma. Wystarczy byle drobnostka, a jej chce się płakać.
- Emilka, co się dzieje? - w progu stanął chłopak
Z cieknącymi po policzkach łzami popatrzyła na niego. Po raz pierwszy ktoś przyłapał ją na płakaniu. Tak nigdy nie dopuściła do tego, żeby ktoś zobaczył ją jak płacze, a takich sytuacji jest wiele. Wystarczy coś wzruszającego, albo żeby ktoś podniósł na nią głos i wszystko się zaczyna. Teraz on to widzi.
- Michał, bo ja nie wiem co mam robić. - powiedziała z rozpaczą i jeszcze bardziej płakała
- Ej, ej, ej.- podszedł do niej i ją mocno przytulił - Nie płacz mi tu.
Gładził ją po plecach, a ona płakała mu tors.
- Ciii. Co się dzieje? - mruknął w jej włosy
- Bo to wszystko przeze mnie. Przeze mnie cierpiałeś.Nie zasłużyłam na ciebie.
- Teraz to już gadasz głupoty. - zaśmiał się - Jesteś zmęczona, chodźmy spać.
Ciągle ją tuląc zaciągnął ją do łóżka. Czuł, że się uspokaja. Znalazł się nad nią i wpatrywał w jej mokre oczy.
- Dajesz mi znacznie więcej, niż mógłbym chcieć. - powiedział to i delikatnie pocałował
Położył się koło niej i objął ramieniem. Oboje czuli spokój. W ramionach mieli swoją ukochaną osobę. Czego chcieć więcej?

środa, 15 maja 2019

Rozdział 29

      Jak na razie praca bardzo jej się podoba. Z Karoliną dogadują się, jakby znały się od lat. Trzeci dzień jej pracy, a co z tym idzie ponad tydzień bez rozmowy z Michałem. Jest nadal okropnie, ale idzie się przyzwyczaić. Musi kiedyś się z nim spotkać i postawić sprawę jasno.
Praca dobiegała końca, pisała ostanie zdanie, kiedy przyszła jej wiadomość. Podświetliła wiadomość i zobaczyła, że to od niego. Jakiś link. Z ciekawości włączyła go. Nikogo już nie było, więc mogła robić co chce. Włączyła się piosenka OneRepublic Marchin on z tekstem. Zna dokładnie tą piosenkę, przecież to jej ulubiony zespół. Ale dopiero teraz, analizując słowa, zobaczyła że to jest wiadomość od niego. Opisuje to co teraz czuje. Siedziała i wpatrywała się w telefon. For all of the plans we made. Szybko dokończyła pracę i pozwoliła aby łzy spływały po jej policzkach. Nie chciała jechać do domu, ale nie chciała też być sama. Otarła łzy i zabrała swoje rzeczy. Poszła do budynku jednostki. Wszyscy chłopacy siedzieli w pokoju przed telewizorem. Kojarzy ich z akcji, to pierwsza zmiana.
- Cześć. - powiedziała nieśmiało zatrzymując się w drzwiach
- O cześć! - przywiali się radośnie
- Mogę posiedzieć z wami?
- Jasne! Siadaj. - poklepał fotel koło siebie Piotrek
Uśmiechnęła się delikatnie i zajęła miejsce. Pod ścianą na fotelu siedział rozwalony Krzysiek. Popatrzył na nią i i kiwnął głową w formie przywitania. Zasypywali ją pytaniami jak praca i jak jej się podoba. Przynajmniej zapomniała o wszystkim.
- Chłopak nie zazdrosny, że pracujesz z tyloma chłopami? - rzucił któryś
Oczy jej się zaszkliły i gula uwięzła w gardle.
- Nie wiem. - powiedziała szybko
Czuła chwilowe spojrzenie Krzyśka na sobie. Ale nie popatrzyła na niego. Nie chciała, żadnego kontaktu wzrokowego. Nagle zabrzmiał dźwięk alarmu. Dwa wozy. Wszyscy się zerwali i wybiegli. Zostało ich tylko dwóch. Ona też się poderwała i zbiegła na dwór. Usiadła na ławce przed wejściem i patrzyła na odjeżdżające czerwone wozy. To jest jej odskocznia, kocha to. Kilka sekund i ich nie ma. Siedziała i wpatrywała się w jeden punkt. Dlaczego jak jedno się układa, to drugie całkiem rozpada? Stanął koło niej Krzysiek. Włożył ręce w kieszenie i patrzył się przed siebie. Ciekawe o czym on teraz myśli. Lubi sobie wyobrażać ludzi, co robią w aktualnym momencie. Ale co myślą...
- Odpuść Emila. - odezwał się
Nie wiedziała o co mu chodzi. Popatrzyła na niego, a on dalej patrzył przed siebie.
- Albo wróć do niego, albo zerwij. Tylko odpuść. - popatrzył na nią - Ranisz bardziej siebie niż jego.
- Skąd wiesz? - szepnęła
- Po prostu wiem. - powiedziawszy to zniknął w budynku
Skąd on wie? Michał na pewno mu nie powiedział,bo jakoś za specjalnie się nie kolegują. A może po prostu to widać? A on jako jedyny wie, że są razem. Czy istnieje coś takiego jak anioł stróż w drugiej osobie? Bo ich relacja taka jest. Nie jak siostra z bratem, tylko wyjątkowa. On o niej wie wszystko i się nią opiekuje. Ona natomiast nie wie o nim nic, ale czuje się bardzo bezpiecznie.
      Kolejny dzień, ale już lepszy. Dzięki tej krótkiej rozmowie uporządkowała sobie wszystko i podjęła decyzję. To koniec.
Wie, że ma dostęp do wszystkich danych strażaków, w tym numery telefonów. Jednak nie może w tym grzebać. Karolina wyszła do toalety, więc ma tylko chwilę. Weszła w całą bazę danych i odnalazła jego numer. Szybko wstukała go na swój telefon i wyłączyła bazę. Dziękuję! wysłała krótką wiadomość. Zobaczy czy ta ich więź faktycznie działa. Jeśli tak, będzie wiedział od kogo ta wiadomość.
- Idziesz ze mną na siłkę, prawda? - zapytała Karolina kiedy wróciła
- No nie wiem... - westchnęła
- Daj spokój, chodź. Trzeba korzystać jak można.
- Dobra, dobra. - zaśmiała się
- Lepiej przebrać się tutaj. - oznajmiła - Za minutę widzę cię gotową.
Kiwnęła głową i złapała za swoją torbę. Przebrała się szybko w strój i pozabierała wszystkie rzeczy.
- Fajnie, że w końcu sama nie będę chodziła.  - uśmiechnęła się tamta - Razem zawsze raźniej.
Przyszła jej wiadomość od K : 😎. Czyli wie, że to ona.
W tamtej części budynku jeszcze nigdy nie była. Siłowania nie była jakoś za specjalnie duża, ale miała sporo sprzętu. Weszła  niepewnie, bo byli tam strażacy.
- Ooo a kogo my tu mamy?! - powiedział radośnie Wojtek, kiedy je zobaczył.
- Cześć. - przywitała się i patrzyła na zgromadzonych
Każdy coś robił, tylko jeden leżał z tyłu i wpatrywał się w sufit. Michał. Widać po nim, że cierpi. Przeniósł na nią wzrok na chwilę, a potem znowu na sufit. Sam do tego doprowadziłeś.
- Może pomóc koleżance w ćwiczeniach?- któryś zaproponował
- Nie, dzięki. - uśmiechnęła się
- Ja bym polecał przysiady. - rzucił Wojtek
Nie skomentowała tego i podeszła do bieżni. Nie ma wielkiej ochoty na ćwiczenie, to chociaż trochę pobiega.
Biegała przez 30 minut. Nagle poczuła jakiś ból w brzuchu. Zeskoczyła z bieżni i przyłożyła dłoń w miejsce które ją bolało. Zaraz przeszło.
- Wszystko w porządku? - podeszła do niej Karolina
- Tak. To przez okres.
   Chłopcy co chwile do nich zagadywali, śmiali się.
- Maniek, coś ty taki bez życia? - klepnął go w nogę Bartek
- Życie. - westchnął
- Ej Emilkaaaa. - zaczął Jacek - A twój chłopak nie jest o ciebie zazdrosny? Że tylu przystojnych strażaków koło ciebie się kręci ?
Uśmiechnęła się delikatnie, ale spuściła głowę.
- No tylko nie mów, że nie masz chłopaka. - podszedł do niej i objął ramieniem - Jak taka dziewczyna może być sama?
- Mam, mam. - odsunęła się od niego
- A już myślałem... Ty, ale powiedz szczerze, jest u nas w straży jakiś przystojniak?
Czuła jak rumieńce pojawiają się jej na policzkach. Nigdy nie patrzyła na tych chłopaków w ten sposób i żaden szczególnie nie wpadł jej w oko.
- Jest taki jeden. - puściła mu oczko i poszła ćwiczyć
Przez krótką chwilę wychwyciła spojrzenie Michała. Widziała w nim nadzieję.
Na siłowni zrobił się rumor i gwizdy.
- Obstawiamy. - padł pomysł i każdy dawał swoje typy
Kiedy oni mieli swoje zajęcie, one ćwiczyły. Wiedziała, że może zaufać koleżance.
- Bo wiesz co? Mój chłopak jest tutaj. - szepnęła
- Co? - popatrzyła na nią dużymi oczami - Ale jak to? Kto? - zaczęła rozglądać się po sali - Ten ma żonę, ten też. Ten z czego wiem jest wolny - mamrotała - Ten ma dziewczynę... - zawiesiła się i nagle wyprostowała się - Michał?
Kiwnęła wolną głową. Mimowolnie popatrzyła na niego i koleżanka też. Akurat on na nie patrzył. Chyba domyślił się, że ona wie.
- Ja będę się zbierała. - oznajmiła
Usłyszała znajomy dzwonek telefonu. Michał popatrzył na wyświetlacz.
- Idę po wodę, ktoś chce? - zapytał
Przynajmniej będzie zajęty i go nie spotka. Pożegnała się z resztą i poszły do łazienki. Szybko się zebrały i zbiegły po schodach. Słyszała na końcu korytarzu Okej, cześć. Chyba skończył rozmawiać.
- Emilka, zaczekaj. - zawołał i zaraz poczuła jak łapie jej dłoń
Przestraszona odwróciła się od niego.
- Porozmawiasz w końcu ze mną? Mam tego dosyć. Nie wiem na czym stoimy. - patrzył na nią ostro - Nie udawaj, że jesteś taka twarda.
- To nie jest odpowiednie miejsce na taką rozmowę. - powiedziała twardo
- Dobrze, więc przyjdź jutro do mnie. - zbliżył się do niej
Wpatrywała się w niego. Te jego oczy, jego ciało. Wszystko ją przyciągało.
- Okej, ale zrobisz mi pyszny obiad. - uśmiechnęła się szatańsko
- Ohohoho i jeszcze czego! - zaśmiał się
Tęskniła za tym jego śmiechem, za nim całym.
- Dobrze, dobrze.
- Będę u ciebie po pracy. - puściła mu oczko
- Będę czekał. - posłał jej ten cudowny uśmiech, którym obdarzył ją podczas ich pierwszego spotkania
Odwrócił się i zaczął iść.
- Michał! - zawołała go
Odwrócił się i popatrzył na nią ze zdziwieniem. Podeszła do niego i zarzuciła ręce na jego szyję. Objął ją w pasie i świdrową ją swoimi niebieskimi oczami.
Jego oddech na jej włosach. Wspięła się na palce i zrobiła z ust dzióbek. Złączył ich wargi w czułym pocałunku. Jego ciepłe wargi. Oderwali się od siebie i mocno go przytuliła.
- Kocham cię Misiu.