piątek, 22 lutego 2019

Rozdział 19

             Nie spała już od 3.30 w nocy. Mieli wylot o siódmej, a na lotnisku trzeba być jakoś 1,5 godziny wcześniej. Do tego trzeba doliczyć dojazd na lotnisko. Musiała się przygotować, umyć i ubrać. Stresowała się tą podróżą. Pierwszy raz gdzieś jadą na tak długo, sam na sam. Nie wie czy da radę, bo bardzo dużą część państwa będą pokonywać autostopem. Nie mają żadnych noclegów. Będą spać albo w namiotach albo coś im się uda znaleźć do przenocowania. Będą dużo chodzić i nie wie czy da radę fizycznie. Nie chce przy nim źle wypaść. Do tego strasznie chce jej się spać. Ledwo co zjadała śniadanie. Jesteśmy dostała sms'a. Wzięła plecak podróżny na plecy, który ważył z kilkanaście kilo i opuściła dom. Przed nim stał jakiś samochód. Wyszedł z niego chłopak.
- Hej kochanie. - podszedł do niej i pocałował ją
- Hej. - mruknęła słabo
- Gotowa? - zapytał
Kiwnęła głową i wrzuciła plecak do bagażnika. Zajęła miejsce z tyłu, a koło niej chłopak.
- Hej Monika. - przywitała się z ich aktualnym kierowcą
- Hej, hej. Jak samopoczucie?
- Chyba jeszcze trochę jestem śpiąca. - zaśmiała się i zapięła pasy
Popatrzyła na chłopaka, który przyglądał jej się z uśmiechem. Puściła mu oczko i złapała jego dłoń.
- Że tobie się chce tak w nocy jechać. - zwróciła się do Moniki
- Nie wiem jak ten gnojek mi się odpłaci. - westchnęła i popatrzyła w lusterko
- Wiesz, że cię kocham siostrzyczko moja. - puścił jej buziaka
Jeszcze nigdy nie miała okazji tak długo przebywać z siostrą chłopaka i z nią porozmawiać. Bardzo miła kobieta. Widać, że są bliźniakami. Mają ten sam sposób mówienia, podobne charaktery. Wydaje się być spokojnym i dobrym człowiekiem jak brat. Wydaje jej się, że się polubiły. W ogóle nie odczuwała różnicy w ich wieku. Dobrze, że przynajmniej z siostrami ma dobry kontakt, bo z matką trochę ciężko...

- To bawcie się dobrze. - uśmiechnęła się - Tylko spokojnie mi tam. - pomachała palcem
- Dzięki wielkie. - podziękowała
- Dzięki siostra. - przytulił się do Moniki - Nigdy nikogo tak nie kochałem jak jej. - szepnął jej na ucho
- Dbaj o nią. - pogładziła go po plecach
Oderwał się i podszedł do dziewczyny.
- Dzięki Monia za podwózkę. Jakoś to wynagrodzę. - puścił jej oczko
- Spoko. Uważajcie na siebie. - uśmiechnęła się i odeszła
Wzięli swoje plecaki i ruszyli w stronę bramek.
      Siedziała w samolocie przy oknie, bo ubłagała chłopaka. Mogła podziwiać piękne widoki. Zadowolona położyła głowę na ramię ukochanego. Bardzo się cieszyła, że są tu razem. Jak dobrze, że na tamtej akcji nie trzymała języka za zębami i wygarnęła mu wszystko co o nim sądzi. Bo tak to pewnie by przeszedł obok niej obojętnie i obydwoje teraz by byli smutnymi ludźmi. Przymknęła oczy i wspominała ich pierwsze spotkanie. Jego cudowne, niebieskie oczy, to jak z troską ją słuchał i rozmawiał. To że był normalnym człowiekiem.
Wspaniały był widok jak zadowolona dziewczyna z zachwytem ogląda widoki za oknem samolotu i promienie wschodzącego słońca muskają jej twarz. Nie chciał, żeby ten obraz kiedyś zniknął mu z pamięci i zrobił jej zdjęcia. W sumie też mu się podobało, to co widzieli za oknem. Usiadł wygodnie w fotelu i przymknął oczy. Poczuł jak ukochana kładzie głowę na jego ramieniu. Podniósł delikatnie oczy i uśmiechnął się. Jak to do szczęścia niewiele trzeba... Wystarczy tylko jedna osoba. Czuł jej miarowy oddech, dopadł ją sen. Należy jej wypoczynek. Studia wysysają z człowieka energię, wie to ze swojego doświadczenia. Skoro ona śpi i nie ma nic do roboty, to chyba sam się zdrzemnie.
     Przywitała ich ciepła, słoneczna Italia. Rozłożyli mapę miasta i odszukiwali punkty do zwiedzania, które mają wypisane. Było tam pięknie. Zaczęli od jakiejś starej katedry, która robiła spore wrażenie. Była ogromna. Miała piękne rzeźby i witraże. Bardzo jej się podobało.
- Misiu, jestem głodna. - jęknęła kiedy zmierzali do rynku miasta.
- Na rynku pewnie będą jakieś restauracje, to tam zjemy pyszne włoskie śniadanko. - objął ją ramieniem i pocałował w głowę.
- Nadal nie wierzę, że tu jesteśmy. - złapała jego dłoń - Zobaczysz, będzie mega.
- Wiem kochanie.
Rynek nie był specjalnie duży i nie był oszałamiający. Jakiś kilka posągów, jedna fontanna. Ona nie mogła się na niczym skupić, bo już tylko myślała o jedzeniu. Jak to kobieta. Ale robiła dużo zdjęć, musi mieć pamiątki. Na niektórych łapała też Michała. W końcu przyszedł czas, że weszli do restauracji. Wewnętrznie skakała z radości, a na zewnątrz okazywała spokój. Zajęli stolik i wzięli kartę dań. Dobrze, że było też po angielsku. Nie wiedziała na co się zdecydować. Po długim namyślaniu postawiła na wypasionego omleta, jej chłopak również. Do tego wzięła świeżo wyciskany sok z grapefruita i pomarańczy.
- Po śniadaniu lecimy już do innego miasta. - oznajmił - Dajesz radę z plecakiem? Nie jest ciężki? - patrzył na nią z troską jak podczas pierwszego spotkania
To ten sam strażak.
- Tak, wszystko jest okej. - uśmiechnęła się - A ty?
- Daję radę. - zaśmiał się
Miła pani przyniosła ich zamówienie. Pachniało cudownie. Uśmiechnęła się szeroko i patrzyła dużymi oczami na jedzenie. Pocierała zadowolona dłońmi i wierciła się na krześle. Może było to zachowanie jak u nastolatki, ale taka już jest.
- Boże, jak ja uwielbiam twoje zadowolenie. - jego oczy błyszczały - Taka radosna dziewczynka, bo dostała jedzenie.
-Dobra, jedz już, nie marudź. - machnęła ręką i wzięła się do jedzenia
      Szli już chyba siódmy kilometr i trochę zaczęły ją boleć nogi. Było gorąco, słońce nie oszczędzało swoich promieni. Ale nie chciała się poddać. Zaraz mają zrobić sobie przerwę. Widoki były cudowne. Całkiem inaczej niż w Polsce. Znaleźli jakąś miejscówkę do odpoczynku. Ściągnęła plecach i opuściła go na ziemię. Sama się położyła i zasłoniła ręką oczy.
- Chwilka przerwy i idziemy dalej. - oznajmiła
- Zostaniemy tu ile potrzebujesz. - pogładził ją po brzuchu, co ją załaskotało i zgięła się w pół.
- Łaskotało mnie to. - powiedziała śmiejąc się i dała mu buziaka
      Cały dzień chodzili, dwa razy jechali z jakimiś obcymi ludźmi, którzy byli bardzo życzliwi i podwozili ich tam gdzie chcieli. Dotarli do miasteczka, do którego planowani dotrzeć. Zrobili około 160 km. Zbliżał się wieczór, a oni jeszcze plątali się po okolicy.
- Tu są jakieś pokoje do wynajęcia. - pokazała na budynek - Może pierwszą noc spędzimy w normalnym pokoju? Nie mam już siły na szukanie miejsca na namiot i rozbijanie. - westchnęła
Padała z nóg. Była okropnie zmęczona i marzyła, żeby się wykąpać , bo cała kleiła się z potu.
- Okej. - zgodził się i weszli do budynku
Podeszli do pani, która siedziała za ladą.
- Dobry wieczór. - przywitali się - Czy są wolne pokoje?
- Dobry wieczór. - uśmiechnęła się przyjaźnie - Mam tylko wolny dwuosobowy z jednym łóżkiem.
Michał się skrzywił na tą wiadomość.
- Może być. - oznajmiła
Chłopak nie był zadowolony. Ona nie miała zamiaru chodzić gdzie indziej, chciała już spać. Dostali klucz i instrukcje jak dojść do pokoju.
Gdy tylko otworzyła drzwi uśmiechnęła się. Weszła i rzuciła plecak. Opadła na łóżko i zamknęła oczy.
- Ooo tak. - szepnęła
- Ładnie tu. - mruknął chłopak
- Mhm. - zgodziła się - Idę się myć.
Wstała szybko i podeszła do plecaka. Wyciągnęła z niego ręcznik, żel i koszulkę, która będzie robiła za piżamę. Łazienka była małych rozmiarów, ale przytulna. Jak przyjemnie jej się zrobiło, jak krople ciepłej wody zmywały z niej cały brud. Nie chciała blokować łazienki chłopakowi, więc się sprężała. Wytarła swoje mokre ciało i założyła koszulkę. Skapnęła się, że nie wzięła majtek. Obwinęła biodra ręcznikiem i wyszła do pokoiku.
- Możesz już iść się myć. - oznajmiła i podeszła do plecaka.
Michał zniknął w łazience, a ona schyliła się, żeby wygrzebać bieliznę. W tym czasie zsunął jej się ręcznik. Akurat wtedy pojawił się chłopak. Zastał ją wypiętą z gołym tyłkiem. Udawała, że nic się nie stało i dalej grzebała za majtkami. Wyprostowała się i popatrzyła na Michała, który miał tylko owinięty ręcznik wokół bioder. Jego wyrzeźbione ciało. Minął ją i wziął z plecaka bokserki. Kiedy przechodził koło niej, żeby wrócić do łazienki złapała go za rękę. Zatrzymał się i popatrzył na nią. Zbliżyła się do niego i wpatrywała w jego oczy. Jego dłoń, którą trzymała przeniosła na swój pośladek i ujęła jego twarz. Patrzył na nią z lekkim strachem, chyba. Powoli i delikatnie złączyła ich wargi w pocałunku. On stał jak słup soli. Złapała za jego ręcznik i pociągnęła w dół. Teraz stał przy niej nagi. Zbliżyła się jeszcze bardziej do niego i objęła jego szyję. Pragnęła go bardzo. Zaczął odwzajemniać jej pocałunki. Objął ją w talii i poddał się. Zrobiła kroki w stronę łóżka i zatrzymała się przed nim nie odrywając się od niego. Puściła się go i opadła na łóżko. Zaraz znalazł się nad nią i wpatrywał w jej oczy. Tak jakby oczekiwał jej zgody. Kiwnęła głową i objęła jego szyję. Ciągle w jego oczach widziała troskę. Przyłożył swoje wargi do jej szyi i delikatnie ją muskał. Odchyliła głowę i oddała się rozkoszy. Jego delikatne pocałunki wywoływały u niej ciarki. Jego ciepłe ciało ciągnęło ją do siebie, ale on nadal był nad nią. Pogrywał z nią. W końcu poczuła go na wnętrzu uda. Zanurzyła palce w jego czuprynie i mocno je złapała kiedy poczuła go w sobie. Jej jęk był uzasadniony. Takiej rozkoszy nie czuła jeszcze nigdy. Próbowała się dostosować do jego rytmu, ale jakoś nie mogła. Był taki wyjątkowy. Był taki delikatny, a za razem dawał jej takie doznania, że w głowie się nie mieści. Nie raz miał wbite paznokcie w plecy. Kochali się bardzo długo. W końcu go miała całego. Był niesamowity. Położył się koło niej i zmachany wpatrywał się w sufit. Popatrzyła na niego szybko oddychając. Nic nie mogła wyczytać.
- Kocham cię Misiu. - powiedziała i położyła rękę na jego
Ścisnął ją i przełknął ślinę.
- Ja ciebie też. - szepnął
- Dla samego seksu bym z tobą została. - zaśmiała się - Ale że cię kocham najmocniej na świecie, to tylko miły dodatek.
Westchnął i odwrócił się do niej. Przytulił ją i gładził jej włosy.
- Chyba nie dałem ciała, co?
- W życiu kochanie. - pogładziła go po plecach - Może nie mogliśmy złapać wspólnego rytmu, ale pod koniec... To jest jak z jazdą konną. Jak przebywacie ze sobą razem i trenujecie, to wychodzi z tego coś wspaniałego. Tylko trzeba czasu.
- Chyba tak. - pocałował ją w głowę - Idę się umyć.
Niechętnie go puściła i odprowadziła go wzrokiem. Taka seksowna sylwetka. Do tego potrafi z nią tyle zrobić. Dotknęła swoich warg, które tyle zebrały jego słodkich pocałunków. Jej Michał.
Pachnący świeżością położył się koło niej i przytulił ją.
- Dobranoc kochanie. - szepnął
- Dobranoc. - odpowiedziała i wtuliła się w jego tors
           Przebudziła się w nocy. Odwróciła się do Michała, ale go nie było. Otworzyła oczy i podniosła się na łokciach. Dostosowała wzrok do ciemności i rozejrzała się do pokoju. Nigdzie go nie było. Usiadła i zobaczyła uchylone drzwi od małego balkoniku. Odsunęła kołdrę i zeszła z łóżka. Podeszła do drzwi i przystanęła. Siedział z podkulonymi nogami i wpatrywał się w dal. Wiedziała, że to przez nią. Kucnęła koło niego.
- Przepraszam. Przepraszam Michał. - zaczęła - Przepraszam, że cię do tego zmusiłam. Przepraszam za ten pokój. Przepraszam.
Ze łzami w oczach zostawiła go i poszła do środka. Przystanęła przy łóżku i otarła spływającą łzę. Poczuła jego palce na swoim ramieniu.
- Co ty znowu wymyślasz? - mruknął - Za nic nie musisz przepraszać, do niczego mnie nie zmusiłaś. Kochanie. - odwrócił ją do siebie - To było coś wspaniałego. Myślałem, że oszaleję. Ja chcę dla ciebie jak najlepiej. - przytulił ją
- Wiem. Dziękuję ci. - wtuliła się w niego
- Nawet nie wiesz jak nieraz musiałem się hamować, żeby z tobą nie zrobić tego co dzisiaj. - zaśmiał się - Jesteś taka seksowna.
Zaczęła się śmiać szyderczo i "tańczyć" z radości. Patrzył na nią z rozbawieniem. Podszedł do niej i przytulił od tyłu.
- Ile ty dziewczyno masz lat? - śmiał się
- W twoich ramionach czuję się taka bezpieczna. - przejechała dłońmi po jego rękach, które ją obejmowały
Takie silne.

niedziela, 17 lutego 2019

Rozdział 18

      Czeka ją bardzo zabiegany dzień. Najpierw musi jechać na uczelnię odebrać swój dyplom i wszystkie papiery. Potem wrócić i od razu pojechać do miasta, zanieść papiery i podanie o pracę. Ma na to tylko dzisiaj, bo rekrutacja właśnie się rozpoczęła i trwa 2 tygodnie. A przecież w poniedziałek już jadą na wakacje, więc jej nie będzie. A nikt inny nie może za nią tego zrobić, bo nikt nie wie o jej planach. Nie chce mówić, żeby przy porażce nie musieć się wstydzić. Trochę nie czuje się z tym dobrze w stosunku do Michała, bo obiecali sobie, że będą mówili sobie wszystko. Nie wie jak na to zareaguje, jak się dowie. Ale to dopiero po wszystkim.
Siedziała na auli pośród osób, które także zostały magistrami. Nagle ogarnął ją smutek. Zdała sobie sprawę, że po raz ostatni jest w tym miejscu z tymi ludźmi. Przecież tyle razem przeżyli. Te wszystkie wspomnienia zostaną jej do końca życia. Ale teraz będzie wolna. Z szerokim uśmiechem podchodziła do rektora, kiedy wyczytano jej nazwisko. Jeszcze chyba nigdy tak się nie cieszyła. To koniec! Na szczęście cała uroczystość długo nie trwała. Wszyscy z roku szli na piwo. Ona niestety nie mogła zostać. Musiała zdążyć przed 15.30 z papierami do pracy.
Od razu pojechała do miasta. Wysiadła na dworcu, bo stamtąd miała najbliżej do celu. Szła zestresowana. Z każdym krokiem, który przybliżał ją do celu jej żołądek kurczył się bardziej. W końcu stanęła przed otwartą bramą i popatrzyła na budynek. Państwowa Straż Pożarna. Nie mogła oderwać wzroku od widniejącego napisu. Wzięła głęboki wdech i ruszyła. Bardzo się stresowała, bo Michał miał służbę i nie mógł jej zobaczyć. A ona musi przejść przez cały plac, który jest widoczny z okien strażaków. Szybkim krokiem podążała do budynku komendy powiatowej. Miała spuszczoną głowę i patrzyła tylko przed siebie. Modliła się, żeby nikt jej nie widział, a w szczególności Michał. Dopadła drzwi i nacisnęła odpowiedni guzik na domofonie. Po chwili usłyszała dźwięk zwalniania blokady i szybko weszła do budynku. Dokładnie nawet nie wiedziała gdzie ma iść. Jest po raz pierwszy w tym budynku. Znalazła tabliczki informacyjne, z których wynikało że musi iść schodami do góry. Tam odszukała odpowiedni pokój i zapukała. Usłyszała "proszę" i weszła. Przy biurku siedziała młoda kobieta, tak po 30.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się nieśmiało - Chciałam złożyć dokumenty do rekrutacji do sekcji kontrolno-rozpoznawczej.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się - Oczywiście.
Wyciągnęła z torebki zaklejoną dużą kopertę ze wszystkimi papierami.
- Proszę. - podała kobiecie
- Yhym. - zobaczyła czy wszystko jest dobrze podpisane - Tutaj jest wszystko dobrze. Wyniki rekrutacji będą na naszej stronie internetowej oraz tutaj na korytarzu na tablicy informacyjnej. Z mojej strony to wszystko.
- Dziękuję bardzo. - uśmiechnęła się - Do widzenia.
- Do widzenia.
To ma już za sobą. Teraz się modlić, żeby się dostała i o to, żeby Michał jej nie zobaczył. Delikatnie otworzyła drzwi i sprawdziła czy nikogo nie ma. Czysto. Wyślizgnęła się i prawie biegnąc pokonała cały plac. Zwolniła dopiero za murami jednostki. Jej telefon zaczął dzwonić. Szybko wygrzebała go z torebki. Michał. Czyli ją widział. Przeciągnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła go do ucha.
- Hej kochanie. - przywitała się - Co tam?
- Hej. - usłyszała jego radosny głos - Właśnie leżę sobie na łóżku i odpoczywam. Już dzisiaj mieliśmy 3 wyjazdy, a jest dopiero 15, masakra. A co tam u Ciebie? Jak zakończenie?
- Dobrze, dobrze. Teraz już oficjalnie jestem wolna. - zaśmiała się - I będę mogła się skupić na tobie, a nie na głupiej nauce. Właśnie idę spotkać się z Anią.
- Nie jesteś we Wrocławiu?
- Nie. Obiecałam Ani, że się z nią spotkam.
- No dobrze. - westchnął - Uważajcie tam na siebie.
- Ty na siebie też.
- Pozdrów Anie. Pa kochanie.
- Pa. Michał? - zdążyła przed rozłączeniem się
- Tak?
- Zadzwonisz później?
- Oczywiście kochanie.

sobota, 16 lutego 2019

Rozdział 17

    Przyszedł ten dzień. W nocy nie mogła spać, bo ciągle się stresowała. Z tego wszystkiego było jej zimno. Zawsze tak ma pod wpływem stresu. Mimo to udało jej się zapaść w lekki sen, który przerwał budzik. Szybko go wyłączyła i leżała jeszcze chwilę. Wpatrywała się w sufit i nawet nie mrugała. Nie chciała tam iść. Boi się i to bardzo. Że nie będzie umiała odpowiedzieć na żadne pytanie. Westchnęła po kilku minutowym rozmyślaniu i przewróciła się na brzuch. Ociężale  podniosła się na kolanach i przeżegnała się. Pogrążyła się w modlitwie. Pod koniec szlochała. Prosiła bardzo o siłę i o to aby zdała.
Pierwsze co to poszła do łazienki. Tam długo nie zawitała i zaraz wzięła się za śniadanie. Nie miała żadnego pomysłu co może zjeść. Z resztą, jej żołądek był totalnie zaciśnięty. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła jogurt truskawkowy. Rozsiadła się wygodnie na swoim krześle i powoli spożywała śniadanie. Wyciszała się wewnętrznie i głęboko oddychała. Jeszcze tylko dzisiaj. Szybko różowa substancja zniknęła z plastikowego kubeczka. Odstawiła je na biurko i wzięła ubrania. Białą koszulę z długimi rękawami i do tego czarną ołówkową spódnicę. Musi się przemęczyć podróż busem w takim stroju. Trochę to niewygodne, ale innego wyjścia nie ma.
   Bus był prawie pusty, więc mogła usiąść na pojedynczym miejscu. Oparła się wygodnie i wyciągnęła materiały. Powoli śledziła tekst i zdawała sobie sprawę, że nie potrafi tego powiedzieć bez czytania. A przecież tyle się uczyła... To jest dzień jej klęski. Kompletnie nic nie umie. Z jej torebki wydobył się dźwięk jej dzwonka. Szybko wygrzebała telefon i ujrzała na ekranie Michała z szerokim uśmiechem. Zadowolona przeciągnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła telefon do ucha.
- Słucham. - mruknęła wesoło
- Cześć kochanie. - radosny głos dotarł do jej uszu
- Cześć Misiu.
- Jak się czujesz? - zapytał
- Dobrze. - powiedziała szybko - Jadę busem i powtarzam sobie.
- No i po co? - westchnął - Wszystko już umiesz.
- No właśnie nie. - powiedziała smutno - Teraz jak to wszystko czytam, to wydaje mi się jakbym czytała to po raz pierwszy.
- Ładna dzisiaj pogoda. Do jeżdżenia w sam raz. Co nie Pimpek? - usłyszała prychnięcie konia - Ma dzisiaj dobry dzień. Będzie udany trening. Obiecałem mu, że jak się spisze, to na następnym treningu ty będziesz.
- Haha, to będzie robił wszystko, żeby do tego nie doszło. - zaśmiała się - Jak się czujesz Michał?
- Dobrze. - przeciągnął to słowo - Pospałem sobie dłużej. Ale jakieś przeziębienie mnie łapie. Kości mnie bolą...-westchnął
- To starość, a nie przeziębienie.
- Dzięki wiesz. - mruknął
- Oj kochanie. Wrócę, to się wygrzejesz.
- Podoba mi się. Muszę kończyć. - powiedział smutno - Pimpek się denerwuje.
- Jasne. Miłej jazdy kochanie.
- Dziękuję. A ty tam rozwal wszystkich. Trzymam mocno kciuki i jestem z tobą.
- Kocham cię Michał. - szepnęła
- Ja ciebie też.
Westchnęła i schowała telefon do torebki. Wyjrzała przez okno, gdzie wiosenne słońce posyłało swoje promienie. Było pięknie. Wszystko robiło zielone i budziło się do życia. Ona dzisiaj może zrobić krok do spełnienia swoich marzeń. Przeniosła wzrok na notatki i odszukała tego, czego obawia się najbardziej.
Przez to czytanie podróż minęła jej ekspresowo. Wyszła z busa i kierowała się swoją wyrobioną drogą. Od 5 lat miała stałą trasę. Jak zwykle szła szybkim krokiem, chociaż nigdzie się nie spieszyła. Miała ponad godzinę. Na dworcu PKP, przez który musi przejść, aby znaleźć się na odpowiednim przystanku, było jak zwykle pełno ludzi. Nienawidzi jak ktoś zastępuje jej drogę, albo ją zahacza. Nie lubi ludzi. Po wyjściu z dworca został jej prosty odcinek placu i jest na przystanku. Popatrzyła na rozkład. Jej autobus ma być za 2 minuty. No i super. Pamięta swój pierwszy dzień. Jak stała tu przestraszona i kupowała bilet. Bała się, że nie wysiądzie na odpowiednim przystanku. Ale jakoś jej się udało. I teraz jedzie na obronę. Podjechał jej autobus i wsiadła do niego środkowymi drzwiami. Miejsca siedzące zajęte, więc stanęła przy barierce przy oknie. Woli stać niż siedzieć przodem do kierunku jazdy, po tym jak zobaczyła pewien filmik z wypadku autobusu. Ta sama droga, te same widoki. 10 minut i jest na miejscu. Żeby trochę zapomnieć o stresie weszła do pobliskiej galerii. Znała rozmieszczenie sklepów już na pamięć i od razu zaczęła się kierować do sklepu na końcu korytarza. Tam może sobie kupić banana, na którego tak bardzo ma ochotę. Na szczęście zaraz przy wejściu były owoce, więc wzięła jednego i podała pani do zważenia. Ładnie podziękowała i udała się do samoobsługowych kas. Uwielbia je, nie trzeba stać w kolejce i zakupy idą ekspresowo. Nie ma nic innego do załatwienia, to idzie na uczelnię.
Przed salą siedziała kilka osób z jej roku. Zaczęła z nimi rozmawiać, żeby zająć myśli czym innym niż obrona. Większość wydawała się być spięta, ale byli tacy co siedzieli sobie na totalnym luzie. Jak ona by tak chciała. Wyciągnęła banana i powoli brała jego kęs. Ponoć dobrze odżywia mózg.
Popatrzyła na zegarek. Jej kolej będzie za 5 minut. Ścisnęła mocniej telefon i weszła na wiadomości. Odnalazła Misiek i wystukała: Michał, boję się. Przymknęła oczy i pokonywała stres. Nie będzie tak źle, nie będzie tak źle - powtarzała sobie w głowie. Poczuła wibrację telefonu. Wiadomość od Michała. MMS. Otworzyła go i jej oczom ukazało się selfie chłopaka. Na twarzy miał szeroki uśmiech bez rozdzielania warg i podpis: dasz radę. Chyba jego pierwsze selfie w życiu. Uśmiechnęła się na ten widok i od razu poczuła lepiej. Schowała telefon do torebki i przygotowała się do wejścia. Po chwili wywołano jej nazwisko. Wzięła głęboki wdech i weszła.
Pytania jej pasowały i jak zdała sobie sprawę, że zna odpowiedź na każde z nich poczuła się pewna siebie. Zaczęła mówić komisji wszystko to co wie. Na początku głos jej drżał, ale po chwili się rozkręciła i mówiła jak z automatu. Nikt nie miał do niej pytań i szybko mogła wyjść. Oczywiście wypytywali ją jak było. Była z siebie zadowolona. Wiedziała, że raczej uda jej się obronić.
Na wyniki nie czekali długo. Jej serce zaczęło być szybciej, kiedy wyczytano jej nazwisko. Podeszła do komisji i czekała na wynik. 5.0. Wypuściła powietrze i szeroko się uśmiechnęła.
- Dziękuję bardzo. - powiedziała i radosna opuściła salę.
Nie mogła wyjść z podziwu, że udało jej się tak dobrze obronić. Przytulała się z koleżankami i gratulowały sobie na wzajem. Wszyscy z jej roku zdali. Zadowoleni kierowali się do wyjścia z uczelni. Ostatni raz jest w tym wspaniałym budynku. Jest cały oszklony i taki jasny. Wszystko widać co się dzieje na zewnątrz. Uśmiechnęła się pod nosem i popatrzyła na wyjście. Zamurowało ją, bo zobaczyła jego.


      Emilka miała dzisiaj obronę. Postanowił jej zrobić niespodziankę i zaczekać pod budynkiem uczelni. Wie, że budynek, w którym ma obronę jest cały przeszklony, więc bez problemu ją zobaczy, gdy będzie wychodziła. Zadowolony zrobił tak jak postanowił. Dzień jest piękny, świeci słońce i jest w miarę ciepło. Kiedy był kilkanaście metrów od uczelni zobaczył ją. Szła zadowolona ze znajomymi i popatrzyła tak jakby w jego stronę. Po chwili zaczęła biec. Zadowolił się i uśmiechnięty szedł w jej stronę. Opuściła radosna budynek i rzuciła się w ramiona jakiegoś chłopaka.


- Przepraszam was. - zwróciła się do znajomych i zaczęła biec do wyjścia.
Otworzyła jedne drzwi, potem drugie i była na zewnątrz. Rozłożył ręce i wpadła w jego objęcia. Złapał ją mocno w talii i zaczął się obracać wraz z nią.
- Zdałam, zdałam, zdałam! - pisnęła z radości i pocałowała go
- Gratuluję kochanie. - był rozpromieniony
Wpatrywali się sobie w oczy. Tak bardzo go kocha.
- Jestem z ciebie cholernie dumny. - postawił ją na ziemię
- A co ty tutaj robisz? - złapała go w pasie
- Przyjechałem po moją panią magister.
- Taki przystojny.
Miał na sobie koszulę w kratkę i granatowe spodnie. Wyglądał tak cudownie.
- To co idziemy na jakąś kawkę? - zapytał i złapała jego dłoń - Niedaleko jest fajna kawiarnia. - popatrzyła w tamtą stronę
Stanęła jak wryta. Nie wierzyła własnym oczom, kto przed nią stoi.
- Józek. - podeszła do niego uśmiechnięta - Cześć. - przytuliła się do niego
- Cześć. - uśmiechnął się
- Co tu robisz?
- Przyleciałem na tydzień załatwić kilka spraw. - oznajmił - A że miałaś dzisiaj obronę, to chciałem ci osobiście pogratulować.
- Dziękuję, to bardzo miłe. A to jest mój chłopak, Michał. - pokazała na chłopaka - Michał, to Józek.
Podali sobie ręce.
- Czy to najwspanialsza pani magister na świcie? - usłyszeli za ich plecami
Odwróciła się do zmierzającego w ich stronę chłopaka.
- Widzisz jaką masz mądrą siostrę? - uśmiechnęła się i przytuliła do niego
- Wiedziałem to zawsze. - pogładził ją po plecach - O, siema Michał. - zadowolony przybił sztamę z chłopakiem - Kurde, ładnie ci w koszuli kowboju.
- Dzięki młody. - zaśmiał się
- Cześć Józek.- powiedział to poważnie - Co tu robisz?
- Mam kilka spraw do załatwienia i musiałem przylecieć.
- Yhym- mruknął - A słuchaj... Kiedyś wspominałeś o jakiejś wycieczce do USA...
- Aaa do tego pijesz. - zaczął się śmiać - Jasne, śmiało możesz napisać kiedy, co i jak i możesz wpadać. Ogarnę też wtedy jakieś wolne i pozwiedzamy. Oczywiście was też zapraszam. - zwrócił się do pary
- Super. - zadowolił się Robert - Kurde, muszę lecieć. - westchnął - Emilciu kochanaaaa.
- Czego chcesz? - zapytała i podniosła brew
- Poczekacie na mnie godzinę? Bo mam jeszcze tylko jeden wykład i nie musiałbym wracać busem.
- A to z Michałem gadaj, ja nie wiem jakie ma plany.
Popatrzył na niego z oczami jak kot ze shreka.
- Michałku, czy okażesz mi swą dobroć kolejny raz i zabierzesz mnie do domu? Proszę cię z całego serca.
- Matko, na serio jesteście rodzeństwem. - mruknął - Masz szczęście, że mam dobry humor. Znaj moją dobroć.
- Dzięki. Lecę, do zoba. - pomachał im i odszedł
- To co. - złapała Michała za rękę - Może pójdziemy na kawę? Opowiesz co tam u ciebie. - popatrzyła na swojego byłego
- Nie chcę wam przeszkadzać.
- Spoko i tak musimy czekać na młodego. - odezwał się strażak
       Znaleźli się w kawiarni. Nie było tam tłoczno, można było normalnie porozmawiać. Czuła się trochę niezręcznie, bo w jednym miejscu jest Michał i Józek. Chłopakowi chyba się to nie podoba, no ale Józek to jej przyjaciel i jest ciekawa co tam u niego. A trafiła się idealna okazja.
- Zamierzasz kiedyś wrócić? - zapytał rozbawiony Michał po wysłuchaniu opowieści Józka
- Haha, przez najbliższe kilkanaście lat nie planuję. Nie oszukujmy się, tam jestem ustawiony do końca życia.
      Wracali samochodem do domu. Co chwilę o czymś gadali i było śmiesznie. Miała taką wielką ochotę przytulić się do chłopaka, podziękować mu za wsparcie i za to że jest. Położyła swoją lewą dłoń na jego prawym udzie. Uśmiechnął się delikatnie i dalej patrzył na drogę.
- To jak świętujemy twój tytuł? - zapytał - Możemy zostać u ciebie, możemy pojechać do mnie albo pójść do klubu na balangę. Weźmiemy młodego, co nie? - popatrzył w lusterko
- Co? - zapytał wyrwany z zamyślenia
- Uuuu zakochany. - zaśmiał się Michał - A właśnie, jak tam z dziewczyną?
- Ma innego. - westchnął
- Przykro mi. Ale zobaczysz, znajdziesz lepszą. To co, idziesz z nami na jakiegoś drinka?
- Mogę iść. - uśmiechnął się
- To jak? - popatrzył na ukochaną
- Dobrze kochanie. - szepnęła i oglądała widoki za oknem
- Ej, jak nie chcesz to powiedz. Przecież to twoje święto i ty wybierasz jak chcesz świętować. Ja tylko rzuciłem propozycje.
- Możemy zostać w domu? - popatrzyła na niego z nadzieją
- Pewnie Młoda. - uśmiechnął się
- Jak było na treningu? - zapytała
Naprawdę interesowała się jego pasją. Wspiera go w tym, bo wie że jest to dla niego ważne. Widzi jak się cały oddaje.
- Bardzo dobrze. - widziała błysk w jego oczach - To był nas dzień. Nie pamiętam kiedy tak dobrze nam szło. Forma mu dopisuje, więc może wiele zwojować w zawodach. Tylko muszę go utrzymać na tym poziomie. Szkoda, że jedne zawody nam przepadają. - westchnął
- Dlaczego ?
- Bo są w przyszłym tygodniu, a przecież będziemy na wakacjach.
- Misiek, nic nie mówiłeś o zawodach. - zasmuciła się
- Nie mówiłem, bo byś nie chciała pojechać na wakacje. A one ci się należą. Spokojnie, zawodów jest pełno, jeszcze się najeździmy. - zaśmiał się
- Długo już trenujesz? - zapytał Robert
- Noo sporo. Z jakieś 16 lat. - oznajmił
- Łoooooo. - zrobił wielkie oczy - To czemu nie zostaniesz trenerem. Pewnie masz olbrzymie doświadczenie. Emilka mówiła, że mas zarąbiste podejście i się do tego nadajesz. A dodatkowo dziewczyny lecą na młodych trenerów.
- Uff, dobrze że ja nie jestem młody. - udał, że odetchnął z ulgą
- Młodym człowiekiem nie jesteś, fakt. - zaczął Robert - Ale jak na trenera jesteś pewnie młody.
Bo z czego kojarzę, to trenerzy raczej są już po 40, więc masz sporą przewagę nad nimi. Dziewczyny już takie są. - poklepał siostrę po ramieniu - Będziesz miała bogatego faceta. I oczywiście jak coś to wal śmiało, zawsze chętnie pomogę. Serio.
- Daj mi się trochę zastanowić, okej?
- Jasna sprawa, to twoje życie nie moje.
Widziała po chłopaku, że bardzo by tego chciał. I on by tego chciała. Będzie robił to co kocha.
Nie dość, że  kocha straż pożarną i jest zawodowym strażakiem, to jeszcze mógłby spełniać się w drugiej pasji. Byłby chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Będzie go wspierała w każdej jego decyzji. Dla niej odpuścił jakieś zawody, przez co nie czuła się najlepiej. Musi mu to jakoś wynagrodzić, ale nie wie jak. Musi dłużej pomyśleć.
Weszli do domu, ale nikogo nie zastali. Mama jeszcze nie wróciła z pracy, a tato pewnie w odwiedzinach u dziadków. Jeździ do nich codziennie, mieszkają wioskę obok i dla rekreacji grają w karty. Tak jest od zawsze. Zadowolona poszła do swojego pokoju i rzuciła torebkę na podłogę.
W końcu skończyła się ta mordęga, jest wolna. Od 5 lat czekała na ten moment. Cudem udało jej się wytrwać, a to dzięki wsparciu bliskich, a szczególnie Michała. Jakiego miała farta, że go poznała. Podeszła do chłopaka i rozpromieniona objęła jego szyję. Zadowolony wpatrywał się w jej oczy.
- To już koniec Michał. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę. Myślałam, że już nie wytrzymam, to było dla mnie takie ciężkie. Ale pojawiłeś się ty i tylko dzięki tobie nie zwariowałam i jestem szczęśliwą osobą. Dziękuję ci tak bardzo. Mam takie cholerne szczęście. - do oczu napłynęły jej łzy, łzy szczęścia - Będę ci do końca życia dziękować, że przy mnie jesteś.
Pocałowała go delikatnie i mocno się przytuliła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam się do ciebie przytulić. - mruknęła
- Jestem z ciebie cholernie dumny. - pogładził jej plecy - Jesteś moją dzielną i odważną dziewczyną. Podziwiam cię w każdym calu.
- A teraz, jak już studiów nie mam, będziemy mieli dla siebie więcej czasu. - powiedziała to rozkosznie i poruszała brwiami - To będzie cudowne życie.
Wpiła się w jego wargi. Tak bardzo chciała mieć go teraz przy sobie. Zanurzyła palce w jego czuprynie, a on ją złapał w talii. Z sekundy na sekundę pragnęła go bardziej, ale czuła jego niedostępność. Oderwała się od niego i przyłożyła czoło do jego.
- Muszę cię zabrać na jakiś obiad. - wyszeptała
- Nie musisz. - pocałował ją
- Nie, ale chcę. Ale to zaraz, jeszcze chwilę muszę się tobą nacieszyć.
- Dzisiaj jestem tylko dla ciebie. - przytulił ją
- Taką super niespodziankę mi zrobiłeś, że po mnie przyjechałeś. Lepszego mężczyzny nie mogłam sobie wymarzyć.
- Dobra, skończ już to słodzenie, bo się zarumienię. - zachichotał
- Misiu. - mruknęła - Ty chyba jesteś troszkę zmęczony, co?
- Skąd ten pomysł?
- Przecież widzę. - uśmiechnęła się - Chodź, położymy się na chwilkę i odpoczniemy. - pociągnęła go na łóżko - Albo ty sobie już odpoczywaj, a ja pójdę się na razie przebrać. - puściła mu oczko i podeszła do szafy
Wzięła dresy i wyszła z pokoju. Wie, że to jej chłopak, ale jeszcze chyba nie jest gotowa na to, żeby paradować przed nim w samej bieliźnie. Wstydzi się swojego ciała. A może by w końcu posunął by się do końca, nie hamował się? Szybko się przebrała i wróciła do ukochanego, który już prawie spał. Uśmiechnęła się i położyła koło niego. Objęła go ręką i mocno przytuliła.
- Śpij sobie kochanie. - szepnęła i dała mu buziaka
- Miałem ciężki trening. - mruknął - Nie chcę ci tu zasnąć, byłoby to niegrzeczne.
- Głupoty gadasz. - pogłaskała go - Ja sama bym się zdrzemnęła.
- Ale tylko chwilkę.
       Obudziło ją pukanie do drzwi. Otworzyła oczy i ujrzała jeszcze śpiącego Michała. Delikatnie wyswobodziła się z jego uścisku i po cichu podeszła do drzwi. Otworzyła je i zastała tam mamę.
- No witam panią magister! - radosna rzuciła jej się na szyję
- Cześć mamo. - uśmiechnęła się zaspana
- A co ty, spałaś?- popatrzyła na nią
- Położyliśmy się z Michałem i tak jakoś wyszło. - zaśmiało się
- Dzień dobry. - pojawił się za nią chłopak.
- A dzień dobry, dzień dobry. - odpowiedziała wesoła mama - No gratuluję córcia! - jeszcze raz się do niej przytuliła
- Dzięki mamo. Matko, już ta godzina. - popatrzyła na zegarek - Jedziemy Misiek?
- Jak chcesz.
- Zabieram mojego mężczyznę na obiad. - obwieściła mamie i objęła go ramieniem
- To udanego wypadu życzę.
- Tylko szybko się przebiorę i jedziemy. Szykuj się.
Usłyszała tylko 'mhm' i wyszła z pokoju. Założyła te ciuchy, które miała na obronie. Musi wyglądać ładnie, jak on. Podoba jej się mega w koszuli.
- Jeszcze tylko poprawię makijaż. - usiadła przed lusterkiem
- Po co? Wyglądasz świetnie. - stanął za nią.
-Muszę się jakoś z tobą prezentować.
- Ty bez makijażu wyglądasz 1000 na 10. - pocałował ją w głowę
- Oooooo. - jęknęła z zachwytu - Mój słodziak.
      Pojechali do jakiejś restauracji, w której nigdy nie byli. Było cicho, ładnie  tak w sam raz. Jedzenie było przepyszne, co dodało świetności ich świętowania. Cieszyła się bardzo, że może być sam na sam ze swoim ukochanym. Widzieć jego radoś i odczuwać jego miłość.
Po tym wszystkim udali się na krótki spacer po rynku miasta. W pewnym momencie Michał podszedł do małej budki, która była kwiaciarnią. Po chwili wrócił z piękną białą różą.
- Proszę moja damo. - wręczył jej kwiatek
- Oo dziękuję mój mężczyzno. - bardzo się zadowoliła i przytuliła do niego - Jest śliczna. Skąd wiedziałeś, że lubię róże?
- Kiedyś coś tam wspominałaś. - uśmiechnął się - Podjedziemy jeszcze do mnie? Przebrałbym koszulę.
- Jasne. - złapała jego dłoń i podążali do samochodu.
     Weszła do swojego pokoju i stanęła jak wmurowana. Siedziała tam jej kuzynka z chłopakiem  bracia i rodzice.
- Uuu nasza pani magister! - pisnęła Ania i rzuciła się na nią - Gratuluję! Jestem z Ciebie taka dumna.
- Dziękuję.
Była bardzo szczęśliwa, że z nimi może świętować krok w swoim życiu.

środa, 2 stycznia 2019

Rozdział 16

       Od samego rana była podekscytowana. Nie mogła się doczekać spotkania chłopaka z rodzicami. Pewnie będą nieźle zaskoczeni, bo w ogóle nie wiedzą o jego istnieniu. Tak samo Robert. Ma nadzieję, że go polubią, w końcu jest bardzo miłym człowiekiem i spokojnym. Cześć Misiu <3 Jak tam nocka?? :D Wysłała mu sms'a po 10, kiedy wiedziała, że już raczej nie śpi. Znowu musiała posprzątać swój pokój, chociaż po ostatnich porządkach nie było to konieczne. Może w końcu do czytania weźmie jakąś normalną książkę, a nie to co potrzebne na studia... Na swoim regale z wieloma książkami miała kilka tytułów, które wciąż czekały na przeczytanie. Uwielbia twórczość Dana Browna, który słynie z powieści takich jak Kod Leonarda da Vinci czy Anioły i demony. Została jej do przeczytania ostania część. Ale na jej półce figuruje też najnowsza książka Jojo Moyes. I nie wie na którą się zdecydować. Na coś romantycznego, czy bardziej zagadkowego. Postawiła na tą drugą. Usłyszała, że przyszła jej wiadomość. Wzięła telefon i zobaczyła, że to od chłopaka. A dobrze. Spokojna, bez wyjazdów :) A jak u Ciebie??? Uśmiechnęła się do urządzenia i wzięła się za odpisywanie. Dobrze :D Właśnie zamierzam czytać książkę :P A ty już po śniadaniu? Jedziesz  na trening? Przygotowała sobie stanowisko na łóżku do czytania. Ale zawsze to lepiej czytać z gorącą herbatą. Nastawiła wodę na gaz i przyszykowała kubek. Nie powinnaś się uczyć ? :P :* Nie, leżę jeszcze w łóżku. Nie czuję się najlepiej... Nie wiem czy dzisiaj dam radę. Ostatnie zdanie najbardziej ją wkurzyło. Robi wszystko, żeby nie doszło do spotkania z rodzicami. Mimo to wyobraziła go sobie leżącego w łóżku z włosami zmierzwionymi. Chciałaby tak położyć się koło niego i po prostu leżeć. Michał, nawet mnie nie wkurzaj. Przyjechać do Ciebie? Woda się zagotowała i zalała saszetkę. Dodała miodu i wkroiła cytrynę. Nabuzowana poszła do pokoju i zajęła miejsce wcześniej przygotowane. Nie musisz, dam radę. Zaraz coś zjem i pojadę na trening. Czytaj sobie spokojnie :* Kocham Cię Młodaaaaa <3 Ten sms już jej się podobał. Ja Ciebie też Misiu <3 odpisała i zadowolona wzięła się za czytanie.
W końcu mogła zrobić to co lubi, a nie jakieś uczelniane nudy. Jednak co chwilę przerywały jej wiadomości od chłopaka, który marudził i wykręcał się od spotkania. A ona za każdym razem twardo stała na swoim.
Zdążyli już zjeść obiad, a on nie daje żadnych oznak życia. Zabije go jeśli ją wystawi. Siedziała jak na szpilkach, co chwilę sprawdzała telefon czy nie ma żadnej wiadomości. Ale nadal się cieszyła, że w końcu go przedstawi rodzicom i nie będzie musiała się kryć. Chciała, żeby to było zwykłe spotkanie. Bez żadnych uroczystych obiadów czy czegoś tam. Specjalnie im nie powiedziała, że dzisiaj będą mieli gościa, bo chciała zrobić niespodziankę. Tak na luzie i na spontanie jest najlepiej. Ludzie wtedy są sobą. Jestem. Dostała sms i się uśmiechnęła. Dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę. - poderwała się szybko i pobiegła do przedpokoju
Zadowolona otworzyła drzwi i jej oczom ukazał się Michał. Uśmiechnęła się szeroko, a on również.
- Hej. - mruknęła kiedy wszedł i dała mu buziaka
- Hej. Przepraszam, że tak późno, ale trochę zeszło mi z Pimpkiem. Musiałem pozałatwiać parę spraw, zamówić dla niego kilka rzeczy.
Widziała po nim, że się stresuje. Niby się uśmiechał, ale za dobrze go zna.
- Spoko Misiu. - splotła ich palce - Są tylko moi rodzice. Robert jeszcze nie wrócił, także luz. Będzie dobrze.
Kiwnął głową i mocniej zacisnął palce. Uśmiechnięta weszła do salonu,a on za nią. Rodzice przenieśli wzrok z telewizora na nich.
- Mamo, tato, to jest mój chłopak Michał.
Natychmiast wstali i podali sobie ręce. Byli zadowoleni.
- Siadajcie. - pokazała na narożnik - A nic nam się nie chwaliłaś, że masz chłopaka.
- Tak wyszło.
- Michał napijesz się kawy, herbaty? Akurat robimy. - zapytała mama, kiedy rozległ się gwizd czajnika
- Kawę poproszę. - uśmiechnął się
- Jadłeś coś? - zapytała
- Tak.
- Ale na pewno? - troszczyła się o niego
- Tak Młoda. - zaśmiał się - Nie bój się.
Po chwili wszyscy mieli swoje napoje przed sobą.
- To dlatego tak często znikałaś i niby jechałaś do Ani. - zaśmiał się tato - Czym się zajmujesz?
- Tato. - jęknęła - Od razu tak z przesłuchaniem?
- Spoko. - zaśmiał się Michał - Jestem strażakiem.
- No proszę. Zawodowym?
- Tak. A poza tym robię na budowie.
- No i masz strażaka. - uśmiechnęła się mama - To chyba nie muszę pytać gdzie się poznaliście.
- Nie musisz.
Siedzieli i luźno rozmawiali. Chłopak się odprężył, ale jeszcze nie otworzył się do końca. Całkiem inaczej się zachowuje jak jest wśród "swoich", a inaczej wśród obcych. Jest bardziej sztywny i hamuje się z zachowaniem. Skryty w sobie, spokojny mężczyzna. Raczej się polubili. Rodzice nie dawali odczuć, że coś jest nie tak. Bardziej właśnie czuło się ich akceptację i że go polubili.
- Zaraz wracam. Jadę po Roberta. - zostawiła ich mama
Chłopy jak to chłopy znalazły wspólny temat i nic innego już ich nie interesowało. Poszła do kuchni, żeby odgrzać obiad dla brata. Wie, jak to miło, jak wracasz zmęczona z uczelni i czeka na ciebie ciepłe jedzonko.
- Spotykacie się czasami na akcjach? - skierował to pytanie tato do chłopaka, kiedy była w kuchni
Podeszła do drzwi, żeby mogła lepiej słyszeć odpowiedź.
- Tak. W sumie to chyba spotkaliśmy się dwa razy. Ale wtedy jeszcze nie byliśmy razem. - oznajmił
- A przedwczoraj byłeś na tym wypadku, tutaj niedaleko?
- Tak.
- To dlatego tak się wkurzyła, jak przejechaliście. - zaśmiał się tato - Coś poważniejszego się stało? Bo Robert był, ale nie miał kiedy opowiadać.
- Ta co kierowała była sporo pokiereszowana. Miała złamanie otwarte nogi.
- Uuuu, nieciekawy widok. - syknął ojciec
- Pewnie tak, ale idzie się przyzwyczaić. - westchnął chłopak i przeniósł na nią wzrok bo właśnie weszła do salonu
Uśmiechnęła się do niego i usiadła. Przytuliła się do chłopaka i przymknęła oczy, bo akurat leciała piosenka, którą uwielbiają z Robertem. Usłyszała jak wchodzi do domu. Szybko złapała pilota i sporo podgłośniła. Wpadł po chwili śpiewając i tańcząc. Ale to wszystko było w formie wygłupów.
- Emilka, wchodzisz. - powiedział w pewnym momencie, a ona oderwała się od ukochanego i zatańczyła na siedząco.
Kiedy jej brat zobaczył jej towarzysza przystanął i poważnie popatrzył na niego.
- To jest mój chłopak Michał. - powiedziała
Chłopak wstał z uśmiechem i podał rękę młodemu.
- A my się chyba znamy. - wpatrywał się w Roberta
- Niestety. - westchnął młodszy - Robert.
Uścisnęli sobie dłonie. Nie wiedziała o co chodzi. Robert jest do niego wrogo nastawiony. Kiedy się poznali? I w jakich okolicznościach, skoro brat jest jakiś dziwny.
- A to już wiem po kim ma taki temperamencik. - uśmiechnął się i usiadł koło dziewczyny
- Spotkaliście się na akcji? - zapytała
Żaden nie garnął się do odpowiedzi. Patrzyła to na chłopaka to na brata.
- Tak. - mruknął Robert - Idę coś zjeść.
Coś ewidentnie musiało się między nimi wydarzyć. Ale nie chciała o to dociekać przy rodzicach.
- Pójdziemy na chwilę do mnie. - stała i wyciągnęła rękę do chłopaka
Złapał ją i poszli do jej pokoju. W kuchni mijali Roberta, który nawet na nich nie spojrzał. Zamknęła za nimi drzwi i przytuliła się do niego.
- Chyba nie było tak źle, co ? - mruknęła w jego tors
- Bardzo fajni są twoi rodzice. - pogładził jej plecy
- Tylko Robert był jakiś dziwny. Czy to przez coś, co wydarzyło się na ostatniej akcji? - popatrzyła na niego
- A bo ja to wiem. - wzruszył ramionami - Może tak być.
- Co się wydarzyło między wami?
- Nic. Przynajmniej jak dla mnie.
- Czyli coś było. - westchnęła - O co poszło?
- O nic. - zaśmiał się - Emilka, ja nie chcę o tym mówić. Niech on sam Ci powie, bo nie chcę wyjść na jakiegoś skarżypytę czy coś takiego. Ja nie mam żadnego problemu, już o tym zapomniałem.
- Misiu. - pociągnęła go za sobą na łóżko i usiedli - Powiedz mi.
- Nie chcę, żebym miał jakiś wpływ na wasze relację.
- Michał. - powiedziała twardo - Mów i to już.
- Dobrze. - westchnął i objął ją ramieniem - Widziałem, że sobie nie radzi. Znaczy nie radził sobie z sytuacją. Nie dziwię się, bo było sporo krwi, a to jego pierwszy wypadek. Nie wyglądał najlepiej, to podszedłem do niego i powiedziałem, żeby wziął miotłę i pozamiatał. Ale nie zrobiłem tego w chamski sposób i żeby mu pokazać, że jest beznadziejny w ogóle. Chciałem serio dla niego dobrze. Ale on wkurzony powiedział, że nie. To nie naciskałem, robiłem swoje. Ale w pewnym momencie robił się blady jak ściana i prawie zemdlał. Dobrze, że jeszcze nie nieśli poszkodowanej, bo by było nieciekawie. To powiedziałem mu, że w takiej sytuacji nie mam miejsca na kozaczenie. Tu już byłem lekko wkurzony.
- Chciałeś dla niego dobrze. - pogładziła jego policzek - Cały Robert. To dlatego nie chciał wczoraj rozmawiać.
- Ale ja ci nic nie mówiłem. - pocałował ją w głowę
- Dobrze, dobrze. - zaśmiała się
- Powiem Ci jedno. Będzie dobrym strażakiem. Obserwowałem go i widać, że zna się na rzeczy. Ma ogromną wiedzę i potrafi to wykorzystać w praktyce. Jak na taki pierwszy wypadek dał sobie radę. Pamiętam po sobie, jak to było. I nie chciałem być złośliwy, tylko mu pomóc. Bo jakby trafił na Filipa, który był dowódcą, nie byłoby tak pięknie. Tamten by go wyśmiał i pokazał kto rządzi. Nie ukrywam, niektórzy od nas uważają się za lepszych.
- Ty taki nie jesteś. - usiadła na jego kolanach i pocałowała - Za to też cię kocham.
Uśmiechnął się i wpatrywał w jej oczy.
- A właśnie. - mruknęła - Pan coś ostatnio mówił o wakacjach.
- Owszem. - uśmiechnął się - Ma pani jakieś propozycje?
- Zawsze marzyłam o podróżowaniu autostopem. - bawiła się jego włosami - Pojechałabym do Włoch.
- Młoda, mam tylko dwa tygodnie wolnego. - zaśmiał się i z trudem powstrzymywał się, żeby jej nie pocałować - I ostatni weekend to wesele Doroty. Więc mamy trochę mniej dni. Więc, autostop raczej nie wypali.
Widział jak jej oczy gasną. Nie chciał, żeby była smutna.
- Ale możemy polecieć do Włoch i zwiedzać je autostopem.
Czuł jej ciało dokładnie. Ciągnęło go do niej. Pragnął jej, ale nie chce jej skrzywdzić.
- Naprawdę? - ożywiła się
- Tak.
- Jesteś najwspanialszy na świecie! - pisnęła i namiętnie wpiła się w jego wargi
Uwielbia oglądać ją taką szczęśliwą. Zrobiłby wszystko, żeby zawsze taka była.
- Tylko musimy zaplanować wszystko. I zamówić bilety. - oderwała się od niego i sięgnęła po laptopa
- Daj mi się jeszcze trochę nacieszyć tobą. - rzekł i wyrwał jej laptopa
Położył go i złapał ją w tali. Opadła na łóżko i wpatrywała w jego oczy. Powoli zbliżył się do niej i pocałował.
- Mogę? - rozległo się pukanie do drzwi
Położył się koło niej i wpatrywał w sufit.
- Wchodź. - krzyknęła i przytuliła do niego
Pojawił się jej brat. Dalej był poważny, w ogóle nie podobny do siebie.
- Masz może notatki z geometrii wykreślnej? - zapytał
- Yyy coś tam powinnam mieć, a co?
- Bo zadał nam 6 rysunków na zaliczenie. I jak zrobię je na jutro, to sprawdzi od razu i będę miał spokój.
- Pokaż. - wyciągnęła rękę po kartkę, którą trzymał
Obejrzała ją.
- Wiesz co, nam jak zadał, to jedna poszła na korki i wszyscy przerysowali od niej. Więc z tym nie poradzę. Bo w zeszycie mamy to samo. A ja za chiny tego nie ogarniam. - westchnęła
- No trudno. - spuścił głowę - Ale jak byś coś znalazła, to daj znać.
- Dobrze. - uśmiechnęła się
- Wy serio jesteście razem? - zapytał przy drzwiach
- A nie widać? - zaśmiała się
- Przecież on by mógł być twoim ojcem. - prychnął i wyszedł
Zszokowały ją te słowa. Jak on mógł? I to tylko przez to, że zwrócił mu uwagę? Odwróciła się do chłopaka i mocno przytuliła.
- Przepraszam za niego. - szepnęła i dała buziaka - Ja serio nie wiem, co z nim się dzieje.
- Spoko.
Widziała, że go to zabolało.
- Misiu, wiesz że ja Cię kocham. - gładziła jego policzek
- Wiem i serio nic się nie stało. - uśmiechnął się - Może poszukajmy biletów i w ogóle?
Kiwnęła głową i włączyła laptopa. On wstał i popatrzył na biurko.
- Masz jakieś białe kartki i ołówek? - zapytał
- Tak. - popatrzyła na niego zdziwiona - Tam w szafce. Weź sobie.
Ona wyszukiwała dobrych okazji i dyskutowali. On coś kreślił na kartkach, może chce się rozluźnić. Oglądali zdjęcia, czytali co jest do zwiedzenia. Wybrali punkt początkowy i zaczęli planować ich podróż. Wybierali najciekawsze i najpiękniejsze miejsca.
Po chyba dwóch godzinach prawie wszystko mieli ogarnięte.
- Masz tu dla brata. - podał jej kilka kartek.
Popatrzyła co to jest. Zrobił mu wszystkie zadania na zaliczenie.
- Jaja sobie robisz? - nie wierzyła
- Co? To jest fajne. Zawsze lubiłem to na studiach.
- Jesteś cudowny. - pocałowała go - Dziękuję ci bardzo. Zaraz wracam.
Poszła do pokoju brata.
- Chyba jesteś coś winny Michałowi. - podała mu kartki poważna - Przegiąłeś młody i to porządnie.
Wyszła nie czekając na żadną reakcję. Wróciła do chłopaka i położyła się na łóżku.
- Niech to wszystko już się skończy. - westchnęła
- Spokojnie, już bliżej niż dalej. - uśmiechnął się - Dasz radę. Wierzę w Ciebie. Już teraz jestem Ciebie cholernie dumny.
- Dzięki. 
Znowu pukanie do drzwi.
- Proszę. - westchnęła
Pojawił się Robert.
- Chciałem przeprosić. - popatrzył na Michała - Za dzisiaj i wczoraj. Wiem, że chciałeś dla mnie dobrze i byłem cholernym szczęściarzem, że trafiłem na ciebie. Przepraszam, że powiedziałem że mógłbyś być jej ojcem. W cale taki stary nie jesteś. - uśmiechnął - I dzięki za rysunki. Wiszę ci jakieś piwo, nawet całą skrzynkę.
- Spoko. - mruknął Michał
- Serio, przepraszam. - złamał się - Po prostu jest jedna sprawa, która nie daje mi spokoju i nie jestem sobą.
- Robert, co się dzieje? - zaniepokoiła się
- Chodzi o dziewczynę. - spuścił głowę - Bo ona mi się podoba, ale nie wiem czy ja jej. Jesteśmy przyjaciółmi i nie chcę tego zepsuć. A nigdy nie powiedziała czegoś takiego, co by wskazywało na to, że jej się podobam.
- Stary. - zaczął się śmiać Michał - I nigdy ci tego nie powie. Wiem to z własnego doświadczenia. - popatrzył na dziewczynę. - One nigdy nic nie mówią wprost. Myślą, że jesteśmy rąbanymi jasnowidzami i się domyślimy. No co się tak patrzysz ? - zwrócił się do niej - Prawdę mówię. Nic nie powiedzą, a potem człowiek cierpi. - mówił do niego - Jedno i drugie. I potem żyj ze świadomością, że chodzi po ziemi taka piękna dziewczyna, a ty z nią nie możesz być. Po czym okazuje się, że ona też chce z tobą być, ale ci tego nie powie. Dopiero przypadkiem po ponad pół roku się o tym dowiadujesz - jak masz szczęście oczywiście. Lepiej jest żałować coś co się zrobiło, niż tego co się nie zrobiło. Nigdy nie wiesz jakie będą tego skutki. Może właśnie takie jakie chciałeś? A może nawet i lepsze. Oczywiście, może coś pójść czego się obawiałeś. Ale zawsze to są jakieś nauki i jesteś mądrzejszy o doświadczenie. Mówię ci młody, powiedz jej co czujesz, bo może być za późno i nie będzie okazji. Ja miałem szczęście.
Oboje słuchaczy patrzyło na niego z otwartą buzią.
- No co? Człowiek ma swoje lata, to i doświadczenie. - zaśmiał się - I nigdy nie zrozumiesz dziewczyn, nigdy.
- Dzięki. - uśmiechnął się - I tak na serio, to jesteście zarąbistą parą. Widać po was, że się kochacie. I dzięki tobie, moja siostra jest bardzo szczęśliwa. Jak nigdy. Dzięki. - podszedł do niego i przybili sztamę - Dbaj o nią.
Usłyszeli dzwonek do drzwi. Po chwili wielkie poruszenie. Brat otworzył drzwi i wyjrzał co się dzieje.
- Andrzej. - oznajmił i zadowolony wyszedł
- Twój starszy brat?
- Tak. - uśmiechnęła się - Chodź, poznasz go.
Złapał jej rękę i poszli się przywitać. Między nimi chodziła malutka osóbka.
- Cześć Weronika. - zadowolona dziewczyna wzięła na ręce malutką - Ciocia dawno cię nie widziała. Jak ty urosłaś! Cześć brat. - dała buziaka starszemu - Andrzej, to jest mój chłopak Michał.
Przedstawiła im sobie i uścisnęli dłonie.
- Agata, żona Andrzeja.
- Mamo, możemy zostawić Weronikę? Skoczylibyśmy na zakupy.
- Nie ma sprawy! Popatrz ile tu opiekunek.
Widział jak jego dziewczyna ślicznie wyglądała z dzieckiem. Była by wspaniałą matką. Tańczyła z małą do ich ulubionych piosenek i o dziwo nie były to dziecięce tylko takie zwykłe. OneRepublic i blah blah blah. Zdecydowanie to jest ta.

piątek, 28 grudnia 2018

Rozdział 15

          Obudziły ją jakieś szmery w kuchni. Niechętnie się przeciągnęła i poszła sprawdzić co się dzieje. Zaspana poczłapała do drzwi i je uchyliła. Zastała tam rodziców.
- Tłuczecie się. - westchnęła
- O, a któż to wstał. - uśmiechnęła się mama - Co tak wcześnie?
Popatrzyła na zegarek i zobaczyła, że dochodzi 11. Zrobiła wielkie oczy i zanurzyła palce we włosach.
- W końcu się wyspałam. - uśmiechnęła się
- Zjesz z nami śniadanie ?
- Yhym, tylko się ogarnę.
Wróciła do pokoju i szybko założyła dresy. Chciała wyjść, ale kątem oka dostrzegła na biurku jakąś jmałą karteczkę. Podeszła i wzięła ją do ręki.
Kocham Cię 
M.
Szeroko się uśmiechnęła i przypatrywała jej. Chyba po raz pierwszy widzi jego pismo. To takie romantyczne, że zostawił jej liścik. Schowała go sobie za etui telefonu, że w każdym miejscu będzie mogła na niego popatrzeć. Cała w skowronkach poszła do łazienki i tam szybko załatwiła swoje sprawy. W salonie czekały na nią kromki chleba maczane w jajku. Jak dawno tego nie jadła. Zadowolona rozkoszowała się jedzeniem i wypytywała rodziców jak było.
Popołudnie postanowiła przeznaczyć na naukę. Obrona już niedaleko, więc trzeba mocno się przyłożyć. Ludzie mówią, że studia to najlepszy okres w życiu. Nie zgadza się z tym. Przez te 5 lat ciągle była zmęczona, nauki tyle, że coś strasznego, a ile stresu! Może poznała nowe koleżanki, ale i tak zdania nie zmieni. Nigdy by nie chciała do tego wrócić. Jedyne co pozwalało jej oderwać się od tej smutnej rzeczywistości to Michał. Masz chwilkę? Mogę zadzwonić? Chciała mu strasznie podziękować. Uświadomiła sobie, że to tylko dzięki niemu jeszcze nie zwariowała i jest szczęśliwa jak nigdy. Jej telefon zaczął dzwonić. Zadowolona odebrała i przywitała się radośnie:
- Hej kochanie.
- No hej. - przywitał się - Co tam się stało?
- Nic. Chciałam Ci tylko bardzo podziękować. Ale to tak bardzo, bardzo.
- Za co? - zaśmiał się
- Za wszystko. Za to, że jesteś. Dzięki Tobie mój świat jest piękniejszy i każdego dnia mam powód do wstawania. - do oczu napływały jej łzy - Dziękuję Ci Michał.
Słyszała tylko ciszę. Rozłączył się?
- Michał? - szepnęła
- Nie wiem co powiedzieć. - westchnął wzruszony - Kochanie, dziękuję Ci. Od tego jestem, żeby być przy Tobie. Młoda, zaskoczyłaś mnie tym telefonem. Kocham Cię, tak bardzo Cię kocham.
- Wiem, zostawiłeś liścik. - uśmiechnęła się do siebie - Zaskakujesz mnie przystojniaku. Nawet nie wiesz jak bardzo miło mi się zrobiło.
- Będę chyba musiał tak robić częściej, żebyś zawsze była szczęśliwa.
- Wystarczy, że będziesz.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. - oznajmiła - Spałam do 11. - zaśmiała się
- Takiej to dobrze. - śmiał się - To świetnie Młoda, taki sen jest dla Ciebie na wagę złota. Dobrze, że już niedługo kończysz.
- O taaaak i wtedy będę spała całeeeee dnie. - powiedziała rozkosznie
- A ja?
- Możemy spać razem.
- Młoda, a co powiesz na wspólne wakacje? Tak się składa, że mam urlop tydzień po twojej obronie. Możemy gdzieś pojechać tylko ty i ja. - szybko zmienił temat
- Nawet nie wiesz jak bardzo chcę. - pisnęła
- oho, muszę kończyć. - rzekł - Pogadamy o tym jak się spotkamy. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Uważaj na siebie. Pa
- Pa. - rozłączył się
Zamknęła oczy i uśmiechnięta zaczęła kręcić się na krześle. Sam na sam z Michałem na wakacjach. To będzie coś pięknego. Od zawsze marzyło jej się, żeby pojechać na wakacje autostopem. Miały tak podróżować z Anią, ale jakoś nigdy im nie wychodzi. Nagle jej flaki się skręciły, bo zaczęła wyć syrena. Popatrzyła na telefon, który dzwonił. Aplikacja wskazywała wypadek. Czyli pewnie będą tam długo, a musi się uczyć. Z bólem serca musi odpuścić. Z resztą nie przepada za wypadkami. Słyszała jak Robert wybiega. Będzie miała relację z pierwszej ręki. Odczekała aż syrena ucichnie i czytała dalej. Przecież tam będzie Michał! Uświadomiła to sobie, kiedy ruszyli. Teraz ogarnęła ją rozpacz. Taką okazję zmarnowała. Przysiadła przy oknie i wyczekiwała na wozy państwówki. Z oddali słyszała ich "koguty". W końcu pojawiły się czerwone strzały. Przemknęli tak szybko, że nic nie dało się zobaczyć. Zmarnowana przysiadła do materiałów i zaczęła się uczyć. Nie mogła się skupić ma tym co czyta. Chłopak tak blisko, a ona zawaliła. Przyszedł jej sms. Zdjęcie od Michała. Szybko je otworzyła i ukazał się jej oczom wóz jej jednostki. Dobijaj bardziej! Dobijaj! :( Wysłała mu wiadomość. A poza tym jesteś na akcji i chyba powinieneś ratować ludzi,a nie robić zdjęcia... Dosłała kolejną.


       Dostali wezwanie do wypadku samochodowego za wioską, w której mieszka Emilka. Pewnie nie nie będzie jej się chciało jechać, bo miała w planach uczyć się do obrony. Ale cień nadziei mu został. Chciałby ją zobaczyć, chociaż tyle. Jest na zmianie 48 godzin, czyli tyle bez niej. W głowie układał sobie scenariusze ich spotkania. Oddał by wszystko, żeby być teraz z nią. Ma bardzo trudny okres i pełno stresu. Uwielbia patrzeć jak na jej twarzy pojawia się uśmiech, to jest dla niego najważniejsze. Naprawdę ją kocha. Nie sądził, że jeszcze kiedyś w kimś się zakocha. I to tak totalnie.
- Co się tak cieszysz? - klepnął go Grzesiek
- Co? - zapytał wyrwany z zamyślenia
- Oho, zakochany na zabój. - zaśmiał się przyjaciel i oparł wygodnie
Akurat wjechali do jej wioski. Popatrzył na jej okna, przejeżdżając koło jej domu. Wydawało mu się, że widział ją w oknie. Ale pewnie coś sobie wkręcił. Ich jednostka wyjechała chwilę przed ich dojazdem, więcej możliwe że jest na miejscu. Byli blisko, więcej założył hełm i przymrużył oczy, żeby dojrzeć incydent. Nie wyglądało tak źle. Zatrzymali się i spokojnie opuścili pojazd. Strażacy z OSP działali, ale potrzebowali pomocy. Rozglądał się i poszukiwał tylko jednej osoby. Smutno mu się zrobiło, kiedy uświadomił sobie, że jej nie ma. Zrobił zdjecie wozu jej jednostki i wysłał ukochanej. Zobaczył, że jeden z OSP jest lekko wstrząśnięty widokiem poszkodowanej. Jest młody, a krwi pełno. Nic dziwnego, sam na początku nie był idealny. Podszedł do niego.
- Pierwszy wypadek? - zapytał
- Tak. - uśmiechnął się
- I tak dajesz radę. Ale weź może miotłę i pozamiataj tu. - pokazał palcem
Popatrzył na niego zdenerwowany i odszedł. Nic dziwnego, młody ma ambicje. Porobił coś tam chwilę i ciągle przypatrywał się tamtemu. Skubany ma widzę. Jest dobrym strażakiem. Ale tym razem nie radzi sobie ze stresem. W pewnym momencie zrobił się blady. Dobrze, że jeszcze nie podnieśli deski z poszkodowaną, bo tak by poleciała z nim.
- Młody. - podszedł do niego i szarpnął za sobą - Co Ci mówiłem? - powiedział ostro
- Jestem potrzebny. - szepnął
- Nie. Masz tu zostać.
- Nie. - patrzył na niego wściekły
- Chłopie kurwa. - nie wytrzymał - Jeśli chodzi o życie ludzkie, nie ma miejsca na kozaczenie. Bardziej pomożesz tym, że się wycofasz, niż jak byś miał tam narobić więcej szkód. - ustawiał go do pionu - Rozumiem, że masz ambicje, ale przystopuj. Zostań tu. A jak ktoś zapyta dlaczego tu stoisz, to powiedz że ja Ci kazałem.
Kiwnął głową.
- Mam na imię Michał jak coś.
- Wiem. - burknął
- I jeszcze wszechwiedzący. - zaśmiał się i klepnął go po ramieniu - Luz młody. Ciesz się, że trafiłeś na mnie.


      Dostała cynk od brata, że wracają. Szybko się ubrała i udała do remizy. Przucupnęła na barierce przed garażami i czekała na ekipę. To tylko wymówka. Miała nadzieję, że chociaż mignie jej jego twarz. Na horyzoncie pojawiły się wozy państwówki. Przyglądała się uważnie. Dobrze, że przy remizie jest lekki zakręt, to muszą trochę zwolnić. Zbliżyli się i zerknęła na ich ona. Zobaczyła go. Ich spojrzenia się spotkały. Delikatnie się uśmiechnęła. Nadjechała jej ekipa. Otworzyła im garaż i czekała na relację.
- Jak było? - zapytała brata
- Dobrze. - burknął wkurzony i poszedł do szatni
Ewidentnie musiało coś się wydarzyć.
- Co mu? - zapytała po cichu Piotrka
- Nie wiem. To jego pierwszy wypadek, było sporo krwi, więc może być dla niego szokiem.
Ratowałem. Pod waszą remizą stała taka piękna dziewczyna.
Uśmiechnęła się dla telefonu.
Wyszła, żeby przez ułamek sekundy zobaczyć swojego przystojnego mężczyznę <3 odpisała
 
        Kolejny dzień i kolejny bez Michała. Za to kolejny z nauką. Dobrze, że idzie do kościoła, a potem jadą na obiad do babci, to trochę się oderwie od wszystkiego co związane ze studiami.
Poszła do swojej kuzynki. Niestety nie ma dużo czasu, bo musi jechać do Tomka. Tak jej zazdrości, że może go widywać kiedy chce mimo studiów.
- Byliście wczoraj w bierdonce? - zapytała
- Tak, a co?
- Moja mama mówiła, że Cię widziała z jakimś chłopakiem. Myślała, że to może jakiś znajomy, ale widać było po was, że to nie jest zwykła znajomość.
- A tak. - zaśmiała się - Widziałam ją. Obczajała nas.
      Cały dzień się uczyła. Położyła się spać po 23. Na szczęście miała jutrzejszy dzień wolny od studiów. Była zaskoczona, że tak im zrobili przed końcem. Ale lepiej późno niż wcale. Miło leżeć w cieplutkim łóżku. Czuła jak jej umysł odpływa i robi jej się przyjemnie. Jej telefon zaczął dzwonić. Przeklnęła pod nosem i podniosła się z niechęcią. Na ekranie widniało zdjęcie chłopaka.
- Co? - mruknęła
- Śpisz już?
- Nie.
- Przepraszam kochanie, że tak późno, ale mam prośbę. Czy mogłabyś wyjść do remizy? Potrzebujemy się dotankować, a w pobliżu nie ma gdzie.
- Mhm, już wychodzę. - westchnęła i się rozłączyła
Zwlekła się z łóżka i podeszła do szafy. Nasunęła na piżamę dresy i naciągnęła kaptur, bo miała mokre włosy. Wzięła klucze do remizy i udała się w kilkusekundową podróż. Akurat podjechali z zawodówki. Otworzyła garaż i przyszykowała stojak hydrantowy i specjalny krótki wąż do tankowania. Zaparkowali i wyskoczył kierowca oraz jeden ze strażaków z tyłu. Ten drugi kierował się do niej uśmiechnięty.
- Przepraszam, że tak późno. - stanął przed nią - Trzeba było mówić, że już śpisz.
- Spoko. Tam macie hydrant. Jest z nim trochę zabawy. Powodzenia.- podała mu wszystko co potrzeba
- Damy radę. - puścił jej oczko
Stanęła przy barierkach i obserwowała ich pracę. Trochę się namęczyli, zanim wszystko było dobrze. Wyglądał tak przystojnie w nomexie. Gdy tylko podszedł wtuliła się w jego tors.
- Mój strażak kochany. - mruknęła
- Dziękuję jeszcze raz. Ratujesz nam tyłki. - pocałował ją w głowę.
- Przynajmniej mogę się do Ciebie przytulić.
- Michał? - usłyszała za sobą męski głos
Oderwała się od chłopaka i popatrzyła na mężczyznę. Niski, o kilka lat starszy od M. Lekko się uśmiechnął.
- Emilka to Krzysiek, Krzysiek to Emilka. - przedstawił im sobie
Podali sobie ręce. W jego spojrzeniu było coś co ją przyciągało. Tak jakby ich umysły się łączyły. Poczuła jakąś więź, chociaż poraz pierwszy raz widzi tego człowieka na oczy. Przyglądali się sobie uważnie.
Coś tam musieli obgadać. Szkoda, że wóz już był pełny i musieli jechać.
- Dziękuję Młoda jeszcze raz. Nie wiem jak ci się odwdzięczę. - dał jej buziaka
- Ale ja wiem. - uśmiechnęła się szeroko - Jutro obiad z moimi rodzicami.

środa, 26 grudnia 2018

Rozdział 14

     Piątek, piąteczek, piątunio. Uwielbia ten dzień bo ma wolne, a dzięki temu dłuższy weekend. Nie może doczekać się dzisiejszego wieczoru, bo jest sama w domu i wpada do niej Ania z Tomkiem. W końcu spędzą ze sobą więcej czasu i na spokojnie pogadają.
Koło południa wzięła się za sprzątanie. Dokładnie czyściła każdy zakątek mieszkania. Czas jej szybko leciał, a muzyka jeszcze temu pomagała. Kiedy w końcu opadła na łóżko, żeby odpocząć okazało się że jest już 7 po 15. Musiała się zbierać, żeby pojechać do chłopaka. Przebrała się, zrobiła lekki makijaż i była gotowa do jazdy. Zapomniała, że samochód jest u mechanika. Popatrzyła na zegarek. Ma minutę do busa. Szybko wybiegła z domu i gnała na przystanek. Kiedy miała kilka metrów do celu podjechał bus. Na szczęście ktoś wysiadał i zdążyła. Zasapana weszła i wydukała gdzie chce jechać. Zajęła wolne miejsce i wyrównywała oddech. Wyciągnęła telefon i wystukała wiadomość. Misiu, jadę autobusem, bo samochód jest u mechanika ;) wysiądę na głównym, więc troszkę się spóźnię :*
Oparła się wygodnie i oglądała widoki za oknem. Dawno nie miała takiej możliwości skupić się na tym co jest dookoła, tylko widziała to co na drodze. Teraz widziała, jak wszystko budzi się do życia. Robi się zielono i to dodaje energii.
Haha okej ;) czekam
Wow, wysłał jej jakąś buźkę! Uśmiechnęła się i schowała telefon.
Wysiadła z busa i kierowała się w odpowiednią stronę. Poczuła wibrację w kieszeni. Wyciągnęła telefon i przyłożyła go do ucha.
- Co tam Misiek? - powiedziała radośnie
- Odwróć się.
Posłusznie wykonała jego polecenie. Nie wiedziała czego ma szukać. Ale po chwili zobaczyła go. Rozłączyła się i z szerokim uśmiechem kierowała się w jego stronę.
- Cześć kochanie.
- Cześć Młoda. - uśmiechnął się i dał jej buziaka
- Fajnie, że po mnie przyszedłeś. - splotła ich palce - Kochany jesteś. Jak tam w pracy?
- Dobrze. A propos pracy. - zaczął
Nie wiedziała do czego zmierza. Czy przeszkadza mu, że jest bez pracy? Czy może dowiedział się o jej planach? Ale skąd skoro nikomu o nich nie mówiła...
- Chyba dam sobie spokój z budową.
- Serio?
- Tak.
- To super. - przytuliła się do niego - A skąd ta nagła zmiana zdania?
- Rozmawiałem ostatnio na służbie z Grześkiem i wyszło na to, że to będzie dobre posunięcie.
- Aha, czyli Grzesia się słuchasz, a dziewczyny to już nie. - wygięła usta w podkówkę
- Nie. - bronił się - Gdyby nie ty, nie myślałbym o zmianie.
- Dobra, dobra. - zaśmiała się - Jak już tu jesteśmy, to podejdziemy do rynku? Skoczyłabym do jednego sklepu.
- Jasne. - zgodził się i kierowali się do centrum miasta
- Michał? Chcesz porozmawiać o zmianie pracy? - zapytała niepewnie
- Nie. - uśmiechnął się - A co?
- No bo jest mi dziwnie. Ja z najmniejszą błahostką do Ciebie przychodzę, rozmawiamy o tym i potrzebuję twojego zdania. A ty chyba jeszcze nigdy nie rozmawiałeś ze mną o problemach czy czymś. - spuściła głowę i patrzyła gdzie stawia nogi - Boisz się mi zaufać? - wydukała to szeptem
- Nie. - stanowczo zaprzeczył - Dlaczego tak uważasz?
- No bo tak jest! - pisnęła
- Ufam Ci Emilka. - przystanął, co pociągnęło ją i też musiała się zatrzymać, bo mieli splecione palce - Dlaczego ciągle uważasz, że ci nie ufam i nie angażuje się w nasz związek ? - uważnie wpatrywał się w jej oczy
- Tego nie powiedziałam. I nie chcę rozmawiać na ten temat na ulicy.
- Dobrze, dokończymy tę rozmowę jak wrócimy do domu. - objął ją ramieniem i ruszyli
        Oczywiście w sklepie miała kupić tylko bluzkę, a wyszła z dwoma koszulkami, bluzką i spodniami. Ale udało jej się to załatwić szybko, żeby Michał nie musiał długo czekać. Widać, że nie przepada za zakupami, z resztą jak ona. Zadowolona po udanych zakupach złapała dłoń chłopaka.
- Kocham Cię Misiu. - oznajmiła podczas powrotu
- Miło słyszeć. - uśmiechnął się i popatrzył na nią - Ja Ciebie też Młoda.
Na jej twarzy zagościł szczery, szeroki uśmiech. Wspięła się na palce, żeby dać mu buziaka. Ich usta na chwilkę się złączyły. Jak kocha dostawać od niego buziaki.
- No, no, no. Pocałunki w miejscach publicznych. - usłyszeli za sobą westchnięcie
Rozpoznała ten głos i zadowolona się odwróciła.
- A co, nie można? - zapytała rozbawiona
Michał zdezorientowany patrzył na dziewczynę.
- Można, można. - zaśmiała się tamta i przytuliły się
- Michał to jest Ania, Ania to Michał. - szybko przedstawiła im sobie
Uśmiechnęli się i podali sobie ręce.
- Miło poznać chłopaka, który totalnie zawrócił w głowie mojej przyjaciółce.
Na jego policzkach pojawiły się wypieki i speszony uśmiechnął się i spuścił głowę.
- A ty co się szwędasz po mieście? - zapytała
- Miałam do załatwienia kilka spraw z firmy. Oczywiście Tomkowi dupy się nie chciało ruszyć.
- Starość nie radość. - zaśmiała się - Ale będzie dzisiaj?
- No a jak! Nie ma wyboru. Zachęciło go to, że będzie Michał.
- Gdzie mam być? - zapytał wpatrując się w dziewczynę
- U mnie. Chata wolna, tylko my. - przytuliła się do niego - Prooooszę.
- No nie wiem...- objął ją ramieniem
- Nie masz wyjścia, bo i tak musisz mnie zawieźć, bo nie mam jak wrócić do domu. - zaśmiała się szyderczo
- Tak to sobie wymyśliłaś. Dobrze, ale wiesz że jutro mam służbę.
- Super. - zadowoliła się i puściła oczko do przyjaciółki.
- Dobra, ja lecę. Pogadamy później. Paaa. - pomachała im na pożegnanie
       Weszli do mieszkania i udali się do salonu.
- No to mów. - rzekł kiedy ledwo co usiadła na kanapie
- Ale co. - nie wiedziała o co chodzi
- Dlaczego uważasz, że Ci nie ufam?
Kucnął przed nią i wpatrywał się w jej oczy. Nie wiedziała, co ma powiedzieć.
- Bo nigdy nie rozmawiasz ze mną o Twoich problemach. - wydukała
- Może po prostu ich nie mam? - zaśmiał się
- No to gratuluję. - westchnęła - Czyli już sobie wszystko wyjaśniliśmy.
- Ej, młoda. - pogładził ją po nodze - Co to znowu za fochy?
- Jakie fochy?
- Dobra, nieważne. - odetchnął i usiadł koło niej - Nie mam takiej mentalności, że z każdym problemem muszę do kogoś biec. Moje sprawy, to zachowuję to dla siebie. Wiesz, że jestem cichym człowiekiem.
- Ale to nie znaczy, że nikt się o Ciebie nie martwi. Przez to czuję się od Ciebie oddalona. - popatrzyła na niego ze łzami w oczach - Ale nieważne. Jesteś wolnym człowiekiem i możesz robić co chcesz.
- Kochanie. - przytulił ją
Chyba pierwszy raz zwrocił się do niej kochanie.
- Chce ci się płakać, prawda? - zapytał
- Mhm. - mruknęła i pociągnęła nosem
- Płacz ile chcesz. - pogładził ją po plecach - Chociaż nie, bo to będziesz płakała przeze mnie, a to jest ostatnia rzecz jaką chcę.
Ona nie wytrzymała i po jej policzkach ciekły łzy. Nic nie poradzi na to, że jest tak wrażliwa.
- Przepraszam Cię. - szepnął - Nie wiedziałem, że rozmowa jest dla Ciebie tak ważna i tym cię ranię. Od teraz mówimy sobie o wszystkim, tak?
Oderwał się od niej, a ona pokiwała głową.
- Młoda. - otarł jej łzy - Wiesz, że Cię kocham najmocniej na świecie? Chodź, wypłacz się. - przyciągnął ją do swojej klatki piersiowej
Wtuliła się w niego i zamknęła oczy. Jakie to szczęście trafić na takiego mężczyznę.
- Kocham Cię Michał.
- Ja Ciebie też Emilka.
- To co z tą pracą? - mruknęła.
- Jesteś niemożliwa. - zaśmiał się - No co, powiem szefowi, że nie daję rady i chcę odejść. Znajdę coś lepszego, może w końcu odpocznę. Może nie będę już tak fajnie zarabiał, no ale coś za coś.
- No właśnie. Jakby to powiedzieć, żeby nie zabrzmiało źle, że lecę na twoją kasę....
- Wal.
- No bo budowa z pewnością daje Ci większe zarobki niż straż. I nie chcę, żebyś musiał z tego zrezygnować przeze mnie. No nie oszukujmy się, strażak zarabia śmieszne pieniądze i wiele nie daje to do popisu. A ty masz mieszkanie na utrzymaniu, samochód i w ogóle.
- Kochanie, już, koniec. - przerwał jej wywód - Po pierwsze, nigdy bym Ciebie nie obwiniał o moje decyzje. Po drugie, mieszkanie jest moje, więc płacę tylko za rachunki, a uwierz mi za jedną osobę nie są wielkie, a zwłaszcza jak więcej tu mnie nie ma jak jestem. Nie mam na utrzymaniu rodziny, jestem tylko ja. No może teraz doszła też taka jedna, ale przez to nie zbankrutuję. - zaśmiał się - Tylko nie pomyśl, że uważam że jesteś na moim utrzymaniu.
- Mhm.
- Dam radę Młoda. Nie żyję od wypłaty do wypłaty. Mam z czego żyć, nie bój się o mnie. Ale doceniam, że się o mnie troszczysz. Lepszej dziewczyny nie mogłem sobie wymarzyć. - pocałował ją w głowę - Nawyżej zacisnę pasa i będę pił tylko wodę, a Pimpek będzie wcinał trawę.
- Głupol. - podniosła się i uśmiechnęła do niego. - Dawno nie byłeś u Pimpka, nie?
- Dzisiaj rano. A co?
- Bo wydaje mi się, że przeze mnie nie możesz tak często go odwiedzać.
- Bzdury gadasz. Wszystko jest okej.
- Skora tak mówisz. Możemy już pojechać? Zajedziemy jeszcze do biedronki, żeby zrobić zakupy, bo nic nie mam w domu dla gości.
- Twoje słowo jest dla mnie rozkazem. - dał jej buziaka
      W sklepie brali tylko co im potrzebne. Nie zatrzymywali się przy rzeczach, których nie potrzebują. Stali przy jednych z półek. Ona czytała etykietę jednego produktu, a on cierpliwie koło niej czekał. W pewnym momencie zobaczył jakąś kobietę, która co chwilę na nich zerka. Nie znał jej.
- Kochanie. - zaczał niby coś czytać na półce, żeby ukryć, że rozmawiają o tamtej.
- Hmm? - mruknęła zaczytana
- Jedna kobieta ciągle na nas zerka.
- Która? - dalej nie odrywała się od czytania
- Ta po prawej.
Stała jeszcze chwilkę i włożyła produkt do koszyka. Idealny moment, żeby przelotem spojrzeć w tamtą stronę. Od razu rozpoznała ich obserwatorkę.
- To mama Ani. - zaśmiała się - Może chodźmy lepiej do kasy.
Udało im się uniknąć konfrontacji z ciocią. Teraz ma tylko nadzieję, że nie wygada wszystkim o jej chłopaku. Ale ciocia taka nie jest i prędzej będzie ją kryła, niż wydawała. Ale Ania zapewne będzie miała przesłuchanie.
     Widać było, że się lekko stresuje. Położyła dłoń na jego udzie i oglądała mijające samochody.
- Zapomniałem Ci powiedzieć. - przerwał ciszę - Teraz idę na zmianę 48 godzin.
- Co? Dlaczego?
- Kumpel poprosił, żebym go zastąpił.
- No dobrze. Chyba jakoś wytrzymam. - przejechała dłonią po jego nodze, a on zacisnął mocniej palce na kierownicy
- Ale nie wiem czy ja dam radę. - uśmiechnął się
- Ooooo. - przeciągnęła słodko - Mój najsłodszy Misiu. - dała mu buziaka w policzek
       Rozglądał się po mieszkaniu. Gołym okiem było widać, że czuje się nieswojo. Przyszykowali jedzenie i ładnie wszystko poukładali w salonie. Mieli dla siebie chwilę. Podeszła do niego i zarzuciła ręce na jego szyję. Zadowolona wpatrywała się w jego świecące oczy. Powoli przybliżała jej usta do jego. Znowu czuła to wspaniałe mrowienie w całym ciele. To jak wszystko ciągnie ją do niego. W końcu poczuła jego miękkie wargi, w które się wpiła. Objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Rządziła nimi namiętność. Jęknęła cicho, a on pociągnął ją na łóżko. Czuła na sobie jego ciało. Pragnęła go jak nigdy dotąd. Złapała jego koszulkę, żeby ją ściągnąć, ale zadzwonił dzwonek do drzwi. Odskoczyli od siebie jak oparzeni.
- Przepraszam. - popatrzył na nią przestraszony - Bardzo przepraszam.
Nie wiedziała o co mu chodzi. Była cała rozpalona i napalona. Zacisnęła usta i poszła do przedpokoju i wzięła głęboki wdech. Otworzyła drzwi i natychmiast się uśmiechnęła szeroko.
- No w końcu! - udawała zniecierpliwioną
- No sorry, ale Tomuś miał jakieś tam interesy. - wytłumaczyła się przyjaciółka
- Oj oj oj. - pokiwała głową do chłopaka, który wchodził do mieszkania
- Przepraszam, moja wina. - zaśmiał się - Cześć Emilson. - przytulił ją
- Cześć, cześć. Wchodźcie.
Weszli do salonu, gdzie stał uśmiechnięty Michał.
- A my się znamy. - uśmiechnęła się Ania
- Owszem. - odpowiedział
Przeniósł wzrok na jej towarzysza. Jego brew powędrowała do góry.
- A my też się znamy. - rzekł Tomek i podszedł do niego, żeby przybić sztamę
- Nie wierzę. - zaśmiał się Michał - Loczek tutaj ! Chyba nie widziałem Cię od stu lat!
- Jak nie więcej!
Dziewczyny popatrzyły się zdziwione na siebie. Nie wiedziały o co chodzi. Skąd Michał znał jego ksywkę z gimnazjum i liceum?
- Z Michaliniem chodziliśmy do jednej klasie w liceum. Nawet siedzieliśmy razem na matmie. - oznajmił Tomek
- Hehe, to były czasy.
- Ale te nasze panny mają gust. Z czym na starość przyszło nam się mierzyć...
- A nawet mi nie mów. Wiesz jaką ostatnio miałem jazdę !
- Dawaj!
- No właśnie kolego. - wtrąciła się Ania - Dochodzą mnie niepokojące wieści. Słyszałam, że nazwałeś Emilkę gówniarzem.
- Nie, ja w cale...
- Jeszcze nie skończyłam. - wystawiła dłoń
- O stary, masz przesrane. - mruknął Tomasz i opadł na kanapę
Chyba sprzeczali się z 10 minut i tak wyszło na rację dziewczyn. On się poddał.
Było bardzo dużo śmiechu. Postanowili poszukać czegoś w telewizji. Na jednej ze stacji zaczynało się 50 twarzy Greya.
- O oglądamy. - klasnęła zadowolona w dłonie - Jeszcze nigdy nie oglądałam.
- O matko. - westchnął Michał
- No co. - pisnęła - Oglądałeś?
- Oczywiście. - powiedział poważny
- Serio?
- No tak, wszystkie części.
- Żartujesz.
- A myślisz, że co my na służbie robimy? - prychnął
- Ale fajny ten Grey. - rozmarzyła się Ania, kiedy pokazali głównego bohatera
Przyglądała mu się przez chwilę, ale jakoś szalu nie urywa. Wszyscy się nim jarają, a ona widziała niejednego lepszego.
- Mój Misiu lepszy. - podeszła do chłopaka i usiadła mu na kolanach - Do pięt Ci nie dorasta.
Zaczął się śmiać i przytulił do niej.
Chłopcy poszli na dwór pogadać o autach, a one zostały same.
- Wiesz co, zanim wam otworzyłam stało się coś dziwnego. - zaczęła
Przyjaciółką przyglądała jej się uważnie.
- Całowaliśmy się z Michałem i to tak serio.
Tamta uśmiechnęła się szyderczo i poruszała brwiami.
- No weź. - zaśmiała się - No i przyznaję się, byłam mega na niego napalona, już prawie jego koszulka leciała, ale
- Ale co?
- Wy przyszliście.
- Sorry  stara! - pisnęła - Trzeba było dać znać! Poczekalibyśmy!
- Spoko. - uśmiechnęła się - No i jak zadzwonił dzwonek, to odskoczył jak oparzony i mnie przeprosił. Był jakiś taki przestraszony. Nie wiem o co mu chodziło. Był jakiś dziwny...
- Hmmm. - patrzyła na nią - Rzeczywiście. A wy już tiru riru ?
- Nie. - zaczerwieniła się
- Nie wiem co powiedzieć. Może czeka na odpowiedni moment. Nie chce się spieszyć.
- Ale to takie dziwne, to przepraszanie.
- No trochę. Ale to chłop, tego nie ogarniesz.
          Nigdy jeszcze tak się nie bawiła. Chłopcy wspaniale się dogadują, z resztą z przyjaciółką też. Tworzą tak zgraną paczkę, jakby wszyscy się znali od zawsze. Nigdy jeszcze nie widziała tak rozluźnionego chłopaka. Był sobą.
- Chcesz? - podał miseczkę z cukierkami Tomek
- Nie dziękuję. Ja ze słodyczy to tylko Michałka. - uśmiechnęła się i zanurzyła palce w czuprynie chłopaka
- Dobreeee. - zaczęli się śmiać.
      Tamci zabrali się od niej po 22. Michał został jeszcze na chwilę.
- Uważaj na siebie na służbie. - przytuliła się do niego
- Jasna sprawa kochanie. A ty na siebie. - pogładził jej plecy

piątek, 14 grudnia 2018

Rozdział 13

       Obudziła się pełna energii i w dobrym humorze. Mimo to, że miała wolny dzień, to wyspana była już o 8. Wzięła telefon i szybko wystukała wiadomość Miłej pracy Misiu :* <3 Ale z łóżka jeszcze nie zamierzała się zwlekać. Włączyła wifi i po chwili rozlegały się dźwięki przychodzących powiadomień. Pierwsze co odczytała wiadomości od przyjaciółki.
- Woooow jakie mega zdjęcie!! *.* Ale słodki konik <3 Trochę inaczej go sobie wyobrażałam, ale jakiś najgorszy nie jest :P Nie w moim typie, ale zdecydowanie w Twoim :D Dobrze jeździ? 
- I to jak! Nigdy nie widziałam czegoś piękniejszego! <3 Nawet ja się przejechałam :p - odpisała
Jako iż Ania nie była dostępna, to wyszła z ich konwersacji i zaczęła przeglądać Facebooka. Przywitało ją zdjęcie dodane przez Hugh Jackmana. Szeroko się uśmiechnęła na ten widok, bo uwielbia tego człowieka. Jak na swoje lata jest nadal bardzo przystojny, a do tego wspaniałym aktorem. Chyba widziała już wszystkie z nim filmy. Od razu zostawiła serduszko.
Dziękuję Młoda :) co to się stało, że już nie śpisz? Wyskoczyło jej to w prostokątnym okienku. Przyzwyczaiła się, że mówi do niej Młoda i nawet jej się to podoba. Jej własna ksywka, którą wypowiada z miłością. Jak ona do niego Misiek, tak on do niej Młoda.
Bo już się wyspałam :D a Tobie jak minęła nocka? :3
Przewijała wiadomość na tablicy i nic ciekawego nie znalazła. Wyłączyła internet i odłożyła telefon. Wpatrywała się w sufit i wyobrażała sobie, co teraz robi chłopak. Usłyszała, że przyszła jej wiadomość.
Bardzo dobrze. W końcu się wyspałem. Właśnie nam powiedzieli, że kończymy o 14.
To ostatnie zdanie chyba ucieszyło ją najbardziej. Będzie mogła szybciej do niego pojechać i spędzą razem więcej czasu. Zawsze ją to wkurzało, że faceci nie używają buziek i wiadomości są takie sztywne. Ale jemu wybaczy.
To dobrze, że się wyspałeś :) Jak plecy? Suuuuper! :D 
Ona naprawdę martwiła się o jego plecy. Wybrał sobie dwie ciężkie prace i teraz ma za swoje. Ale jak szybko pojawią się konsekwencje? Mógłby robić tyle innych lżejszych rzeczy, a on uparcie trzyma się budowy.
Dobrze. Już nie bolą. Muszę wziąć się do pracy... Napiszę jak będę miał chwilę. Buziaki
Najchętniej by się teraz do niego przytuliła. Ale musi poczekać parę godzin i będzie go miała dla siebie. Napisał tak, że nie wiedziała co odpowiedzieć. Po chwili myślenia postanowiła, że nic nie napisze. Nudziło jej się leżenie, więc wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła dres i luźną koszulkę, wzięła bieliznę i szybko się ubrała. Jak zwykle ma dylemat co zjeść na śniadanie. Tym razem padło na jajecznicę. Szybko się robi i nawet smakuje. Wyciągnęła dwa jajka i mleko. Położyła produkty na blacie i odnalazła garnuszek. Wbiła do niego jajka, dolała mleka, soli i pieprzu i wzięła się za rozbijanie. Myślami powróciła do wczorajszego dnia, kiedy razem byli w kuchni i podszedł do niej. Czuła całe jego ciało. On tak na nią działa, że nie wie jak to jest możliwe. Wystarczy jeden dotyk, a ona jest jakby naelektryzowana. Przed oczami miała ich namiętne powitanie i to jak ledwo się powstrzymała od czegoś więcej.
      Zadwolona wbiegała po schodach jego klatki schodowej. Dobrze, że mieszka na pierwszym piętrze. Stanęła przed drzwiami i nacisnęła dzwonek. Cisza. Czyżby jeszcze nie wrócił z pracy? Popatrzyła na zegarek i była 14.23. Powinien już być. Nagle usłyszała jakiś ruch i po chwili drzwi się otworzyły.
- Dzień dobry pani. - powiedział szarmancko
- Dzień dobry panu. - mruknęła z uśmiechem
- Zapraszam.- odsunął się i wskazał ręką, żeby weszła.
Tak też zrobiła. Zamknął za nią drzwi i podszedł do niej.
- Właśnie wchodziłem do wanny, a tu ktoś mi przyszedł. - oznajmił
Złapał ją w pasie i przysunął do niej. Wpatrywała się w jego oczy.
- A to ktoś niedobry.- szepnęła i objęła jego szyję
- Chyba muszę jakoś go ukarać. - uśmiechnął się szatańsko i przejechał palcami po jej bokach
Drgnęła lekko, bo zagilgotało ją to. A on zaczął ją gilgotać na maksa. Ona śmiała się na cały głos i wyginała na różne strony. Nie mogła złapać tchu.
- Michał! - piszczała - Proszę Cię!
Jeszcze przez chwilę ją poturturował i przestał. Ona nadal się śmiejąc położyła dłoń na jego policzek i pocałowała. On wpijał się mocniej, a jej wyrwał się jęk, jednak został stłumiony w ich pocałunkach. Oderwała się od niego i przytuliła.
- Ktoś tu się rozkręca. - zaśmiała się i schowała twarz w jego torsie.
- Muszę się wykąpać po budowie. - pogładził jej plecy - Daj mi chwilkę.
- Nie. - powiedziała stanowczo
- Młodna, no. Im szybciej mnie puścisz, tym szybciej będziesz mnie miała.
- Tylko szybko Misiu. - mruknęła i dała mu buziaka. - Masz tu jakieś książki?
- Tak, w sypialni. - oznajmił przed zamknięciem drzwi do łazienki.
Tam jeszcze nie była. Zaciekawiona weszła do jego pokoju. Był mały. Po oknem stało łóżko starannie zaścielone. Obok stała duża szafa pewnie z ciuchami, a obok niej duża komoda z książkami. Wieloma książkami. Podeszła do nich i przeglądała każdy tytuł. Wszystkie były ułożone według tematyki. Nie mogła się nadziwić jak zróżnicowana tematycznie jest jego biblioteczka. Był tam nawet album na zdjęcia. Zaciekawiona wyciągnęła go i przyklapnęła na brzegu łóżka. Nie wiedziała czego się spodziewać. Czy zobaczy tam kobietę, która go skrzywdziła? Otworzyła ostrożnie i na pierwszej stronie zastała czarno-białe fotografie. Na jednym był malutki chłopczyk, ze słodkim uśmiechem. Na drugim ten sam chłopczyk chyba z rodzicami. Te oczy pozna wszędzie. To malutki Michał. Uśmiechnęła się i delikatnie przejechała palcem po fotografii. Na następnych stronach był już starszy. Prawie na każdym zdjęciu jest uśmiechnięty. Miło oglądało się takiego chłopaka. Im stawał się starszy tym mniej fotografii. Widać, że nie lubi być w centrum uwagi i nie przepada za zdjęciami.
- Ślub Moniki . - usłyszała nad sobą, kiedy przyglądała się fotografii, na której stoi elegancki Michał z kobietą w białej sukni
Podskoczyła, bo nie wiedziała kiedy przyszedł.
- Przestraszyłeś mnie. - zaśmiała się
Stał przy niej w samych spodniach, bez koszulki. Nie mogła przestać się patrzeć, bo nie spodziewała się takiego widoku. Miał wyrzeźbiony brzuch, tak idealnie. Nie za dużo nie za mało.
- Co? - zapytał kiedy zauważył, że długo się na niego patrzy i szybko założył koszulkę
- Nic. - szepnęła i spuściła wzrok - Po prostu...
- Po prostu co? - usiadł koło niej
- Masz taki kaloryfer. - westchnęła - Jesteś taki  seksi.
- Doprawdy? - uśmiechnął się i spuścił głowę
Zobaczyła jak na jego policzku pojawia się czerwony wypiek. Speszył się.
- Lubię jak mnie grzeje. - odłożyła album i przytuliła się do niego - Kocham Cię Miśku.
Objął ją ramieniem i pocałował w głowę.
- Jadłaś obiad? - zapytał
- Nie.
- No to dobrze, bo ja też nie. Musimy coś wykombinować. Chodź, zobaczymy co mam. - wstał i wyciągnął do niej rękę
- Dlaczego zawsze jak mówię, że jesteś przystojny, albo coś to od razu zmieniasz temat? - popatrzyła na niego zaciekawiona
- Nie zmieniam. - szybko odparł
- No nie wcale. - zaczęła się śmiać i przytuliła do jego ręki - Oj Misiu, Misiu.
- Nie lubię jak mówi się o mnie. I to jeszcze, że jestem przystojny, a nie jestem.
- Kochanie. - stanęła przed nim - Jesteś najprzystojniejszym, najseksowniejszym, najukochańszym i wiele innych naj facetem na świecie. - objęła go w pasie - To źle, że dziewczyna która Cię kocha mówi takie rzeczy? Gdyby tak nie było, to bym Ci tak nie mówiła, bo jesteśmy ze sobą szerzy, tak?
Kiwnął twierdząco głową.
- To że ona Cię zostawiła, nie oznacza że to z Tobą jest coś nie tak. - wiedziała, że to będzie ciężki temat, ale muszą w końcu porozmawiać
Popatrzył na nią z niechęcią.
- Będę Ci to powtarzała do końca życia. Jesteś najwspanialszym facetem pod słońcem. Mam 24 lata i mogłam mieć jakiegoś z mojego wieku albo troszeczkę starszego faceta, co dba o siebie lepiej niż nie jedna dziewczyna. Ale wybrałam Ciebie, takiego starucha. Dlaczego? Bo jesteś wspaniałym człowiekiem, z najpiękniejszymi oczami na świecie, który pociąga mnie totalnie i ciągle o nim myślę. Jesteś tym jedynym. Tym księciem z bajki, o którym marzy każda dziewczyna. I to dosłownie na rumaku. - uśmiechnęła się ze łzami w oczach i położyła dłoń na jego policzku. - Michał, ja Cię tak bardzo kocham.
Nic nie powiedział, tylko do niej się przytulił.
Złapała ją i udali się do kuchni.
       Po pysznym obiedzie pojechali na trening. Jedno już wie. Może i Michał jest cichy i spokojny, ale nadepnąć na gaz sobie lubi. Ogólnie ma fajny samochód, taki wygodny. W końcu to audi a7. Przygotowali Pimpka i oboje wzięli toczek. Wyprowadził konia i zaczął wszystko jej tłumaczyć. Normalnie to musiałaby mieć swojego konia i na nim jeździć, ale że będzie jeździła sporadycznie, to pozwolił jej dosiadać Pimpka.
- To co, najpierw razem?
- Tak. - uśmiechnęła się szeroko
- To wskakuj.
Już wiedziała jak ma wchodzić po wczorajszej przejażdżce, więc poszło szybko. Usadowiła się wygodnie i zaraz za nią znalazł się ukochany. Czuła jak starał się zachować pewien odstęp od niej, ale ona przysunęła się do niego, żeby stykali się w każdym milimetrze.
- Trzymaj się. - powiedział twardo i ruszyli
Nie mogła się skupić, bo ciągle go czuła. Na jej ustach pojawił się uśmiech. Tak by mogła spędzać z nim czas. Nagle przyspieszyli i gnali przed siebie. Poczuła jak Michał zaciska mocniej ręce, żeby ją trzymać. Ten wiatr we włosach, to wspaniałe uczucie. Jeszcze nigdy tak szybko nie jeździła na koniu.
- I jak? - zapytał kiedy zwolnili i Pimpek szedł spokojnie
- Cudownie. - uśmiechnęła się
Wyciągnęła z kieszeni telefon i włączyła aparat.
- Dawaj selfiaka. - nastawiła kamerkę na nich
- Nie. - spuścił głowę
- Misiek dawaj.
- Nie. To takie gówniarskie robić relację ze wszystkiego co się robi. - westchnął
Zabolały ją te słowa. Od razu uśmiech zszedł jej z twarzy i schowała telefon. Czyli uważa ją za gówniarza. Do oczu napłynęły jej łzy. Tak, to jest cholernie ciężkie być wrażliwą osobą. On zsunął się z siodła i podszedł do łba konia. Poklepał go zadowolony i pogłaskał.
- No to teraz słuchaj. - uśmiechnięty zwrócił się do niej
Udawała, że coś robi przy fryzurze żeby nie zobaczył jej łez. Ogarnęła się i słuchała co mówi. Z wielkim zaangażowaniem tłumaczył jej wszystko co ma robić i jak. Naprawdę potrafi uczyć. Tylko że ona była bez humoru i nic się nie starała. Ciągle bolało ją to, jak ją potraktował. Starała się być uśmiechnięta i normalnie się zachowywać, ale ciągle jej to ciążyło.
Kiedy powtarzali coś już chyba 40 raz widziała po nim lekką rezygnację.
- Może na dzisiaj skończmy. Jesteś pewnie zmęczona. - powiedział
Kiwnęła głową i szybko znalazła się na ziemi.
        W samochodzie jedyne głosy jakie było słychać, to piosenkarze czy piosenkarki z radia.
- I jak? - zapytał po długiej chwili milczenia - Podobało się?
- Tak. - uśmiechnęła się
Odwróciła głowę do szyby i zamknęła oczy. Znowu przypomniała sobie jego słowa co wywołało łzy. Nie chciała, żeby jakaś popłynęła po policzku.
- Na pewno wszystko w porządku? - położył dłoń na jej nodze
Odruchowo zabrała nogę i wpatrywała się w widoki za oknem.
- Tak. - skłamała - Jestem tylko zmęczona.
      Weszli do jego mieszkania i nie miała ochoty, żeby tam być. Chciała pojechać do domu. Ale nie może tak od razu, bo domyśli się że jest coś nie tak. Poszła do salonu i włączyła telewizor. Może będzie coś ciekawego, że zwróci jej uwagę. Zaczął dzwonić telefon. Pokazało jej się zdjęcie przyjaciółki.
- No hej. - odebrała
- Hej, hej. Gdzie jesteś ? - zapytała zadowolona
- U Michała, a co ?
- To dobrze. Mam dla Ciebie tą książkę, której nigdzie nie mogłaś znaleźć. - mówiła radosna
- No co ty?! - ożywiła się - Jesteś niesamowita.
- Wiem. Mogę Ci ją podrzucić jak chcesz.
- No jasne! Jesteś daleko?
- Zaraz wejdę na osiedle gdzie mieszka.
- Osz ty. - zaśmiała się - Dobra, już wychodzę.
Weszła do sypialni, gdzie przebierał się chłopak. Stał przed szafą bez koszulki. Uśmiechnął się do niej gdy weszła.
- Wychodzę na chwilę, bo Ania przyniosła mi książkę. Zaraz wracam. - powiedziała bez uczuć nawet nie zwracając na niego uwagi i wyszła
Dobrze, że będzie miała chwilę odpoczynku od niego. Zbiegła po schodach i weszła na chodnik. W oddali dostrzegła przyjaciółkę. Podeszła do niej i od razu przytuliła.
- Jak dobrze, że tu jesteś.- westchnęła
- Co jest? - popatrzyła na nią
- Michał uważa mnie za gówniarę. - szepnęła i znowu chciało jej się płakać
- Co ? - zamurowało tamtą - Jak to?
- Długa historia.
- Mam czas.
- Daj książkę, to wrzucę ją do samochodu i pójdziemy do biedry, jest niedaleko.
Posłusznie dała jej książkę. Szybko zaniosła do samochodu i znowu była przy Ani. Idę do biedronki. Chcesz coś? napisała do niego sms'a, żeby nie było że długo jej nie ma i nie powiedziała, że idzie do sklepu.
Opowiedziała wszystko co leży jej na sercu. Ania stwierdziła, że przesadza. Ona i tak to odczuwała inaczej. Ale pomogła jej ta rozmowa, bo zmieniły temat i zapomniała o tym. Niestety kuzynka musiała ją opuścić jeszcze przed zakupami i musiała robić je sama. Ale nie potrzebowała dużo rzeczy więc poszły szybko. Ale jak wyszła ze sklepu zastała ją potężna ulewa.
- O nie. - jęknęła zrezygnowana
Ale co ma zrobić ? Jej stan był adekwatny do pogody. Spokojnym krokiem ruszyła w stronę bloku. Nigdzie jej się nie spieszyło i nie przeszkadzało to, że po minucie była całkowicie przemoczona. Tylko zrobiło jej się zimno i to ją skłoniło do przyspieszenia kroku. Nawet się ucieszyła kiedy zobaczyła wejście do jego bloku. Szybko pokonała schody i stała przed jego drzwiami. Nie wiedziała czy ma wchodzić czy dzwonić. Więc zadzwoniła i od razu weszła. Zamknęła drzwi i stanęła w bezruchu. Szybko pojawił się chłopak. Popatrzyła na niego spod byka. Stał i przypatrywał się jej z troską. Ale po chwili wkradł się uśmiech.
- Nic nie mów. - powiedziała i puściła reklamówkę z zakupami
- Trzeba było dzwonić, żebym przyjechał. - zaczął się śmiać - Moje kochane biedactwo.
Podszedł do niej i przetarł twarz.
- Dam Ci coś na przebranie. - oznajmił i zniknął w sypialni
Zaraz pojawił się z jego koszulką i spodenkami.
- Tu masz ciuchy. W szafce w łazience masz ręcznik.
Wzięła od niego rzeczy i ruszyła do łazienki. Złapał ją za rękę,a ona się odwróciła. Złapał jej twarz w dłonie i pocałował.
- Moja obrażalska kochana. - uśmiechnął się i poszedł do kuchni
Tu ją zaskoczył. Szybko zniknęła w łazience i zrzucała z siebie przemoczone rzeczy, bo było jej cholernie zimno. Wytarła się starannie i zaczęła ubierać. Założyła jego spodenki, które troszeczkę były za duże i koszulkę, która zwisała jak na wieszaku. Ale lepsze to niż mokre ubranie. Od razu poczuła się lepiej. Do tego koszulka pachniała nim. Wzięła mokre rzeczy i wyszła z łazienki.
- Gdzie mogę powiesić?  - zapytała
- Daj. - wziął od niej i wszedł do pokoju, który był pusty.
- A mogę jeszcze prosić o skarpetki?
- No jasne, nawet sama możesz sobie wybrać. - puścił jej oczko - W drugiej szufladzie w sypialni.
Zadowolona udała się tam i wzięła pierwsze lepsze. Oczywiście były za duże, no ale nienawidzi mieć zimno w stopy. Już w lepszym humorze poszła do salonu. Na stole stał talerz pełny tostów i ciepła herbata.
- Lepiej ? - podszedł do niej uśmiechnięty i pogładził jej ramię
Kiwnęła głową.
- Siadaj, jedz i pij póki ciepłe. Zagrzejesz się.
- Dziękuję.
Usiadła na kanapie i wzięła ciepła herbatę, która szybko ogrzała jej dłonie. Wzięła łyk i poczuła jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Usiadł koło niej i wziął tosta. Ona zrobiła to samo i wzięła jej kęsa.
- Mmm dobry. - mruknęła - Dziękuję.
Podwinęła nogi na kanapę i przytuliła do niego. Taki sposób ogrzewania lubi najbardziej. Jakoś jej przeszła ta złość.
- To powiesz mi co się stało? - objął ją ramieniem
- Nie. - brała kolejne kęsy
- Ej. - jęknął - Ponoć mamy być ze sobą szczerzy.
O ty pomyślała. Wykorzystał jej broń.
- Nazwałeś mnie gówniarzem. - powiedziała ot tak
- Co? Ja? Niby kiedy? - był zdziwiony
- No jak nie chciałeś zrobić sobie ze mną zdjęcia.
- Przecież nic tak nie powiedziałem. Tylko że takie coś jest gówniarskie, nie ty. - zaśmiał się
- Na to samo wychodzi.
- Nie, nie wychodzi.
- Wychodzi. I nie zmienia to faktu, że nie chciałeś sobie ze mną zrobić zdjęcia. Nawet nie wiesz jakie to było dla mnie ważne. W końcu chciałam mieć zdjęcie z Tobą. - do jej oczu napłynęły łzy - A ty od razu z takim tekstem. Wiesz jak mnie to zabolało? Ja Ci wcześniej taki wywód walnęłam, a ty mnie nazywasz gówniarą.
- Nie nazwałem Cię gówniarą. - bronił się - Mogłaś powiedzieć, to tak ciężko?
- Dobra, wystarczy. - wstała - Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać.
- Emilka przepraszam. - wstał - I co, teraz znowu walniesz focha i sobie pójdziesz? - podniósł brew
- Co, gówniarskie zachowanie? - uśmiechnęła się - Ale przecież ja jestem gówniarą, więc czego się dziwisz?
- Młoda no. - podszedł do niej i przytulił - Będę miał z Tobą ciekawe życie. - zaśmiał się
- Przepraszam. - szepnęła- Jakie szczęście, że mam Ciebie i jeszcze nadal mnie kochasz. Bo kochasz? - popatrzyła na niego
- No nie wiem, nie wiem. - powiedział cienkim głosem
Uśmiechnęła się i dała mu buziaka. Tą jakże miłą chwilę przerwał im dzwonek do drzwi.
- A kogo tu niesie? - oderwał się od niej i poszedł otworzyć.
Nadsłuchiwała co tam się dzieje.
- Dzień dobry. - usłyszała radosny kobiecy głos
- Cześć mamo. - rozległ się głos chłopaka
Zamarła. Jego mama. Nie jest jeszcze na to gotowa. Jej serce zaczęło bić szybciej.
- Cześć braciszku.
I jeszcze jego siostry.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy? - któraś z sióstr się odezwała
- A w czym można mu przeszkadzać ? - zapytała matka
Śmiechy zbliżały się do niej, aż po chwili w pokoju pojawiły się dwie dziewczyny. Kiedy ją zobaczyły przestały się śmiać. Stała przestraszona i wpatrywała w nie. Na koniec pojawiła się starsza kobieta. Zobaczyła ją i zgromiła wzrokiem. Szybko pojawił się Michał.
- No właśnie. Poznajcie moją dziewczynę. To jest Emilka. - podszedł do niej i objął ramieniem - To jest moja mama Basia.
Podała jej rękę i nieśmiało się uśmiechnęła. Widziała tę niechęć kobiety.
- To jest Monika, a to Dorota.
Siostry były uśmiechnięte i wydawało się, że przyjaźnie do niej nastawione.
- Co was tu sprowadza? - zapytał
- A właśnie. - ożywiła się Dorota i z torebki wyciągnęła białą kopertę - Chciałabym Cię tak oficjalnie zaprosić na mój ślub i wesele. Znaczy was. Mam nadzieję, że przyjdziecie.
- Siostra. - zadowolony przytulił ją - Jasne, że przyjdziemy. Jestem z Ciebie taki dumny.
- A ja z Ciebie! Już myślałam, że będziesz sam i zostaniesz starym zrzędą! Ale w końcu się jakaś znalazła odważna.
- Bo jeszcze ją przestraszysz. - zaśmiała się Monika
Ona tylko stała i zestresowana się uśmiechała. Widziała po jego mamie, że jej nie lubi. Czuła to.
- Napijecie się czegoś ? - zaproponował
- A a chęcią.
Usiedli wokół stołu.
- To gdzie się poznaliście? - wypytywała Dorota
- Na akcji. - uśmiechnęła się
- Strażackiej?
- Tak, na pożarze wzgórza.
- Jesteś strażakiem?
- Mhm, w OSP.
- Ale super! Nic się nie chwalił. To dlatego chodził ostatnio taki zadowolony.
- I to jakim strażakiem! - przysiadł się Michał - Gdybyście widziały co ona tam wyprawiała i ile dawała z siebie. Niejeden chłop by dawno wysiadł. A ona dała radę.
Czuła jak się rumieni.
- A gdzie pracujesz? - zapytała poważnie pani Barbara
- Nigdzie. - odparła nieśmiała
Widziała jak kobieta wywraca oczami.
- Bo studiuje. Zaraz będzie się broniła. - szybko bronił ją chłopak
- Ooo, a co takiego studiujesz? - ciekawa zapytała Monika
- Bezpieczeństwo ekologiczne.
- Woow, brzmi nieźle.
     Kiedy drzwi za nimi się zamknęły wypuściła powietrze i opadła na kanapę. Schowała twarz w dłonie.
- Co jest? - usiadł koło niej i gładził jej włosy
- Michał to było okropne! Nie byłam na to gotowa. Do tego twoja mam mnie nie lubi.
- Przesadzasz. - zaśmiał się
- Nie, dała mi to odczuć. Ale się nie dziwię. Zobaczyć taką mnie. Jak ja wyglądam. - jęczała - Siostry są super, ale twoja mama...
- Ciii. - szepnął i ją pocałował - Ważne, że ja cię kocham.
          Miała już od niego wychodzić, kiedy zawitała Dorota.
- Miałam nadzieję, że jeszcze Cię znajdę.- zwróciła się do niej
Przestraszona popatrzyła na nią.
- Możemy porozmawiać ?
Kiwnęła głową, a Michał nie wiedział o co chodzi.
- Michał, zostawisz nas same? - poprosiła jego siostra
Zgodził się i poszedł wziąć kąpiel.
- Nie bój się. - uśmiechnęła się - Ja tylko chciałam Ci powiedzieć, żebyś nie przejmowała się mamą. Widziałam jak chciała cię zabić. Ale spoko, przejdzie jej. To jest jej jedyny synuś i nie chce, żeby znowu ktoś go skrzywdził i znowu cierpiał.
- Było aż tak źle?
- Nie znosił tego najlepiej. Wycofał się ze świata. Skrył się w sobie. Jego samoocena znacznie spadła.Ale zawsze był dla mnie dobrym bratem. Dbał i dba o mnie. Strasznie go kocham. I też chcę dla niego jak najlepiej. I ostatnio właśnie widziałam, że się zmienił. Że chodzi wesoły. To dzięki tobie. On cię potrzebuje.
- A ja jego. - szepnęła
- Boże jak po was widać miłość. - była zadowolona - Jak dobrze, że jesteś. Proszę cię, tylko go nie skrzywdź.
- Nie mam takiego zamiaru.
- Bo ja cię polubiłam. Ale jak coś mu zrobisz.  - pogroziła palcem
- Dobra, dobra. - zaśmiała się - Dziękuję ci.
- To ja ci dziękuję.